replique rolex montre breitling

replique montre replique Rolex



Ogłoszenia ukazują się najpierw w wersji papierowej gazety.
Dopiero dwa dni później (od piątku), umieszczamy je na tej stronie.

Masz jakiś pomysł, pytanie, czymś chciałbyć nas zainteresować
Zadzwoń: 062 768-33-33
lub napisz: redakcja@zyciekalisza.pl


Dokąd pójść Artykuły Ogłoszenia Nadaj ogłoszenie Praca Kontakt Lokalizacja Publicystyka wiadomości z regionu
Zawsze aktualne Historia Mecenas radzi Nasze książki
szukaj: Gazeta założona w 1990 roku. Do tej pory ukazało się 1422 wydań.
Numer bieżącego wydania papierowego: 46
niedziela, 19 listopada 2017 r.
imieniny: Elżbiety i Seweryna
Ogłoszenia
Pierwsza strona
Puenta
Puenta
W obiektywie paparazziego
W obiektywie paparazziego
Prenumerata
Recencje czytelników
Byłeś na jakiejś imprezie, ciekawym spotkaniu
Przedstaw swoją recenzję
Video reportaże
vfdsv
Opowieści „dziadka” Bednarka

Powoli kończy się lato, kończy się zatem i sezon wycieczkowy w Rezerwacie Archeologicznym na Zawodziu. Na weekendy, w czasie których będzie można popatrzeć na walczących rycerzy, utkać płótno, ulepić garnek czy dowiedzieć się czegoś ciekawego o życiu we wczesnopiastowskim grodzie, przyjdzie nam czekać do przyszłorocznego sezonu.
Grodzisko na kilka miesięcy raczej opustoszeje. Pociechą być może, że przed pół wiekiem ruch turystyczny w tym obiekcie był jeszcze mniejszy i nawet letnie dni rzadko przynosiły oferty ciekawego spędzenia czasu w miejscu, w którym siedem czy nawet dziesięć wieków wcześniej tętniło przecież życie.

Piotr Sobolewski

 W latach 50. i 60. XX w. Kalisz sprytnie „podłączył” się pod ogólnopolskie obchody tysiąclecia chrztu Polski (by ów „chrzest” nie bardzo bił po oczach, przyjęto oficjalną nazwę tego jubileuszu: „tysiąclecie państwa polskiego”) ze swoimi „osiemnastoma wiekami Kalisza”. Znalazły się wtedy pozwolenia, pieniądze i wybitni archeolodzy, którzy podjęli zakrojone na niespotykaną wcześniej w naszym mieście skalę badania wykopaliskowe. Szukali oni wówczas śladów przeszłości w kilku miejscach naszego miasta, ale największe, a już na pewno najbardziej spektakularne efekty ich prac zanotowano na Zawodziu. Akurat z Kalisią, czyli owym Kaliszem sprzed 18 wieków nie bardzo związanym, ale za to okazało się (co dla większości kaliszan – z wyjątkiem naukowców i dociekliwych regionalistów – jeszcze wiek temu było tajemnicą), że ziemia skrywa tam fragmenty sporego grodu. Funkcjonującego w wiekach X-XIII, po zdobyciu go przez wojska Henryka Brodatego i przeniesieniu Kalisza w nowe miejsce popadającego stopniowo w zapomnienie. Zasypywanego przez wiatry (nie tylko historii), służącego okolicznym mieszkańcom jako źródło darmowego kamiennego budulca (pal licho, że o tak historycznym znaczeniu). Z czasem pozostały tam tylko wzgórza, zwane, nie wiadomo dlaczego, „szwedzkimi górami” (jak jest jakaś historyczna tajemnica to najczęściej wplątujemy w to Szwedów), na które w ciepłe dni początków XX w. kaliszanie przybywali na majówki, a protestujący robotnicy urządzali swoje manifestacje (o czym jeszcze za chwilę). A wieczorami, po dniu ciężkiej pracy, parobkowie z okolicznych gospodarstw przychodzili na pogaduszki przy papierosach. Nad pagórkami błyskały ich ogniki, więc baby wiedziały swoje: kaliszanki w mieście grzeszą, więc duchy szwedzkich żołnierzy powstają i z ogniem zdążają w stronę miasta, by wszeteczne niewiasty upomnieć. Może i bajanie, ale na wszelki wypadek na trasie Stare Miasto – centrum wybudowano przecież remizę strażacką.
Ale wróćmy na Zawodzie sprzed pół wieku. Wydobyte z ziemi przez ekipę wybitnego archeologa Krzysztofa Dąbrowskiego skarby trzeba było wszak wszystkim zainteresowanym pokazać. Część eksponatów trafia rzecz jasna do kaliskiego muzeum, część (a może to były jednak tylko kopie?) eksponuje się w kilku ustawionych wśród wzgórz metalowych rotundach, w których wnękach, za pleksiglasowymi „szybkami” umieszczono fragmenty wydobytej ceramiki, narzędzi, kości i inne ciekawostki. Ściany pierścieni pokryto stosowną i nawiązującą do czasów wczesnych Piastów i kolejnych etapów rozwoju Kalisza grafiką. I w ten sposób kaliszanie mieli poznawać historię swego miasta. A może i przyjezdni byliby skłonni rzucić na to okiem? W rzeczy samej – na początku zainteresowanie było spore. – Nauczycielki historii organizowały nam na Zawodzie wyprawy badawcze – przypomina sobie pan Mirosław Krysiak, wówczas uczeń Szkoły Podstawowej nr 5.
– Z Polnej to była rzeczywiście wyprawa, czyli całkiem spory spacer. Na miejscu musieliśmy zrobić odpowiednie notatki, wykonać szkice (z tym był spory kłopot, bo nikt z nas nie miał talentów plastycznych), pomiary terenu i tym podobne „naukowe” zadania. Wyniki „badań” prezentowaliśmy potem w szkole na lekcjach historii – odpowiednio za to „wynagrodzeni” zapewnialiśmy sobie tym samym niezłą ocenę końcową z przedmiotu.
Ale położona na odludziu i słabo pilnowana – ogrodzenie nie było żadną przeszkodą, kamer i patroli interwencyjnych wówczas nie było, cóż mógł sam zdziałać anioł stróż tego obiektu – pan Stefan Bednarek? – ekspozycja zaczęła się stopniowo „dekapitalizować”. Blachy rotund zaczęły obłazić z farby i rdzewieć, wystawione na pokusę („szybki” nie stanowiły przecież prawie żadnego zabezpieczenia) eksponaty znikać (należy mieć nadzieję, że trafiły chociaż do kolekcjonerów i pasjonatów), w końcu po kilku latach całość zdemontowano. Na „szwedzkich górach” znowu zapanowała błoga cisza, przerywana jedynie wznawianymi od czasu do czasu badaniami archeologicznymi kolejnych zespołów badawczych. Dopiero kilkanaście lat temu, w wyniku złożonego projektu i pozyskania odpowiednich funduszy zrekonstruowano gród – a ściślej kilka jego obiektów – i rezerwat, jak się rzekło, przynajmniej na kilka miesięcy w roku ożył.
Przy okazji wizyty w grodzisku kaliszanie i przyjezdni zerkają też na stojący obok kościółek pw. św. Wojciecha. Obiekt nieco ponaddwustuletni – co jak na budowlę drewnianą jest już wiekiem dość sędziwym. Stanął on na miejscu poprzednika z dawnej osady przygrodowej. No, niedokładnie w tym samym miejscu. Odkrycie w ostatnich miesiącach przez archeologów pod posadzką kościółka licznych szkieletów wskazywałoby, że ta pierwotna świątynia znajdowała się jednak nieco obok, a szkielety stanowią ślad przykościelnego cmentarza. Z tą świątynią wiąże się zresztą jeszcze kilka „grobowych” odkryć. Choćby przypadkowo znaleziona (jako „schodek”) domniemana płyta nagrobna Mieszka III z kolegiaty w grodzie. Odwrócona pełnym tajemniczych symboli „licem” w dół długo nie zwróciła niczyjej uwagi, dziś jest eksponatem w Muzeum Okręgowym Ziemi Kaliskiej. Lub inny równie tajemniczy pochówek – Franciszkę Służeńską pochowano w krypcie tuż przy ścianie świątyni. I dopiero po odkryciu doczesnych szczątków zacnej podkomorzowej skojarzono, że przy wejściu do obecnego kościółka znajduje się przecież jej epitafium.
Śmierć zawitała do kościółka również 1 maja 1905 r. W czasie odprawianego nabożeństwa zginęła od kuli wystrzelonej przez próbującego rozgonić manifestujących w tym samym czasie na pobliskich „szwedzkich górkach” robotników rosyjskiego żołnierza siedemnastoletnia Józia Hadrysiówna. Zbłąkana kula przeszła przez sosnowe deski świątyni i…
Wracamy w lata sześćdziesiąte. O wydarzeniu sprzed pół wieku opowiadał wówczas wszystkim chcącym go słuchać wspomniany już Stefan Bednarek, „chodząca legenda Zawodzia” (zwrot banalny, ale tu jakże trafny), przyjaciel archeologów, „opiekun” grodziska. Pokazywał w ścianie świątyni otwór po pocisku, im jednak był starszy, tym lokalizacji owej dziury (a z czasem, pewno wskutek działalności korników, w deskach pojawiło się nieco więcej otworów) nadawał coraz to nowe miejsce. Podobnie raz po raz wzbogacał swoją rolę w opisywanych wydarzeniach – w jednej z wersji kula otarła się o jego parobkową kufaję, a Józia oberwała dopiero rykoszetem, w innej umierająca dziewczyna zdążyła mu coś przed ostatecznym zamknięciem oczu wyznać… Podobne „niestworzone rzeczy” opowiadał o grodzisku, o ukrytym tam zamku (?), o duchach z gór szwedzkich. Trudno było oderwać się od gawęd „dziadka” Bednarka, po jego śmierci (a dożył bodaj „setki”) jedno z drzew posadzonych wokół kościółka św. Wojciecha nazwano jego imieniem. Nadal więc, liści szelestem, snuje swoje gadki, w zacnym towarzystwie patronów pozostałych drzewek – królów, książąt i najbardziej zasłużonych dla badań grodu archeologów.
Ze stojącego na uboczu kościółka, narażonego – jak i przez długie lata sam rezerwat – na wizyty „niepożądanych gości”, profilaktycznie usunięto większość cenniejszych elementów wyposażenia. Jest kościółkiem filialnym świątyni pw. św. Gotarda, odprawia się tu tylko kilka nabożeństw w ciągu roku. I tak w ogóle – ciche i raczej uśpione jest nasze Zawodzie i Stare Miasto. Można by rzec – żyje minionymi latami. I jak przed laty, z podnoszących się – na otaczających grodzisko łąkach – porannych mgieł wynurzają się sylwetki żerujących sarenek. Strzygą uszami – jakby wciąż słuchały historii dziejących się tu przed setkami lat i tych sprzed pół wieku.

 

« powrót    Drukowanie bieżącej strony
Ankieta
Czy w ciągu ostatnich pięciu lat odrobaczałeś/aś się?
Nie
82%
Tak
18%
zobacz poprzednie ankiety
Najczęściej czytane
Bieżące
Archiwalne
Fotografia historyczna
Stary KaliszKalisz w czasie wojen
Galeria czytelników

ocena: 9.00

ocena: 7.60
Życie Kalisza, ul. Spółdzielcza 6, 62-800 Kalisz | tel. (0 62) 768-33-33 | e-mail: redakcja@zyciekalisza.pl
Made & hosted: tel-wd.com