replique rolex montre breitling

replique montre replique Rolex



Ogłoszenia ukazują się najpierw w wersji papierowej gazety.
Dopiero dwa dni później (od piątku), umieszczamy je na tej stronie.

Masz jakiś pomysł, pytanie, czymś chciałbyć nas zainteresować
Zadzwoń: 062 768-33-33
lub napisz: redakcja@zyciekalisza.pl


Dokąd pójść Artykuły Ogłoszenia Nadaj ogłoszenie Praca Kontakt Lokalizacja Publicystyka wiadomości z regionu
Zawsze aktualne Historia Mecenas radzi Nasze książki
szukaj: Gazeta założona w 1990 roku. Do tej pory ukazało się 1422 wydań.
Numer bieżącego wydania papierowego: 46
niedziela, 19 listopada 2017 r.
imieniny: Elżbiety i Seweryna
Ogłoszenia
Pierwsza strona
Puenta
Puenta
W obiektywie paparazziego
W obiektywie paparazziego
Prenumerata
Recencje czytelników
Byłeś na jakiejś imprezie, ciekawym spotkaniu
Przedstaw swoją recenzję
Video reportaże
vfdsv
Pora na mecz
Pora na mecz

 W poprzednich dwóch wspomnieniach sprzed pół wieku razem z kaliszanami szliśmy do kina i czytaliśmy międzynarodową prasę w empikowskim klubie, dzisiaj zatem pora wybrać się na mecz. Popularna była, jest i zapewne będzie, bez względu na osiągane wyniki, „kopana”, kaliszanie chadzali też na zawody kolarskie i lekkoatletyczne, ale lata 50. i 60. ubiegłego wieku kaliskim kibicom sportowym kojarzyły się przede wszystkim z boksem, a w latach 70. pasjonowali się przede wszystkim męską siatkówką.
Boks w Kaliszu nie miał zbyt odległych tradycji. Kiedy w 1932 r. zorganizowano w Kaliszu pierwsze walki pokazowe, stoczono raptem pięć walk, w których uczestniczyli wyłącznie zawodnicy z… Poznania. Ale ziarno padło na dobra glebę, już kilka miesięcy później kaliszanie zorganizowali zawody nazwane „Pierwszym krokiem bokserskim”, w których rękawice skrzyżowało już 36 chłopaków z Kalisza. W ciągu zaledwie kilku następnych lat Kalisz dorobił się już kilku bokserów z prawdziwego zdarzenia. Walki pomiędzy lokalnymi drużynami lub z pięściarzami z ościennych miast przyciągały do sali dawnego Korpusu Kadetów, hali jednej z kaliskich fabryk czy na Stadion Miejski wielu kibiców. Odwrotnie niż to bywa dzisiaj, po walkach wszyscy zgodnie potrafili iść razem na piwo.
Ale prawdziwy wysyp talentów bokserskich miał w Kaliszu miejsce po wojnie. W lutym 1947 r. w drużynie Bielarni zadebiutował najbardziej utytułowany z nich – Tadeusz Grzelak. Jedenastokrotnie (w wagach od średniej po ciężką) zdobywa tytuł mistrza Polski. Trzykrotnie brał udział w mistrzostwach Europy, raz – w Helsinkach – w Igrzyskach Olimpijskich. W zorganizowanych w 1953 r. w Warszawie mistrzostwach Europy zdobył tytuł wicemistrzowski w wadze półciężkiej. W Bielarni, przemianowanej wkrótce na Włókniarza, trenowało wówczas, m.in. w dożywającym obecnie swych ostatnich dni budynku przy dzisiejszej al. Wojska Polskiego, kilkudziesięciu zawodników, kilku z nich także odnosiło spore sukcesy.
Ale na lokalnym „rynku” wyrosły Włókniarzowi silni rywale. Jeden z nich – milicyjny klub Gwardia – miał poważnego protektora, drugi – Prosna – przedwojenne tradycje (w innych dyscyplinach sportu) i grupę oddanych działaczy. Wnet Prosna zyskała opiekę kaliskiej Wytwórni Sprzętu Komunikacyjnego, największej wówczas kaliskiej fabryki. WSK to zakład branży metalowej, więc klub przez pewien czas funkcjonował nawet pod nazwą Stal. Produkujący m.in. silniki lotnicze do Związku Radzieckiego zakład miał wówczas w Kaliszu tak silną pozycję, że „jego” klub wkrótce wchłonął sekcję bokserską Gwardii, a następnie…
Trenowanie bokserów Prosna powierzyła przedwojennemu jeszcze bokserowi Antoniemu Szymańskiemu. Przyglądał się ulicznym bójkom, a ich „upatrzonych” uczestników werbował do sekcji, we własnym ogrodzie organizował obozy. Zabiegi jego i rzutkich działaczy spowodowały, że wielu zawodników Włókniarza odeszło do Prosny. Odbywało się to w dość „burzliwych” okolicznościach, często niemal z dnia na dzień. Biedni działacze Włókniarza wraz z trenerem rwali włosy z głowy, kiedy w dniu zawodów na spotkanie nie przybyła połowa wyznaczonych zawodników. Finał jest łatwy do przewidzenia. Po jeszcze dwóch sezonach sekcja została zlikwidowana. Na kaliskich ringach królowała już niepodzielnie Prosna. Pięściarze z Kalisza walczyli w najwyższej klasie rozgrywek, plasując się kilkakrotnie w końcowej tabeli w pierwszej trójce. A kaliszanki zapewne wzdychały do bitnych przystojniaczków. Podejrzanie często kręciły się w pobliżu pl. Kilińskiego, gdzie w oficynie jednej z kamienic znajdowała się sala treningowa pięściarzy. Wchodziło się do niej po zewnętrznych drewnianych schodach na górę, z dołu zaś dochodziły zapachy wypiekanego chleba i bułek. Taki to był piekarniczy naturalny doping do podejmowania nie zawsze łatwych i przyjemnych wyzwań. Treningów i walk, w czasie których można było mocno dostać po buzi. A do tego „zrzucanie” wagi. W niedzielne poranki kaliszanie często mieli okazję oglądać w al. Wolności ubranych, bez względu na pogodę, w kożuchy chłopaków. Ważenie odbywało się w hotelu Europa (tam najczęściej kwaterowano drużynę przyjezdnych), a kilka „tempówek” do parku i z powrotem pozwalało pozbyć się nadregulaminowego kilograma. Innym sposobem było urządzenie, domowym sposobem, ostrej łaźni parowej dla biedaków, którzy na czas ważenia musieli czasem dość sporo schudnąć.
Ale warto było – na walki Grzelaka, Sobolewskiego, braci Nowaczyków, Obały czy Chodkiewicza, odbywające się w zajezdni samochodowej PKS przy ul. 3 Maja (później Dom Handlowy „Tęcza”), waliły tłumy. Zajezdnia nie mogła pomieścić wszystkich, choć pojemność obiektu wynosiła 5 tys. miejsc! Wielu przychodziło z drabinami, z wysokości których lepiej widzieli przebieg walk. Na czas zawodów z zajezdni wyprowadzano autobusy, montowano ring wykonany społecznie przez działaczy klubu, ławki przynosili i ustawiali harcerze zarabiając (2 tys. zł dniówki dla całej ekipy) na obozy. Zainteresowanie było tak duże, że kilka meczów zorganizowano pod gołym niebem, na Stadionie Miejskim w parku, a jeszcze wcześniej na pięściarskie pojedynki chodziło się też do budynku po byłych koszarach na Pułaskiego (potem ulokowano tam oddział Dziewiarzy, Drukarni Akcydensowej, obecnie – spożywczy sklep sieciowy).
Wreszcie w początkach lat 60. wybudowano przy Łódzkiej halę, w której swoich pięściarskich idoli bez problemu mogło oglądać i tysiąc chętnych. Niestety, jak na ironię, wtedy właśnie nastąpił kryzys w działalności sekcji. (To niepokojąca i wielce przewrotna prawidłowość: także tuż po wybudowaniu dobrzeckiej Areny przestały zwyciężać siatkarki, a po odremontowaniu stadionu przy Łódzkiej padła piłkarska Calisia). Odszedł trener Szymański, na bokserską emeryturę przechodzili kolejni mistrzowie pięści. Klub spadł do II ligi, a w 1966 r. zapadła decyzja o wycofaniu zespołu i z tej klasy rozgrywek. Wprawdzie jeszcze na chwilę rozbłysnął talent Wowki Caruka, który w 1969 r. w meczu z ZSRR znokautował, ku radości całej Polski, Minikajewa, ale w latach 70. Kalisz miał już nowych idoli – siatkarzy drugoligowej wówczas (a wtedy to było coś!) Calisii. Trzon drużyny przystojniaków w koszulkach w niebiesko-białe pasy stanowili wówczas nauczyciele wuefiści z kaliskich szkół średnich: Sikorski, Bogdan, Ostrowski, Cholajda, Dobrowolski, Hoinka, Prus, Szczot, Frankowicz (ci ostatni akurat chyba nauczycielami nie byli), Gościniak czy młodziutki wówczas Durlej. Licealiści (i licealistki) mieli więc dodatkową motywację, by na takim meczu się pokazać. Hala przy ul. Łódzkiej pękała w czasie meczów w szwach, a skandowanie Ca-li-sia niosło się po uliczkach miasta jeszcze długo po zakończeniu meczu. Kapitan drużyny Stanisław Sikorski odwdzięczał się zawsze fanom, pakując – ku ich ekstazie – w czasie rozgrzewki kilka „gwoździ”, po których piłka, po odbiciu o parkiet, dosięgała także… sufitu. Mecze rozgrywane były systemem sobota i niedziela z tym samym przeciwnikiem i choć trudno w to uwierzyć, obejrzenie meczu, zwłaszcza w sobotę, było sprawą honorową i skutecznie odciągało młódź od rozrywek w dyskotekach czy knajpach.
Ale i ta era skończyła się po kilku latach, na odrodzenie się siatkówki, tym razem w wydaniu hożych dziewcząt, kaliszanie musieli poczekać dwie dekady. Ale to już inna historia.

 

« powrót    Drukowanie bieżącej strony
Ankieta
Czy w ciągu ostatnich pięciu lat odrobaczałeś/aś się?
Nie
82%
Tak
18%
zobacz poprzednie ankiety
Najczęściej czytane
Bieżące
Archiwalne
Fotografia historyczna
Stary KaliszKalisz w czasie wojen
Galeria czytelników

ocena: 9.00

ocena: 7.60
Życie Kalisza, ul. Spółdzielcza 6, 62-800 Kalisz | tel. (0 62) 768-33-33 | e-mail: redakcja@zyciekalisza.pl
Made & hosted: tel-wd.com