replique rolex montre breitling

replique montre replique Rolex



Ogłoszenia ukazują się najpierw w wersji papierowej gazety.
Dopiero dwa dni później (od piątku), umieszczamy je na tej stronie.

Masz jakiś pomysł, pytanie, czymś chciałbyć nas zainteresować
Zadzwoń: 062 768-33-33
lub napisz: redakcja@zyciekalisza.pl


Artykuły Dokąd pójść Ogłoszenia Nadaj ogłoszenie Praca Kontakt Lokalizacja Licytacje Publicystyka wiadomości z regionu Reklama
Zawsze aktualne Historia Mecenas radzi Nasze książki
szukaj: Gazeta założona w 1990 roku. Do tej pory ukazało się 1436 wydań.
Numer bieżącego wydania papierowego: 8
piątek, 23 lutego 2018 r.
imieniny: Romany i Damiana
Zawsze aktualne
Ogłoszenia
Pierwsza strona
Puenta
Puenta
W obiektywie paparazziego
W obiektywie paparazziego
Prenumerata
Recencje czytelników
Byłeś na jakiejś imprezie, ciekawym spotkaniu
Przedstaw swoją recenzję
Video reportaże
vfdsv
Antoni Macierewicz ujawnia zaskakujące fakty o Smoleńsku

– Przedstawia się nam łzawą historyjkę, która jest absolutną fikcją. Niestety, nikt nie chce zadać publicznie najważniejszych pytań o katastrofę – powiedział Antoni Macierewicz, szef parlamentarnego zespołu ds. wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej, podczas spotkania w Kaliszu. Oto jego zapis

Ta tragedia jest w istocie kumulacją, tragicznym podsumowaniem wszystkich zaniedbań ostatnich 20 lat. Znamienny jest dominujący udział służb specjalnych w organizowaniu wizyty 10 kwietnia – główne nici wizyty prezydenta Kaczyńskiego oddano w ręce jednej z najciemniejszej postaci, pana Tomasza Turowskiego, który został dobrany i wysłany do ambasady polskiej w Moskwie w lutym 2010, a więc wtedy, gdy pan Tusk zorientował się, że nie może powstrzymać prezydenta Kaczyńskiego przed wizytą w Katyniu. Głównym organizatorem wizyty był pan Turowski, tzw. nielegał, człowiek wstawiony do zakonu jezuitów, po to, by zniszczyć go od wewnątrz. Później pracował jako agent w Watykanie. To kwintesencja spadku PRL-u.

Przed tragedią
Droga do Smoleńska – jeśli można to tak sformułować – zawierała inne etapy. Pierwszym znakiem ostrzegawczym była sprawa zamachu gruzińskiego (lato, jesień 2008 roku). Do polskiego prezydenta strzelają w Gruzji służby rosyjskie, a w Polsce rozpoczyna się gigantyczna kampania nienawiści wobec prezydenta Kaczyńskiego – ówczesny marszałek Komorowski mówi: ,,Jaki prezydent, taki zamach’’ i ,,Z 50 metrów to by ślepy snajper trafił’’. Następnie ukazuje się raport centrum antyterrorystycznego Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, który mówi, że to prowokacja gruzińska i pod nim podpisuje się minister Bondaryk. Okazuje się, że można  z ofiary zrobić winnego, i że można to zrobić nie tylko za sprawą mediów, ale nawet zaangażować w to najważniejsze osoby w państwie (np. marszałka Sejmu i szefa ABW). (…) Nie da się zrozumieć katastrofy bez pamiętania o 1 września 2009 r. na Westerplatte i wystąpieniu pana Putina, który powiedział, że to działanie Polski doprowadziło do II wojny światowej, że współodpowiedzialni są Piłsudski i jego następcy. Nie było winy rosyjskiej, nie było ludobójstwa katyńskiego, ale teraz – mówił pan Putin – jest szansa na zbudowanie wielkiej Europy. W ten sposób została nam zaproponowana propozycja polityczna: jeśli się upokorzycie, możecie być członkiem sojuszu niemiecko - rosyjskiego. Odpowiedź prezydenta Kaczyńskiego była jednoznaczna: – ,,Naród polski wyciąga rękę do każdego. Naród polski z każdym chce żyć w przyjaźni, ale warunkiem rozmowy z Rosją jest  przyznanie się do ludobójstwa’’. Od tego momentu prowadzona jest gra,  nastawiona na niedopuszczenie prezydenta Kaczyńskiego, by złożył kwiaty w Katyniu.

Przygotowania do wizyty
Polskie służby specjalne ani razu nie były na lotnisku w Smoleńsku! Nikt nie sprawdzał pasa startowego, nie oglądał wieży na lotnisku, nikt nie sprawdzał, z której strony jest lepsza możliwość lądowania... Odpowiada za to oczywiście minister Miller i pewnie w związku z tym jest właśnie szefem rządowej komisji ds. wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej, w myśl zasady, że najlepiej wątpliwości wyjaśni ten, kto jest współodpowiedzialny. On wie najlepiej co badać, a czego nie, jaki kierunek nadać śledztwu. Były cztery wyjazdy oficerów BOR do Smoleńska: raz ktoś zachorował, innym razem ktoś zachorował, za trzecim razem na miejsce nie przyjechali Rosjanie, a za czwartym, gdy wszyscy już byli na miejscu, szef garnizonu smoleńskiego powiedział, że on musi mieć pozwolenie od samego prezydenta Rosji. Minister Bogdan Klich w lutym 2010 roku, wiedział że 36. pułk nie nadaje się do zabezpieczania lotów najważniejszych osób w państwie... Ale mimo to wydał zgodę. (…) W mediach próbowano przeforsować tezę: wizyty osobne, ale tak samo zabezpieczone. A to nieprawda. Wizyta 7 kwietnia była zsynchronizowana z wizytą premiera Putina. Samoloty leciały w tym samym korytarzu powietrznym, który zgodnie z tą zasadą, musiał być czysty. Tam nie mógł się pojawić żaden obiekt latający. Ta ochrona dotyczyła oczywiście premiera Tuska, ale nie prezydenta Kaczyńskiego. Po drugie – wśród załogi tupolewa lecącej 7 kwietnia był dodatkowo człowiek - specjalista związany z nawigacją, który miał pomagać załodze w razie szczególnej sytuacji. Takiego człowieka 10 kwietnia nie było na pokładzie. To są tylko dwa  przykłady, które można łatwo sprawdzić. Polska komisja, która bada przebieg wydarzeń, skierowała do Rosjan 17 konkretnych pytań, dotyczących różnic w przygotowaniu lotniska w dniu 7 i 10 kwietnia. Na wszystkie pytania Rosjanie odpowiedzieli tak samo: – Nie dostaniecie odpowiedzi.

Byliśmy okłamywani
od początku
Wiem, że od samego początku tej tragedii nas okłamywano. Wiem, że podczas pierwszej godziny po tragedii mówiono nam, że wszystko jest winą polskich pilotów, że nie znali rosyjskiego, że 4 razy próbowali lądować, że do tego zmusił ich jakiś wysoki dygnitarz, chociaż oni tego nie chcieli. Wszystko to powtórzyła później pani Anodina w swoim raporcie i żadna z tych tez nie jest prawdziwa. Od 10 kilometra od pasa lądowania, przez cały czas kontrolerzy lotu oszukiwali naszych pilotów i utwierdzali ich w przekonaniu, że lecą dobrze, że trafią na pas, że są na kursie i na ścieżce, to znaczy, że są na właściwej osi i na właściwej wysokości. A oni nigdy nie byli na właściwej osi i na właściwej ścieżce. Nie mamy też wątpliwości, że te decyzje, żeby tam sprowadzić pilotów, nie były decyzjami kontrolerów lotu, tylko były decyzjami centrali moskiewskiej. To co mówię, to nie jest moja dedukcja – to jest zawarte w rozmowach wieży kontrolerów lotu i ich rozmowach z przełożonymi w Twerze, a później w Moskwie. I to może sprawdzić każdy. Kolejny bezsporny fakt – nie ma wątpliwości, że kpt. Protasiuk na wysokości 100 metrów, na właściwej wysokości, z punktu widzenia sztuki lotniczej, podjął decyzję, że nie ląduje! Wydał więc komendę – rozkaz – odchodzimy, który w lotnictwie jest tożsamy z podjęciem działania. A więc od razu podjął działania, mające na celu odejście na drugi krąg. Najważniejsze pytanie dotyczącej katastrofy to nie pytanie o mgłę, o pilotów, to nawet nie jest pytanie o kontrolerów lotu – najważniejsze pytanie brzmi: co się stało, że gdy kpt. Protasiuk wydał komendę: odchodzimy, a samolot spadł na ziemię jak kamień? To jest prawdziwe pytanie! Wiemy, że samolot rozpadł się nie dlatego, że uderzył w ziemię, ale najpierw się rozpadł, a później spadł na ziemię. Taka była kolejność wydarzeń i mówię to, z bardzo daleko idącym przekonaniem, na podstawie badań zdjęć kształtu wraku samolotu. (…)  Strona rosyjska zachowuje się tak, jakby była winna. Ja nie wiem, czy jest winna – nie przesądzam tego, ale faktem jest, że Rosjanie niszczyli dowody. Mamy zdjęcia i film z chwili cięcia i niszczenia wraku, wiemy, że Rosjanie zabetonowali cały teren katastrofy (polscy archeolodzy po kilku miesiącach znaleźli jeszcze 5 tys. szczątków samolotu i mówili, że były to fragmenty leżące na powierzchni ziemi – kopać nie można było, bo teren został zabetonowany. Nie wiadomo więc, co jeszcze jest w środku).
Co się stało z kokpitem? Na pierwszych zdjęciach jest zdeformowany, rozbity, ale widoczny, a rufa kokpitu jest spłaszczona i przypomina literkę ,,v’’. Na wrakowisku ten fragment jest już okrągły… Z jakichś powodów Rosjanie po prostu wyklepali ten element. Analiza zdjęć, klatka po klatce, daje gigantyczną dozę informacji. (…) Mamy do czynienia z nieprawdopodobną manipulacją tekstem z zapisem rozmów z czarnych skrzynek – wiadomo, że taśma ma 30 min., a my dostaliśmy od Rosjan 38-minutowy tekst stenogramu. Szczegóły w nim zawarte są zupełnie absurdalne, bo ze stenogramów wynika np., że w pewnym momencie prezydencki samolot leciał z prędkością 30 km na godzinę, a to jest oczywiście fizycznie niemożliwe! Polacy nie dostali czarnych skrzynek, a w ich kopiach, które przekazali nam Rosjanie, brakowało 20 najważniejszych sekund, z wymianą zdań dotyczącą lądowania…
Ze strony rosyjskiej podejmowane są działania sprawiające wrażenie, że chce ona coś ukryć, ale podobnie dzieje się z rządem pana Tuska. 29 kwietnia 2010 odbyło się głosowanie, by przejąć część śledztwa w sprawie katastrofy (prawo nam na to pozwalało!). Ale większość – Platforma Obywatelska, PSL, SLD były za tym, żeby to śledztwo zostawić w rękach Putina. (…) Jak długo będzie rządził pan Tusk, tak długo nie pozwoli nikomu tej tragedii wyjaśnić – Donald Tusk i ludzie na najwyższych szczeblach państwowych od 15 kwietnia 2010 mieli w rękach wszystkie dowody odpowiedzialności rosyjskiej, w tym rozmowy kontrolerów lotów z wieży smoleńskiej. Na tej podstawie premier Tusk miał zrobioną analizę i wizualizację. Wiedział wszystko, gdy obrzucano śp. prezydenta Kaczyńskiego najróżniejszymi wyzwiskami, gdy robiono kampanię nienawiści wobec generała Błasika, sugerującą, że to on pilotował samolot, i że był pod wpływem alkoholu. Przez cały okres 10 miesięcy premier świetnie wiedział, że to była pułapka, w którą próbowano wepchnąć polski samolot. (…)
Prokuratura nie pomaga w wyjaśnieniu wątpliwości – odrzuca wnioski o ekshumację, co jest barbarzyństwem moralnym i bezprawiem w wymiarze postępowania karnego. Wiadomo, że w sytuacji, w której nie mamy większości dowodów, sprawa ekshumacji jest również kwestią badania przebiegu tragedii. Kształt ciał czy kośćca jest jedną z dróg, by ustalić, co naprawdę się zdarzyło. Są zeznania osób absolutnie wiarygodnych, jak np. prokuratora Parulskiego, który mówi, że część ciał była spopielona, a część zwęglona. Chciałbym zapytać, co takiego się zdarzyło, skoro nie wybuchło i nie spaliło się paliwo? Od uderzenia w ziemię ciała się spopieliły i zwęgliły? W tej sprawie – wbrew temu co się mówi – mamy olbrzymią ilość ewidentnych dowodów, że przebieg wydarzeń był zupełnie inny, niż nam się przedstawia. Nam się przedstawia jakąś łzawą historyjkę, będącą absolutną fikcją. Ta historyjka bazuje na tym, że nikt nie chce zadać publicznie – jawnie i bezpośrednio – najważniejszych pytań!

Padły strzały?
Nie wiem, czy to był wypadek – możemy mówić o katastrofie, nie przesądzając jej natury. Ja, póki co, nie mam pewności, że to był wypadek. (…) Minister Bogdan Klich zgodził się na nieprawdopodobny remont tego samolotu od czerwca do grudnia 2009 roku w Samarze, a silniki (które są najbardziej zawodną częścią tupolewa) były naprawiane w jeszcze innym miejscu, bez obecności polskich fachowców. Po naprawie wykryto 12 poważnych usterek, w tym zepsucie bloku autopilota. Tego autopilota wymieniono w ten sposób, że z drugiego samolotu, który szedł do naprawy, wymontowano sprawnego autopilota za pomocą śrubokręta i młotka, nagwintowano i wymieniono. To tak, jakbyśmy części sprzętu elektronicznego, wymieniali z sąsiadem i montowali młotkiem. (…)
Nie wiem, czy w Smoleńsku była sztuczna mgła. Nigdy tak nie powiedziałem i tak nie twierdzę, ale niepokoi mnie twierdzenie pana Seremeta, że sztuczna mgła to science fiction. Nie wiem, czy słysząc to należy się śmiać, czy płakać – wytworzenie sztucznej mgły jest rutynową czynnością nieomal we wszystkich armiach świata i  niemal każda armia świata potrafi to zrobić. (…)
(…) Mamy do dyspozycji film, na którym słychać strzały, czy wybuchy. Analizy potwierdziły jego autentyczność, ale nie możemy zbadać, co to za odgłosy, bo nie mamy na to pieniędzy. Administracja Sejmu bojkotuje nasze prace – nie dostajemy ani złotówki, nawet na wydruk stenogramów przesłuchiwanych świadków. Nie żalę się, tylko zwracam uwagę, że mamy tyle pieniędzy, ile sami przekażemy na funkcjonowanie zespołu). Mnie się wydaje, że mogą to być strzały – ale chcę powiedzieć wszystkim, zarówno tym, którzy mówią, że Rosjanie dobijali Polaków, jak i tym, którzy oburzają się na takie sugestie i przyznają, że to absurd: nawet, gdyby okazało się, że to były strzały, to z tego faktu mogą wynikać bardzo różne rzeczy, np. takie, że ochrona rosyjska odganiała rabusiów (którzy ukradli np. kartę kredytową pana Przewoźnika). Dlatego też identyfikacja tych odgłosów otworzy mam dopiero drogę do dalszego badania. (…) W tej sprawie nasz zespół nie kieruje się żadnym politycznym sądem. Ja, będąc z wykształcenia historykiem, idę od faktu do teorii, a nie odwrotnie. I proszę nam nie wmawiać, że jesteśmy antyrosyjscy – to Putin, Tusk i Komorowski są antyrosyjscy, bo zachowują się tak, jakby to był zamach i trzeba było go ukrywać. Ja dzisiaj nie wiem jak to się stało, ale przyrzekam, że się dowiem.

Jakub Banasiak
 

« powrót    Drukowanie bieżącej strony
Reklama
Ankieta
Czy w Kaliszu powinien powstać pomnik Józefa Piłsudskiego?
tak
73%
Nie, w ogóle jestem przeciwny/a pomnikom
21%
nie
6%
nie mam zdania
1%
zobacz poprzednie ankiety
Najczęściej czytane
Bieżące
Archiwalne
Fotografia historyczna
Stary KaliszKalisz w czasie wojen
Galeria czytelników

ocena: 9.33

ocena: 7.60
Życie Kalisza, ul. Spółdzielcza 6, 62-800 Kalisz | tel. (0 62) 768-33-33 | e-mail: redakcja@zyciekalisza.pl
Made & hosted: tel-wd.com