:-( Wygląda na to że masz Adblocka. Utrzymujemy się z reklam żeby móc dostarczyć Ci wiadomości z Twojego regionu za które nie musisz płacić, czy mógłbyś rozważyć jego wyłączenie?
Historia, Aeroplan Kaliszem - zdjęcie, fotografia
Portal zyciekalisza.pl 10/02/2012 12:49

W ciężkie mrozy lutowe proponujemy spojrzenie nie tak odległe, ale rozgrzane od ciężkiego sierpniowego upału. Takiego dnia 1913 r. nad Kaliszem pojawił się aeroplan Duńczyka Letha Jensena. Na polach majkowskiego łęgu rozegrało się niepowtarzalne widowisko

Lato 1913 r. obfitowało w nadzwyczajne wydarzenia, te planowane i te zupełnie nie do przewidzenia. Najgłośniejszą sprawą była „świętokradcza kradzież” –  dwóch drobnych złodziejaszków odarło z kosztowności cudowny obraz w kolegiacie. Jednocześnie prasa ze wszystkich sił reklamowała wielką wystawę rolniczą przygotowywaną staraniem okolicznych ziemian na koniec sierpnia. Jednakże ani wspaniała czwórka koni ks. Kokczyńskiego z Rychnowa, ani inne zwierzęta czy prezentowane maszyny do pracy w polu nie wzbudziły tylu emocji, co stalowo-niebieski ptak Jensena. Najbardziej spektakularnych wrażeń dostarczył kaliszanom przybysz z Europy, który do miasta nad Prosną przyleciał samolotem i wylądował… niemal w centrum wystawy.

Paryskie laury
Jensen, jak pisano, był „inżynierem skończonym”, mówił płynnie po francusku i niemiecku, a na aeroplanie „jeździł” (sic!) niedługo, „zaledwie od roku”. Należał do sporej grupy wykształconych, majętnych ludzi, którym duch przygody dyktował najróżniejsze swawole. Swoje miejsce w prestiżowej hierarchii paryskich lotników Duńczyk miał zawdzięczać „nadzwyczajnej odwadze, sprytowi orientacyjnemu i znajomości techniki lotniczej”. Tego samego lata w podniebne szranki razem z nim stanęło jeszcze sześciu innych śmiałków. Nagroda, puchar Pomery, miała przypaść temu, który przebył najdłuższą drogę od wschodu do zachodu słońca. Zwyciężył Brindejonc des Moulinais, pokonując na trasie Paryż – Warszawa 1400 km. Jensena z konkurencji wypchnęła burza, ale dzięki niej mogliśmy go dłużej gościć w Kaliszu. Pilotowi towarzyszył mechanik Dupre.

Ooooooo!!!
Przylot zbiegł się z planowaną od dawna rolniczą wystawą. Jest 30 sierpnia 1913 r. W nocy „Gazeta Kaliska” otrzymuje elektryzującą w treści telegraficzną depeszę: lotnik z Paryża Jensen, w drodze z Sorau (Żary), po krótkiej przerwie w Rawiczu udaje się do Kalisza. Delegacja z szacownym redaktorem Józefem Radwanem już od rana oczekuje zdobywcy powietrznych przestrzeni na obszernym łęgu majkowskim. Ożywienie nad Prosną jest zrozumiałe. Oto świat w swoim najnowocześniejszym wydaniu ma się pojawić w Kaliszu. Zaledwie kilka lat temu Amerykanie, bracia Wright, zaprezentowali swój uskrzydlony wynalazek Europie. Spełniły się marzenia ludzkości. Technika wydarła tajemnicę naturze. 
Mimo narastającego upału wydelegowani stoją w sztywnych kołnierzykach, cylindrach i zapiętych surdutach. Stoją dystyngowani w pięknych okolicznościach nadprośniańskiej przyrody, raz po raz zadzierając wysoko głowy… Ale nic się nie dzieje. Z wyjątkiem odgłosów niedalekiej wystawy, żaden dźwięk nie zwiastuje sukcesu. Czy godzi się zrezygnować? „Nie przypuszczając, żeby lotnik przyjechał (sic!) w samo południe, zeszliśmy ze stanowiska, szukając schronienia przed palącym słońcem na wystawie. Nagle nad miejscem wystawowym punktualnie o 12 ukazał się aeroplan pięknie planujący (sic!) w celu wylądowania”. Na ten znak… Rwetes, zaaranżowane stoiska wystawy na gwałt pustoszeją. Tłum podekscytowanych ludzi z krzykiem pędzi w kierunku błyszczącego na niebie stalowego zjawiska. Panie odchylają parasolki, panowie tylko mrużą oczy. Nad całą nadprośniańską okolicą rozlega się przeciągłe: „Ooooooo!!!”.

Korpus w kształcie torpedy
Ratując się z opresji – gapie zajęli potencjalne miejsce lądowania – lotnik stawia maszynę w Dobrzecu „niedaleko drogi prowadzącej do Kościelnej Wsi, na polu Grzeluszki”. Tam ponownie zapuszcza silnik i zataczając kilka efektownych kół nad łęgiem, osiada w rżysku „pomiędzy stertami w miejscu wskazanym”. Tłum rusza, zbliża się i jakby na komendę staje posłusznie przed samolotem. Zapada cisza. Widok jest niezwykły. „Aeroplan Jensena w formie wielkiego ptaka cały zbudowany z żelaza, fabryki Clemont i Bayarda [Clementa Bayarda], jest to duży jednopłatowiec, szerokości wraz ze skrzydłami około 12 metrów. Korpus w kształcie torpedy zawiera zbiorniki do benzyny i oliwy, dając możność zabrania ok. 300 kg benzyny oraz 50 kg oliwy, a raczej oleju rycynowego, który jest najlepszym smarem dla motorów tak pracujących jak aeroplan. Motor Clergeta  jest 60-konny i jest tak urządzony, że lotnik za pomocą tzw. magnesu może go puścić lub zatrzymać za pomocą naciśnięcia guziczka”. Maszyna zostaje przeprowadzona na teren wystawy, gdzie bohatera dnia przyjmuje komitet organizacyjny pokazu. Brawa!

Widoki w locie
Fiatem „łaskawie udzielonym przez p. Jana Drozdowskiego” strudzony gość jedzie wprost do Hotelu Europejskiego w Alei Józefiny. Czy to tutaj, po krótkim odpoczynku i późnym śniadaniu, przybysz udzielił wywiadu lokalnej prasie?
– Jaką to drogą, szanowny Panie, zajechał Pan do Kalisza? – pyta redaktor Radwan.
– Korzystając z nadzwyczaj pomyślnego wiatru zachodniego, wyjechałem o g. 6 rano z Valenciennes we Francji Północnej, udając się przez Belgię ku Kolonii – odpowiada lotnik. – Gdy mijałem to miasto, pogoda dosyć sprzyjała, za Kolonią jednakże zaczęły się zbierać chmury. Aby uniknąć spotkania z nimi, wzniosłem się na wysokość na 3 tys. metrów (zwykle nie przekraczam 2 tys. metrów) i nagle stałem się świadkiem widoku tak imponującego, jaki pamiętać będę do końca życia. Na mojej wysokości śliczna pogoda bez chmurki, pode mną chmury zlane ze sobą jakby w wielkie morze, przez które nic absolutnie dojrzeć nie można.
– Jak Pan sobie poradził, szanowny Panie, w takiej opresji, nie widząc ziemi!? – zagaduje dziennikarz. – Busola, szanowny Panie, prowadziła mnie tylko busola!
Redaktor z wrażenia odkłada pióro, dla uspokojenia przekłada papier na kawiarnianym stoliku. – Przejechałem w ten sposób dwieście kilkadziesiąt kilometrów – kontynuuje gość. – Nagle chmury się rozdzielają, jakby je kto wielkim nożem przekroił na dwoje. Chmury usuwają się na bok i wyłania się miasto, które rozpoznaję jako Magdeburg. Pogoda jednak nie była dla mnie tego dnia łaskawa. Za chwilę dostałem się w całą serię zmiennych wiatrów, zerwała się burza i musiałem zrezygnować z dalszego lotu. Wylądowałem w wiosce Peterswald. Po trzech dniach koniecznych, żeby naprawić najmilszą mi dzisiaj przyjaciółkę – busolę, udałem się w dalszą podróż. Trasę Pan już zna: Sorau – Rawicz – Kalisz.

Busola w rękach Stiltera
W Kaliszu samolot czekały kolejne naprawy. Pomocny okazał się miejscowy technik Bolesław Łongiewski  oraz miejski zegarmistrz Ryszard Stilter, który zajął się sfatygowaną busolą. Po trzech dniach postoju kaliszanie znów mogli cieszyć wzrok widokiem jednopłatowca na nieboskłonie. „O godzinie 4 i pół Jensen przyjechał na plac wraz z p. Dupre i obejrzawszy jeszcze raz motor polecił wyprowadzić aeroplan na łęg majkowski. W tym celu zdjęto ogrodzenie druciane i płot od strony rzeźni, poczem wyprowadzono samolot na środek łęgu. Tu Jensen siadł na aparat, p. Dupre zaś puścił w ruch motor. W kilkadziesiąt sekund później aeroplan popędził ze 100 metrów po ziemi, poczem lekko wzniósł się w górę po linii spiralnej, szybując ku obłokom. Jensen kilkakrotnie objechał całe miasto, wzbudzając podziw ogólny. Szczególniejsze wrażenie wzbudzało opuszczanie monoplanu ku ziemi i nagłe wznoszenie się ku górze”. Zdobywca podniebnych szos tym razem unosił się nad Kaliszem przez 25 min., pokonując 45 km, przy najwyższej wysokości 600 m. – Nie widziałem ani jednego z mniejszych miast, tak ładnie wyglądających z góry jak Kalisz! – zakrzyknął lotnik po powrocie na ziemię.

Lotnik w pociągu
Po tygodniowych emocjach nadszedł dzień ostatecznego odlotu żelaznego ptaka. I choć piątkowa pogoda zdawała się wszystkimi siłami zatrzymywać śmiałka, Jensen postanowił podnieść maszynę wbrew złowróżbnym chmurom nad głowami. Na miejsce pożegnanie zjechało kilkadziesiąt dorożek i kilka samochodów, przyszło tysiące kaliszan. Ich codzienne życie, dzięki aeroplanowi, przez tydzień stało się ciekawsze; coś z brawury, jakiś odprysk chwały pionierów nieba rozświetlał okolicę. Grupa pań z bukietami kwiatów ofiarowała lotnikowi pamiątkowy złoty żeton. Zabuczał motor i lecąc najpierw na zachód, następnie ku wschodowi nad miastem, Jensen odleciał, kierując się wzdłuż  ul. Stawiszyńskiej.
Miastem jego kolejnego postoju miał być Konin. Niestety decyzja o podjęciu podróży tego dnia okazała się niefortunna. Zwyciężyła wszechpotężna natura. W drodze samolot został rozbity, a dalszą drogą do Paryża Jensen odbył pociągiem.

Widziałem pana, panie Bibrich!
Wracając do Kalisza. Powietrze podczas drugiego przelotu nad miastem było tak spokojne i czyste, że Duńczyk widział fotografa Bibricha, gdy ten na moście tynieckim „zdejmował go w locie”. Pierwsze lądowanie też utrwalono w obrazie. Brakowało jedynie kinematografisty, „co by nadało przyjazdowi Jensena zupełny przedsmak życia wielkomiejskiego”. Też żałujemy, że nigdy nie zobaczymy takiego filmu. Można się jedynie pokrzepiać nadzieją, że gdzieś kiedyś znajdą się zdjęcia z lądowania pierwszego samolotu w Kaliszu.

Anna Tabaka, Maciej Błachowicz
 
     

 

Reklama

Aeroplan nad Kaliszem komentarze opinie

Dodajesz jako: |
Reklama

Ogłoszenia PREMIUM

Mieszkanie 2 pokojowe przy ul.

Mieszkanie 2 pokojowe 38 m2 po remoncie wynajmę dla osób niepalących. 1200zł+media+ czynsz


Reklama
 Reklama

25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nakłada na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies

Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez zyciekalisza.pl, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW.

Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono

Idea Contact sp. z o.o. z siedzibą w Kalisz 62-800, Spółdzielcza 6

Cele przetwarzania danych

1.marketing, w tym profilowanie i cele analityczne
2.świadczenie usług drogą elektroniczną
3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań
4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach
5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług (cele analityczne)


Podstawy prawne przetwarzania danych


1.marketing, w tym profilowanie oraz cele analityczne – zgoda
2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi
3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych


Odbiorcy danych

Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, agencje marketingowe oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa.

Prawa osoby, której dane dotyczą

Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą.

Informacje dodatkowe

Więcej o zasadach przetwarzania danych w "Polityce prywatności"