:-( Wygląda na to że masz Adblocka. Utrzymujemy się z reklam żeby móc dostarczyć Ci wiadomości z Twojego regionu za które nie musisz płacić, czy mógłbyś rozważyć jego wyłączenie?
PILNE
Szkoły i edukacja, Biurokracja polskiej edukacji - zdjęcie, fotografia
Portal zyciekalisza.pl 01/05/2019 10:00

Współczesne niewolnictwo nie musi posługiwać się łańcuchami i kajdanami. Dzisiaj jesteśmy zniewalani tak, by nie być tego świadomymi. Idealnym narzędziem do tego jest biurokracja. Niedawny strajk nauczycieli uwidocznił ogrom bezsensownych działań w polskim szkolnictwie. Niejednokrotnie biurokratyczne wymogi zajmują nauczycielom i dyrektorom więcej czasu niż przygotowanie się do lekcji i jej przeprowadzenie. Biurokracja trzyma nauczycieli i dyrektorów pod strachem. Dlatego w szkołach tworzy się dokumentację „na wszelki wypadek”, bo nie wiadomo, jakie kryteria oceny przyjmie np. wizytator

 O tej specyficznej formie zniewolenia nauczycieli pisałem siedem lat temu. Uwierzyłem ówczesnym decydentom od edukacji, którzy wówczas zapowiadali rychły koniec biurokracji w polskich szkołach. Tymczasem obecnie biurokracja ma się  zdecydowanie lepiej niż w tamtym czasie. Przeprowadzony wówczas przez „Glos Nauczycielski” sondaż na temat, co w pierwszej kolejności powinien uczynić minister resortu edukacji, aż 71 proc. nauczycieli opowiedziało się za maksymalnym odbiurokratyzowaniem szkół, 38 proc., że powinny być to podwyżki wynagrodzeń w oświacie. Natomiast 48 proc. stało na stanowisku, że minister powinien bronić  Karty Nauczyciela.

Obiecanki cacanki, a „papierologia” rosła
Od 2007 roku resortem edukacji kierowało aż sześciu ministrów. Gdyby przytoczyć ich wypowiedzi na temat stanu polskiej edukacji, to okazałoby się, że idealnie pokrywają się z postulatami niedawno strajkujących nauczycieli. Wręcz wołano: – Jesteście obciążeni biurokratycznymi wymogami, macie niskie uposażenia, podstawa programowa nie jest taka, jak powinna. Wniosek nasuwa się oczywisty - system edukacji wymaga gruntownej reformy. Tymczasem szkoła i nauczanie wygląda, jak wygląda. Zamiast konkretnych rozwiązań, jedyne, na co można liczyć, to na tworzenie kolejnych zespołów, których dotychczasowym efektem jest mnożąca się „papierologia”, stanowiąca nowe biurokratyczne okowy. Przykładem może być powołany w MEN w 2014 roku zespół, który miał pracować nad odbiurokratyzowaniem dokumentacji szkolnej. Miał zaproponować, z których przepisów można byłoby zrezygnować, a które warto byłoby uprościć. W błędzie są osoby, które uwierzyły, że oprócz wydanych pieniędzy zespół cokolwiek wartościowego wypracował. „Papierologia” kwitła. Kuriozalny sposób „walki”, a raczej rozrostu biurokracji, zaproponowała swego czasu Krystyna Szumilas, ówczesna minister edukacji. Aby udowodnić malkontentom, że nauczyciel nie pracuje 18 godzin, a zdecydowanie więcej, zaproponowała wprowadzić obowiązkową rejestrację czasu pracy nauczyciela poza jego lekcjami. Jej zdaniem nauczyciele powinni prowadzić specjalny dziennik, w którym wpisywaliby np. udział w posiedzeniach rad pedagogicznych, spotkania z rodzicami, doskonalenie zawodowe. – Najciekawsze jest to, że kolejne rządy od lat podejmują kolejne działania, które doprowadzają do rozrostu szkolnej biurokracji. Dzieje się tak, bo  mało który odwołuje te przepisy, które funkcjonowały wcześniej. W efekcie mamy do czynienia z mnóstwem przepisów. Te wymuszają na dyrektorach szkół gromadzenie dokumentacji „na wszelki wypadek”. Bo co np. znaczy wypowiedź  ministra edukacji, że nie trzeba sporządzać planów pracy skoro obowiązuje przepis nakazujący dokumentowanie pracy nauczyciela. Mnogość i zbytnia ogólnikowość oraz niedoprecyzowanie przepisów to kolejne przyczyny tworzenia dokumentacji „na wszelki wypadek”. Czyni się tak, bo nigdy nie wiadomo, czy np. kontrolującego wizytatora interesować będą efekty nauczania, czy też w nic nie uwierzy, dopóki nie zobaczy „kwitu” potwierdzającego dane działanie. Jaskrawym przykładem, że na wszystko musi być „kwit”, były przeprowadzane ewaluacje. Działalności szkoły nie da się skatalogować w tabelkach. Szkoła to żywi ludzie – nauczyciele, uczniowie ich rodzice oraz osoby wspierające proces dydaktyczny – opowiadał nauczyciel z ponad 15-letnim stażem. W efekcie dyrektorzy szkół toną w stosach dokumentacji. Więcej uwagi poświęcają dobrze zalakowanej kopercie z arkuszami egzaminacyjnymi i rozrysowaniu z linijką ręku planu sali egzaminacyjnej niż edukacji. Nauczyciele nie mają czasu prowadzić lekcji, bo egzaminują bądź wypełnią kolejne „kwity” pod zbliżającą się kontrolę lub awans zawodowy. Uczniowie zamiast prawdziwej nauki ćwiczą technikę wypełniania testów. Tak w krzywym zwierciadle można scharakteryzować szkołę, którą zawładnęła biurokracja.
                              
Nauczycielu, radź sobie sam
Popatrzmy, jak w tym wszystkim musi poruszać  się nauczyciel. – Początkujący stażysta, nim pójdzie na lekcje, musi przekopać  się przez ogrom obowiązujących w szkole i procesie edukacji dokumentów. Podstawa to prawo oświatowe, pod którym to pojęciem kryje się tzw. ustawa oświatowa i wszystkie podstawowe dokumenty wydane przez MEN. Następnie musi opanować wiedzę  zawartą w statucie szkoły. Istnym horrorem jest zapoznawanie się z treścią regulaminów.  Bywa, że w niektórych szkołach jest ich nawet ponad 20. Dotyczą różnych kwestii, np. procedury związanej z organizacją wycieczek szkolnych. Zobligowany jest również wytworzyć własną dokumentację,  czyli: przygotować konspekty lekcyjne, sporządzić plan nauczania (rozkład materiału) i plan wynikowy. Musi też opanować zasady wypełniania dziennika lekcyjnego. Z chwilą podjęcia pracy nauczyciel stażysta rozpoczyna ścieżkę awansu zawodowego. To kolejna sytuacja, która wymusza dokumentowanie niemal wszystkiego, co dany nauczyciel robi. Spotkałem się z sytuacją, że dokumentacja dotycząca awansu na kolejny stopień liczyła ponad 1200 stron formatu A4 oraz kilkaset zdjęć i płyt CD. Wchodzenie w szczegóły nie ma sensu, ale by to wszystko przygotować, potrzeba wiele czasu – mówiła była nauczycielka kaliskiego liceum ogólnokształcącego. Nauczyciela, któremu powierzy się wychowawstwo, czeka kolejna porcja „papierologii”. Sama tzw. teczka wychowawcy przeraża. Wychowawca powinien w niej zgromadzić np. wszystkie wymagane zgody od rodziców, np. na uczestniczenie dziecka w lekcjach religii, zamieszczenie jego wizerunku na stronach internetowych szkoły itp. Właściwie, tak na wszelki wypadek, powinien dokumentować wszystko, w tym spotkania z rodzicami i to nie może ograniczać się do zapisania daty i nazwiska rodzica. Z rozmów powinny być sporządzone szczegółowe notatki. Odnotowane powinny być również wszystkie zdarzenia  natury wychowawczej, prowadzone indywidualne rozmowy z uczniami i rodzicami, z tymi ostatnimi nawet te  telefoniczne. Za tę dodatkową pracę wychowawca otrzyma comiesięczny dodatek do pensji w wysokości 30 – 60 zł. Kolejne dokumenty wytwarzane są przez nauczycieli przypisanych do zespołów przedmiotowych, czy też zadaniowych.
                   
Szczegółowa dokumentacja dla uczniów z opiniami

 Szczególnie rozwinięta jest dokumentacja, dotycząca uczniów mających opinie z poradni pedagogiczno – psychologicznej. Szereg zaleceń skutkuje koniecznością dostosowania nauczania niemal ze wszystkich przedmiotów, a to musi być udokumentowane. Odrębnej dokumentacji wymagają uczniowie niepełnosprawni w stopniu lekkim, korzystający z tej samej podstawy programowej. Każdy nauczyciel musi szczegółowo rozpisać, jak będzie ją  realizował z danym uczniem. – Największą „plagą” w szkołach są właśnie opinie. Gdyby nauczyciel chciał to idealnie robić i z każdym uczniem pracować, to powiem otwarcie, nie jest to możliwe. W innych krajach w takich przypadkach tą „biurokracją” zajmuje się inna osoba. Taki nauczyciel wspomagający. W naszej rzeczywistości byłoby to dobre rozwiązanie, ale przeciętnej szkoły, w której niewielu jest uczniów z opinią, koszt utrzymania nauczyciela wspomagającego jest stosunkowo wysoki i wynosi ok. 60 tys. zł rocznie. Dyrektorzy kalkulują, czy zatrudnić nauczyciela wspomagającego, czy te 60 tys. zł przeznaczyć na doposażenie szkoły? Najczęściej zwycięża ta druga opcja. A prowadzenie dokumentacji, związanej z uczniami z opinią, spada na nauczyciela prowadzącego – stwierdził mój kolejny rozmówca, nauczyciel z ponad 20-letnim stażem. W maju i czerwcu 2016 roku Wydziały Pedagogiczne trzech uczelni (Uniwersytet Warszawski, Uniwersytet Gdański i Dolnośląska Szkoła Wyższa) przy współpracy Fundacji Przestrzeń dla  Edukacji i Ruchu Społecznego Obywatele dla Edukacji zorganizowały tzw. debaty „gwiaździste”, poświęcone zjawisku biurokracji w edukacji. Wnioski końcowe dobitnie świadczą, że biurokracja jak robal toczy polski system edukacji.  

 

Niedawny strajk nauczycieli pokazał, jak łatwo można pozbyć  się „papierologii”, a także innych biurokratycznych kagańców. Odwołam się  do niedawnych egzaminów. Zgodnie z wymogami został przygotowany cały harmonogram przedsięwzięć. Wszystko musiało dziać się zgodnie z narzuconym kalendarzem. Dyrektorzy niczym uczniowie byli informowani, co i w jakim terminie powinni zrobić, by sprawnie przeprowadzić egzamin. Między innymi musieli pisać pisma do dyrektorów innych szkół w sprawie wydelegowania nauczycieli do nadzorowania przebiegu egzaminu. Opracowywali procedury, organizowali przeszkolenia dla nauczycieli zaangażowanych w przeprowadzenie egzaminów. Wszystko to musieli  czynić w ściśle narzuconych terminach. Byłoby bardzo źle, gdyby któryś z dyrektorów uczynił coś dzień później. Tymczasem strajki wszystko wywróciły. Przygotowane procedury stały się nieaktualne. Dzięki znowelizowanemu rozporządzeniu dyrektor szkoły mógł powołać komisje po 8 kwietnia. Trzeba było działać bardzo szybko i, co ważne, skutecznie. Dyrektorzy telefonicznie dogadywali miedzy sobą uczestnictwo nauczycieli nadzorujących egzaminy. Dochodziło do sytuacji, że składy komisji egzaminacyjnych ustalane były dzień przed terminem, a nawet we wczesnych godzinach w dniu egzaminu. Mimo tych trudności egzaminy przeprowadzono w  terminie. Znaczy to, że jeśli dyrektor jest osobą odpowiedzialną, to jest w stanie dograć wszystko nawet w kilka dni poprzedzających egzamin. On wie, co ma zrobić i na kiedy. Jeden uczyni to na dwa miesiące przed terminem egzaminu, a drugi na kilka, kilkanaście dni. Ale zrobi to. Nie trzeba dyrektorom wskazywać, co i kiedy maja czynić. Dyrektorzy powinni być rozliczani z tego, co i jak zrobili, a nie w jakim terminie. Tymczasem obecne procedury skutkują tym, że osoba kontrolująca będzie koncentrowała uwagę głównie na tym, czy dyrektor dotrzymywał wyznaczonych terminów. Podobnie jest z awansem nauczycieli. Pomyłka dyrektora nawet o jeden dzień w wyliczeniu terminu składania przez nauczyciela dokumentacji może skutkować, że 3-letni awans runie. Zdaniem dyrektorów, chcąc podjąć skuteczną walkę z biurokracją w szkołach dyrektorzy MEN powinien opracować matrycę dokumentacji szkolnej. W oparciu o nią sporządzana byłaby dokumentacja poszczególnych placówek. Dokumenty wytworzone w oparciu o matrycę gwarantowałyby, że żaden kurator i żadne inne organy nie mogły mieć wątpliwości, że jest to zrobione dobrze. Uniknęlibyśmy budowania w szkołach dokumentacji „na wszelki wypadek”. Mając matrycę, łatwo też byłoby w oparciu o nią wycofywać masę dotychczas istniejących regulacji. Jeżeli nie doczekamy się matrycy, to nadal biurokracja będzie trzymała dyrektorów i nauczycieli pod strachem i obawą. Tym samym nadal będą gromadzone dokumenty, traktowane jako oręż na wszelki wypadek, bo nie wiadomo, co nas spotka podczas kontroli. Tłumaczenie dyrektorom, że mogą, a nawet powinni sami „kroić” dokumentację pod konkretną placówkę, nie jest przekonujące, bo nadal nie będzie wiadomo co dla kontrolującego wizytatora będzie ważne – mówił Ireneusz Pietrzak, dyrektor Szkoły Podstawowej w Blizanowie.

 

 

Reklama

Biurokracja – rak polskiej edukacji komentarze opinie

  • Gośćmarek - niezalogowany 2019-05-01 12:48:23

    Celnie, rzeczowo i na temat. Oby ktoś się tą wypowiedzią przejął

Dodajesz jako: |
Reklama

Ogłoszenia PREMIUM

Sprzedaż - Wynajem - Serwis

Zapewniamy profesjonalną obsługę serwisową i dostawę części zamiennych do wózków widłowych TOYOTA - BT Nasza oferta obejmuje przeglądy i naprawy..


Mieszkanie 2 pokojowe przy ul.

Mieszkanie 2 pokojowe 38 m2 po remoncie wynajmę dla osób niepalących. 1200zł+media+ czynsz


Reklama
 Reklama

25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nakłada na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies

Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez zyciekalisza.pl, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW.

Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono

Idea Contact sp. z o.o. z siedzibą w Kalisz 62-800, Spółdzielcza 6

Cele przetwarzania danych

1.marketing, w tym profilowanie i cele analityczne
2.świadczenie usług drogą elektroniczną
3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań
4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach
5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług (cele analityczne)


Podstawy prawne przetwarzania danych


1.marketing, w tym profilowanie oraz cele analityczne – zgoda
2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi
3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych


Odbiorcy danych

Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, agencje marketingowe oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa.

Prawa osoby, której dane dotyczą

Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą.

Informacje dodatkowe

Więcej o zasadach przetwarzania danych w "Polityce prywatności"