replique rolex montre breitling

replique montre replique Rolex



Ogłoszenia ukazują się najpierw w wersji papierowej gazety.
Dopiero dwa dni później (od piątku), umieszczamy je na tej stronie.

Masz jakiś pomysł, pytanie, czymś chciałbyć nas zainteresować
Zadzwoń: 062 768-33-33
lub napisz: redakcja@zyciekalisza.pl


Dokąd pójść Artykuły Ogłoszenia Nadaj ogłoszenie Praca Kontakt Lokalizacja Publicystyka wiadomości z regionu
Zawsze aktualne Historia Mecenas radzi Nasze książki
szukaj: Gazeta założona w 1990 roku. Do tej pory ukazało się 1422 wydań.
Numer bieżącego wydania papierowego: 46
niedziela, 19 listopada 2017 r.
imieniny: Elżbiety i Seweryna
Ogłoszenia
Pierwsza strona
Puenta
Puenta
W obiektywie paparazziego
W obiektywie paparazziego
Prenumerata
Recencje czytelników
Byłeś na jakiejś imprezie, ciekawym spotkaniu
Przedstaw swoją recenzję
Video reportaże
vfdsv
Pod kolejówką
Pod kolejówką

 Skończyło się lato, zwieńczone w tym roku bardzo przyzwoitym pogodowo wrześniem. Jeszcze kilka dni temu mogliśmy zażywać dobrodziejstw tej pory roku nad wodą, narzekając co najwyżej na zbyt wczesny posezonowy remont w aquaparku czy wciąż nieprzyjazne dla  kąpiących się Szałe. Pół wieku temu w gorące dni lata kaliszanie nie mieli tego rodzaju dylematów. Prosna zapraszała wszystkich w okolice mostu kolejowego. Kaliszanie docierali tam czym się dało. Wygodniejsi dojeżdżali do WSK lub do Piwonic autobusami miejskimi linii 2 i bodajże 7, skąd tylko kawałeczek drogi spacerkiem i już się było pod kolejówką. Większość jednak docierała tam z miasta  rowerami (elita finansowa Kalisza – motocyklami lub motorowerami). Jechało się najczęściej lewym brzegiem Prosny (od strony przystani) – tutaj droga po wale, wprawdzie nie tak jak dzisiaj elegancko wyasfaltowana, była dla jednośladów przyjazna i pozwoliła dotrzeć do celu w – góra – pół godziny.  Po drugiej stronie (od Rajskowa) wzdłuż brzegu prowadziła jedynie wąska ścieżynka. – Podróżowanie nią należało do przeżyć ekstremalnych – wspomina pan Krzysztof Słomian. – Czasami ginęła ona wśród podchodzących pod samą wodę zbóż, czasem w poprzek wypełzał solidny korzeń. Poza tym po tamtej stronie nie było przecież „plaży”. Co innego tutaj – od strony elektrociepłowni. Waliła więc pod kolejówkę na swych wielocypedach złota młodzież (kawalerowie dżentelmeńsko popychali w bardziej piaszczystych miejscach siodełka „damek” niedoszłych Majek Włoszczowskich), jeździły też rodziny lub „single” mający może nadzieję, że dzięki wyprawie pod kolejówkę taką rodzinę uda im się założyć. Częstym widokiem na nadrzecznym cyklotronie byli też panowie mający przed sobą nawet kilkunastoosobową grupkę maluchów. – Takie to były czasy. Kiedy miałem urlop albo pracowałem akurat na nockę, zbierałem całą czeredę dzieciaków (swoich i sąsiadów) z podwórka i jechaliśmy na rowerach pod most kolejowy – opowiada mieszkający przy ulicy Pułaskiego 47 pan Henryk Kałużny.
– Dla większości z nich były to często najpiękniejsze dni wakacji. Dzisiaj chyba nikt nie podjąłby się takiego zadania, a i rodzice (dziadkowie) nie puściliby swoich dzieci nad wodę z jednym tylko panem – opiekunem. Tym bardziej że plaża pod kolejówką była plażą dziką, strzeżoną chyba tylko przez miłosiernego Boga, a Prosna w kilku miejscach potrafiła być zdradliwa.
Nieliczni rozkładali kocyki, ręczniki i kosze z wałówką jeszcze przed mostem, większość docierała kawałek dalej, gdzie rozległa polana, tu i ówdzie jedynie urozmaicona kępą krzewów, docierała do samej wody. Z przodu była „skocznia” – ubita mała górka ziemi na skarpie. Pod wysokim na ok. 2 m brzegiem było też głębsze miejsce i skoki tam nie groziły skręceniem karku. Nieliczni desperaci próbowali skakać też z przęseł mostu, co trącało już brawurą – skakało się wtedy z większej wysokości do płytszej niestety wody. Kilka takich popisów skończyło się źle, lekkomyślni skoczkowie kończyli w ortopedycznym gorsecie. Za to wspomniany pagórek nad wodą dawał pełne możliwości popisania się przed widzami (wśród których były zapewne zachwycone wirtuozerią kawalerów panny). Skoki na „bombę”, ale za to z  dużego rozbiegu, „dziuble” na ”główkę”, czasem nawet poprzedzone saltem, skoki z odbicia tyłem… Czasem ośmielona maestrią narzeczonego dziewica dawała się namówić na skok zespołowy i zakochana para, trzymając się za ręce, zgodnie lądowała w prośniańskiej toni (ona koniecznie z piskiem udawanego przerażenia). Kawałek dalej było już spokojniej – przy stosunkowo płytszym odcinku rzeki uroki lata kontemplowały wspomniane rodziny i „babysitting” pan Heniek z podopiecznymi. Dorośli nie spuszczali jednak z oczu z kąpiących się dzieciaków. W kilku miejscach nabyły tam nawet wiry i „diabelskie” dołki, tam dzieciom nie wolno było podchodzić (podpływać). Dzieciarnia była zdyscyplinowana (nie to, panie, co dzisiaj) – bezwzględnie przestrzegała też pór (byle nie były zbyt długie),w których wchodzenie do wody było im absolutnie zakazane. Opiekunowie mogli wtedy spokojniej pogadać z sąsiadami z grajdołka obok, pooceniać walory nie swoich żon, poczytać „Trybunę” czy nawet na chwilę wyłączyć się ze stanu jawy. Dodatkową atrakcją była wyprawa kilkadziesiąt metrów w górę rzeki – do miejsca, w którym elektrociepłownia wypuszczała do Prosny wykorzystaną już w procesie technologicznym ciepłą wodę. Wtajemniczeni znali godziny tej operacji – układali się wtedy na betonowych korytach i po chwili  oblewał ich strumień cieplutkiej wody. Takie termy po kalisku.
Trzeba też ci wiedzieć, młodszy Czytelniku, że wówczas pod kolejówką znajdowała się zarośnięta krzewami wysepka. Na nią udawały się czasem niepostrzeżenie pary mieszane. Warunkiem dotarcia tam była zgoda na zamoczenie się niemal po szyję w wodzie (bo taka mniej więcej głęboka była wokół tego „raju” Prosna) i odpowiednia motywacja. Szanowny Czytelnik wie zapewne, co mam na myśli, a pragnę zapewnić, że zmotywowana w tym kierunku była niemal cała męska połowa plażującej tam młodzieży, a i dziewczątka raczej tylko pozorowały nieufność co do dalszego scenariusza „plażowania”. Taka para wracała po jakimś czasie na brzeg, a młodzian rycersko również i w tę stronę przenosił towarzyszkę przez wiry (życia?) na swych ramionach. W porze lunchu (wówczas niewielu miało pojęcie, że takie słowo istnieje) w ruch szły koszyki, termosy, słoiki i gazety, w które pozawijane były przeróżne wiktuały. Infrastruktura gastronomiczna tego zakątka była bardziej niż symboliczna. Powiedzmy szczerze – była żadna, trzeba było więc radzić sobie samemu. Królowało – rzecz jasna – jajeczko na twardo, nie zaszkodził pomidor lub ogórek, czasem „leberka” (czyli pasztetowa), za popitkę służył najczęściej kompot ze słoika. W słoikach przyjeżdżała też sałatka warzywna. – Taka była przecież wówczas w ogóle oferta handlowa w dziedzinie żywienia narodu – tłumaczy sędziwa już dzisiaj pani Jadwiga Golanowska. – A do popicia? Piwo? – podpytuję. – Piwo było trudno kupić.. Raczej lemoniada kupiona po drodze u Gajewskich, na rogu Częstochowskiej i Wału Piastowskiego. A po posiłku ciąg dalszy programu, czasami jeszcze dołączali ci, którzy wyszli z pracy po porannej zmianie. Było sielsko, leniwie i, że pozwolę sobie na rym, szczęśliwie. Dzisiaj nikt już nie plażuje w tym miejscu – krzaczory zarosły całą polanę, zniknęła też gdzieś wyspa.
Późnym popołudniem zaczynał się odwrót. Jeszcze tylko kilka skocznych akrobacji znużonych już jednak nieco chwatów, jeszcze kilka prób popłynięcia sobie Prosną pod prąd, jeszcze zanurkowanie „na maksa” w celu przekonania się, czy dzisiejsza narzeczona choć trochę się zaniepokoi. I deklaracje starszych: – Na dzisiaj już koniec, ale jutro przyjedziemy tu znów. Z tranzystorków miast skocznych kawałków Tercetu Egzotycznego o tej porze dnia płynęły już raczej nostalgiczne przeboje Sławy Przybylskiej. Ktoś dopompował koła w rowerze, ktoś inny odpalił SHL-kę lub „komarka”, duża grupka ruszała niemal kłusem, bo: – O Boże, już za dziesięć minut przyjeżdża autobus. W krótkim czasie „plaża” pustoszała, zostawało kilku maruderów, ale i oni w końcu wracali do miasta. Nad Prosną słychać było już tylko czasami stukot kół przejeżdżających przez most (częściej niż dziś) pociągów i szum nadrzecznych trzcin…

Piotr Sobolewski

« powrót    Drukowanie bieżącej strony
Ankieta
Czy w ciągu ostatnich pięciu lat odrobaczałeś/aś się?
Nie
82%
Tak
18%
zobacz poprzednie ankiety
Najczęściej czytane
Bieżące
Archiwalne
Fotografia historyczna
Stary KaliszKalisz w czasie wojen
Galeria czytelników

ocena: 9.00

ocena: 7.60
Życie Kalisza, ul. Spółdzielcza 6, 62-800 Kalisz | tel. (0 62) 768-33-33 | e-mail: redakcja@zyciekalisza.pl
Made & hosted: tel-wd.com