replique rolex montre breitling

replique montre replique Rolex



Ogłoszenia ukazują się najpierw w wersji papierowej gazety.
Dopiero dwa dni później (od piątku), umieszczamy je na tej stronie.

Masz jakiś pomysł, pytanie, czymś chciałbyć nas zainteresować
Zadzwoń: 062 768-33-33
lub napisz: redakcja@zyciekalisza.pl


Dokąd pójść Artykuły Ogłoszenia Nadaj ogłoszenie Praca Kontakt Lokalizacja Publicystyka wiadomości z regionu
Zawsze aktualne Historia Mecenas radzi Nasze książki
szukaj: Gazeta założona w 1990 roku. Do tej pory ukazało się 1422 wydań.
Numer bieżącego wydania papierowego: 46
niedziela, 19 listopada 2017 r.
imieniny: Elżbiety i Seweryna
Ogłoszenia
Pierwsza strona
Puenta
Puenta
W obiektywie paparazziego
W obiektywie paparazziego
Prenumerata
Recencje czytelników
Byłeś na jakiejś imprezie, ciekawym spotkaniu
Przedstaw swoją recenzję
Video reportaże
vfdsv
Hafciarka u lekarza
Hafciarka u lekarza

Nie byłoby kaliskiej gorączki haftu w drugiej połowie XIX wieku bez takich nazwisk, jak Flakowicz, Nagórski czy Ernstein. Fortun hafciarskich i koronkarskich nie byłoby z kolei bez pracowników fabryk, maszyn i... majstrów. W poczcie tych ostatnich honorowe miejsce zajmował Chaim Bierzwiński, właściciel najlepszego przed ponad stu laty kaliskiego warsztatu napraw maszyn koronkarskich.

Mateusz Halak

 Fortuny na torach
Do rozwoju przemysłu w Kaliszu w sposób bezpośredni przyczyniła się oddana do użytku w 1902 r. Kolej Warszawsko-Kaliska. Nie podlega to dyskusji, gdy spojrzymy na diagramy obrazujące obrót towarami w Kaliszu w 1900 i 1905 roku. Najlepiej rozwijającymi się gałęziami przemysłu nad Prosną były: dziewiarstwo, koronkarstwo, poligrafia oraz młynarstwo. Trzeba tu podkreślić fakt, iż wielu ojców lokalnych przedsiębiorstw było narodowości żydowskiej. I tak spośród 12 młynów w Kaliszu aż 9 należało do Żydów. Największy młyn w Kaliszu, będący również największym na terenie ziem polskich, zlokalizowany był przy ul. Częstochowskiej 53 i funkcjonował  pod nazwą Towarzystwo Wielkiego Młyna Bruno Reicha i Łajbusia Chmielnickiego. Na ul. Obozowej 30 funkcjonował młyn czterech braci Znamirowskich. Młyn przy ul. Garncarskiej należał do Izreela Roseuna, zaś młyn motorowy przy ul. Ostrowskiej 64 – do Moritza i Leona Kowalskich. Z fortun działających w innych branżach na przełomie wieków XIX i XX wskazać należy fabrykę nici J. Ersteina, fabrykę cukierków Saula Raucha, fabrykę koronek klockowych, Kaliską Fabrykę Tiulu, Firanek i Koronek Abrama Falkowicza przy ul. Fabrycznej 6, Fabrykę Manufaktury Hafciarskiej i Koronek Klockowych „Konkordia” przy ul. Pułaskiego czy Mechaniczną Fabrykę Haftów i Koronek przy ul. Piskorzewie 15. Zwłaszcza pięć ostatnich pozostawiło po sobie dziedzictwo, które doceniano (i nadal się docenia) daleko poza granicami kraju. W piramidzie manufaktury każdorazowo na szczycie umiejscowimy jej właściciela, niżej robotników. Na którym jednak szczeblu tej układanki winno znaleźć się miejsce dla osób utrzymujących maszyny w prawidłowym stanie, a w razie awarii reperujących je? Bez wykwalifikowanych majstrów zmechanizowana na początku XX wieku produkcja nie miałaby racji bytu. Rzadko się o tym wspomina.

Złote ręce
– Chaim Bierzwiński pochodził z Dąbia, a Rywka, jego żona, z domu Berkowicz, z Turku. Na przełomie XIX i XX wieku przeprowadzili się do Kalisza. Ich pierwszy syn urodził się 2 grudnia 1899 roku, przed samą wigilią, na przełomie wieków. Rywka była wtedy bardzo młoda, miała 22 lata. Na imię dano mu Salomon, czyli Szlomo (po polsku Stach). Stasiek był podobny do matki, miał łagodne rysy i pełne usta. Zawsze, od młodzieńczych lat, był nienagannie ubrany. Na wielu zdjęciach z rówieśnikami można go od razu poznać po idealnie skrojonym garniturze, odprasowanej koszuli i eleganckich butach. Miał to samo łagodne i głębokie, acz nieco smutne spojrzenie, co jego matka. Z kolei po ojcu był uparty. Ich najmłodszy syn, czyli mój dziadek, Dawid, a po polsku Tadek, był też uparty. Mówili na niego Dawcio. Urodził się 16 października 1906 roku.  Z kolei Józef, środkowy syn, urodził się 23 września 1904 roku. Po ojcu miał rude włosy i niebieskie oczy – wspomina Dorota Raniszewska, wnuczka seniora rodu. Chaim Bierzwiński zasłynął w historii Kalisza (historii nieczęsto dotąd powtarzanej – należy dodać) jako najlepiej wykwalifikowany majster maszyn przemysłowych. Specjalizował się zwłaszcza w urządzeniach hafciarskich i koronkarskich.
Nietypowe dla Żydów wykształcenie, które miał Chaim Bierzwiński, nie było przeszkodą w łatwym i znacznym wzbogaceniu się. Wszędzie tam, gdzie fortuna uzależniona była od tłoków maszyn przemysłowych, ręka Chaima była często na wagę złota. Czasem dosłownie. Zawód mechanika-ślusarza zdobył on na studiach w Łodzi. Nauczył się tam, jak naprawiać maszyny, i uzyskał świadectwo upoważniające go do nauczania innych tego fachu. Chaim Bierzwiński otworzył warsztat naprawy maszyn koronkarskich i wkrótce stał się w tej dziedzinie prawdziwym znawcą. Do wybuchu I wojny światowej miał już mocno ugruntowaną pozycję nad Prosną – jako ten „naj”. Zakład Bierzwińskiego mieścił się na Ciasnej 21, gdzie mieszkał wraz z całą rodziną. Później, około roku 1908, zamieszkali oni w secesyjnej kamienicy Szrajerów przy ul. Kościuszki 9, gdzie swoją pensję otwierała dla dziewczyn z dobrych domów Wanda Motylewska. Warsztat naprawczy nie był jedynym biznesem Bierzwińskich. W międzywojniu założyli spółkę produkującą maszyny piekarskie Bierzwiński i s-ka. Zakład mieścił się przy ul. Wiejskiej (dziś Pułaskiego). Po przeprowadzce na Kościuszki Bierzwiński podarował mieszkanie i warsztat przy Ciasnej Hashomer Hacair, międzynarodowej żydowskiej organizacji młodzieżowej, która w Kaliszu miała swój bardzo silny oddział.
– Wszyscy synowie Bierzwińskich otrzymali tradycyjne wychowanie i wykształcenie w hederze. Potem ich drogi rozeszły się. Salomon (Stasiek), najstarszy, był zaangażowany w rodzinny biznes. Pracował u ojca, zarządzał firmą i prowadził księgi. Jednocześnie pragnął studiować w Gdańsku. Ojciec, Chaim, nie chciał jednak, aby jego najstarszy syn, który prowadził firmę, wyjeżdżał. Zagroził mu, że jeśli wyjedzie do Gdańska, nie będzie go wspierał finansowo. Ale syn był równie uparty. I wyjechał studiować na Politechnice Gdańskiej. Co do środków na życie miał jednak pewien pomysł. Napisał list do wujka Foxa w USA z prośbą o finansowe wsparcie. Wujek Fox ufundował mu ładną pensyjkę w kwocie 200$ miesięcznie, za którą mógł spokojnie korzystać ze studenckiego życia. Co prawda Stasiek nigdy tych pieniędzy wujowi nie oddał, jak wcześniej obiecał, jednak uczynił gest podobny w stosunku do dzieci swojej kuzynki Nili wiele, wiele lat później, po wojnie, gdy jej dzieci szły na Uniwersytet w Jerozolimie. Podobno Stasiek mówił, że  kiedy dzieci chcą studiować, to trzeba im w tym pomagać. Po studiach Stasiek wrócił do Kalisza i dalej pracował u ojca, prowadząc ich zakład mechaniczny, a nawet go rozbudowując. Obok zakładu ślusarskiego, gdzie naprawiano maszyny tkackie, otworzył też – za namową kuzyna Ajke i razem z nim – warsztat naprawczy maszyn piekarskich. Ajke wrócił wtedy z Łodzi, gdzie nabył doświadczenia w pracy w fabryce. Pracując, Stasiek działał też społecznie i politycznie. Po studiach dołączył do partii syjonistycznej Poalej Zion i został wybrany na przedstawiciela Ligi Pracowników. Wszedł do Rady Miejskiej jako przedstawiciel żydowskich robotników, by bronić ich praw. Podczas kadencji, która trwała 8 lat, wspierał nauczanie zawodowe, sierocińce i szpitale żydowskie. Potem został wybrany ponownie, jednak jego drugą kadencję przerwała II wojna światowa – opowiada D. Raniszewska.
W związku z postępującym światowym kryzysem w latach 30., bardzo mocno hamującym rozwój przemysłu nad Wisłą, Bierzwińscy rozważali emigrację do Stanów Zjednoczonych. Kilkakrotnie plany wyjazdu krzyżowały smutne okoliczności rodzinne. Załamanie nerwowe jednego z synów po śmierci żony oraz więzienie drugiego syna, którego rodzice nie chcieli zostawić samego na pastwę losu, sprawiło, że rodzina całkowicie zrezygnowała z wyjazdu z Polski na rok przed 1 września 1939 roku. Bierzwińscy pozostali w Kaliszu, skąd po 1939 roku nie było już ucieczki. Najmłodszemu synowi, Dawidowi, udało się zbiec do Lwowa. Resztę los potraktował okrutnie. Pierwsze lata spędzili w getcie łódzkim, gdzie według wspomnień przyjaciela rodziny Rafaela Jahina wiodło się im nie najgorzej, głównie dzięki Chaimowi. Pracował on w getcie jako przewodnik grupy w zakładzie metalurgicznym. W czerwcu 1942 roku miał miejsce transport dzieci i starców z getta łódzkiego do Chełmna nad Nerem. Tam ślad po wybitnym kaliskim mistrzu się urywa. Żona Chaima, Rywka, która była w getcie aż do jego likwidacji, miała się bardzo źle. Według wspomnień Rafaela, gdy Niemcy likwidowali getto, Rywka wraz z ostatnim transportem pojechała do Auschwitz…
Dziś nazwisko Bierzwiński znaczy wiele w medycynie. Potomkowie sławnych kaliszan ufundowali bowiem pod koniec XX wieku jedno z nielicznych na świecie i jedyne w Izraelu laboratorium prowadzące badania spektrometrii masowej nad dużymi kompleksami protein. Nosi ono nazwę Laboratorium Sabiny i Szlomo Bierzwińskich.
 

« powrót    Drukowanie bieżącej strony
Ankieta
Czy w ciągu ostatnich pięciu lat odrobaczałeś/aś się?
Nie
82%
Tak
18%
zobacz poprzednie ankiety
Najczęściej czytane
Bieżące
Archiwalne
Fotografia historyczna
Stary KaliszKalisz w czasie wojen
Galeria czytelników

ocena: 9.00

ocena: 7.60
Życie Kalisza, ul. Spółdzielcza 6, 62-800 Kalisz | tel. (0 62) 768-33-33 | e-mail: redakcja@zyciekalisza.pl
Made & hosted: tel-wd.com