:-( Wygląda na to że masz Adblocka. Utrzymujemy się z reklam żeby móc dostarczyć Ci wiadomości z Twojego regionu za które nie musisz płacić, czy mógłbyś rozważyć jego wyłączenie?
Zagranica oczyma naszych emigrantów, (ubezpieczonym) - zdjęcie, fotografia
Portal zyciekalisza.pl 26/03/2008 12:25

„Szlachetne zdrowie, nikt się nie dowie, jako smakujesz, aż się zepsujesz” – napisał Kochanowski w swojej fraszce. „Nostradamus jaki z tego Kochanowskiego czy co?” – myślę sobie. – „Skąd przewidział, jak bardzo bliskie będzie to powiedzenie milionom Amerykanów przeszło 400 lat później, konkretnie 47 milionom Amerykanów bez ubezpieczenia zdrowotnego.

Stany Zjednoczone nie są państwem opiekuńczym dla swoich mieszkańców. Nie oferują uniwersalnego ubezpieczenia społecznego, każdy musi dbać o siebie. Spora grupa ludzi jest ubezpieczona poprzez zakład pracy, które pokrywają większość miesięcznej składki, a pracownik (do tej pory) dopłacał tylko 40-80 dolarów miesięcznie. Ale mogą sobie na to pozwolić tylko duże firmy. Małe zakłady pracy, które dotąd również oferowały tzw. ubezpieczenie grupowe  dla swoich pracowników, coraz częściej rezygnują z niego, bo koszt składki zaczyna przerastać zyskowność. A nawet i duże zakłady cedują koszty coraz to rosnących składek na indywidualnego pracownika, zwiększając jego dopłatę miesięczną, jak również tzw. deductible. Jest to suma, którą należy zapłacić z własnej kieszeni, a dopiero reszta kosztów leczenia jest pokryta polisą ubezpieczeniową. Deductible może wynosić 250, 500, 1000, 2000 lub więcej dolarów; im jest większe, tym mniejszy jest koszt kupna polisy. Oprócz tego pozostają jeszcze wieczne manipulacje: jakie formy leczenia, jaki sprzęt medyczny i jakie lekarstwa są dozwolone w ramach danej polisy. Oczywiście każdy może ubezpieczyć się indywidualnie, ale koszty takiej polisy są zbyt duże – od 280 do nawet 1000 dolarów miesięcznie, i to bez ubezpieczenia dentystycznego.

Od pewnego czasu daje się słyszeć w całym kraju podnoszony przez polityków  wielki krzyk w zakresie usprawnienia systemu ubezpieczeń, jak również jakości i efektywności lecznictwa; senatorzy – Hilary Clinton, Edward Kennedy, Barack Obama, a także były burmistrz miasta Nowy York Rudolph Giuliani, to tylko kilka ze znanych nazwisk. Krzyk jest coraz głośniejszy w obliczu zbliżających się wyborów, ale efektywność jego jest znikoma. Wydaje się, że jedyną pożyteczną rzeczą wynikającą ze wzmożonego zainteresowania sprawami zdrowia narodu jest publikowanie niepochlebnych danych; że wysokie koszty lecznictwa spowodowane są nabrzmiałą jak balon administracją, sztucznym windowaniem cen, nieodpowiednimi diagnozami i wyłudzaniem pieniędzy; że co 30 sekund wpływa do sądów pozew o bankructwo spowodowany horrendalnymi rachunkami za szpital (w Stanach mogą ogłaszać upadłość również osoby prywatne); albo że w roku 2006 dwadzieścia dwa tysiące ludzi zmarło tylko dlatego, że nie miało ubezpieczenia, a więc nie mogło zapewnić sobie odpowiedniej formy leczenia. Od czasu do czasu jakiś „patriota” wtrąci, że dane te są zawyżone, bo przecież 22 proc. nieubezpieczonych to nielegalni emigranci, i od razu wszyscy czują się lepiej i w poczuciu spełnionego obowiązku przechodzą do spraw bardziej bolących, których ostatnio ten kraj ma bardzo dużo.

Dla sprawiedliwości trzeba jednak dodać, że rząd zapewnia ubezpieczenie zdrowotne dla ludzi biednych,  tzw. medicaid oraz dla ludzi starszych, tzw. medicare. Jeżeli chodzi o to pierwsze – to trzeba udowodnić, że zarobki rodziny mieszczą się poniżej tzw. granicy ubóstwa, a jeżeli chodzi o to drugie – obejmuje ono ludzi powyżej 65. roku życia. Ani jedno, ani drugie nie dotyczy jednak nielegalnych imigrantów. Ale nielegalni imigranci  nic sobie z tego nie robią, no bo zgodnie z przysięgą Hipokratesa lekarz powinien działać „dla pożytku chorych”, a więc w przypadku konieczności leczenia szpitalnego zostaną skierowani do szpitala stanowego, gdzie wprawdzie mogą być w nocy okradzeni przez chorego sąsiada-Murzyna, niemniej jednak podstawowa pomoc zostanie im udzielona. Szpital wystawi „nielegalnemu” choremu rachunek, który nigdy nie zostanie zapłacony i tak kółko się zamyka, a koszty usług medycznych rosną.

Ale Amerykanie nie są w ciemię bici i znaleźli sposób na te astronomiczne ceny leczenia. Po prostu jadą leczyć się za granicę; do Tajlandii, Brazylii, Indii, Turcji, na Węgry, a nawet do Polski. Ale największy exodus odbywa się na południe, do Meksyku, gdzie Amerykanie korzystają z tanich usług dentystycznych.  Dentyści z przygranicznych miast, jak Juarez lub Tijuana, reklamują swoje usługi na prawo i lewo, oferując nawet odebranie z lotniska. Manewr bardzo praktyczny, bowiem samotna wyprawa amerykańskiego „gringo” przez te miasta wiąże się z pewnym ryzykiem; nie tylko że trzeba się przedostać przez hordy prostytutek i handlarzy narkotyków, ale jeszcze można zarobić w zęby. Jeżeli w te, które przyjechaliśmy naprawić, to pół biedy, gorzej jeżeli wybiją nam nowy „garnitur” w drodze na lotnisko. Dentyści meksykańscy korzystają z tej „żyły złota” i przenoszą swoje gabinety z centrum kraju do miast graniczących z USA. Opłaca się to wszystkim zainteresowanym; Amerykanie plombują się, koronują i zakładają sztuczne szczęki za 20-30 proc. cen amerykańskich (korona na jeden ząb kosztuje w USA około 600 dolarów, a w Meksyku 190 dolarów), a dentyści zacierają ręce, bo stały dopływ szczerbatych mają zapewniony w obliczu ciągle rosnących kosztów leczenia w USA.

Podróże w poszukiwaniu zdrowia i piękna nabrały takich rozmiarów, że nawet powstały takie neologizmy językowe, jak „turystyka zdrowotna” czy „podróże medyczne”, a zagraniczne kliniki oferują różne pakiety, aż do all inclusive włącznie. I jak po sznureczku, wszyscy po drodze zarabiają na leczeniu chorego Amerykanina, ale to chyba już nie ma nic wspólnego z przysięgą Hipokratesa.

Czasami tak sobie myślę, że chciałabym mieć dostęp to tych wszystkich tajnych informacji, które są znane ludziom rządzącym tym światem, aby się dowiedzieć, czy światu naprawdę zależy tak bardzo na poprawianiu zdrowia i wydłużaniu życia człowieka. I gdy tak sobie o tym myślę  i myślę,  to dochodzę do wniosku, że chyba nie. Jest nas przecież w tej chwili na tej ziemi przeszło 6,6 mld, czyli żyje nas w tej chwili tyle, ile żyło wszystkich ludzi w ciągu ostatnich sześciu tysięcy lat; jeżeli tempo przyrostu naturalnego się utrzyma, będzie nas 9 mld  w roku 2050. Niszczymy naturalne środowisko, na którego odbudowanie przyroda potrzebuje 34 tys. lat. W ciągu niespełna 100 lat zlikwidowaliśmy 10 proc. światowych zasobów ropy naftowej, niszczymy warstwę ozonową i przyczyniamy się do globalnego ocieplenia klimatu. Ponadto, jeżeli będziemy żyć coraz dłużej, to społeczeństwo będzie się robić coraz starsze i w gabinetach lekarskich będą się odbywać rozmowy podobne do tej zasłyszanej przez mojego znajomego lekarza:
90-letni pan Kowalski zjawia się u lekarza na coroczną kontrolę.  „No i jak się pan czuje?” – pyta lekarz. – „Wspaniale, nigdy nie czułem się tak dobrze” – odpowiada Kowalski. – „Powiem panu, panie doktorze, w sekrecie, że mam 18-letnią narzeczoną i za trzy miesiące urodzi nam się dziecko”. Lekarz zastanawia się przez chwilę i mówi: „Wie pan co, opowiem panu pewną historię. Mam znajomego, który jest zapalonym myśliwym. Pewnego dnia wybrał się na polowanie i w wielkim pośpiechu przez pomyłkę zabrał parasol zamiast strzelby. Nagle w lesie wyszedł prosto na niego niedźwiedź. Mój znajomy bez namysłu podniósł parasol, wymierzył i... nacisnął rączkę parasola. I wie pan co się stało?” „No, skądże mogę wiedzieć, proszę mi powiedzieć” – odparł 90-letni pan Kowalski. – „Niedźwiedź padł trupem”. „Ależ to niemożliwe, ktoś inny musiał zastrzelić  tego niedźwiedzia” – zżyma się staruszek.  „I w ten sposób, proszę pana,  doszliśmy do sedna sprawy” – odpowiedział lekarz-dyplomata.

No i w ten żartobliwy sposób chcę podsumować efekty długowieczności. Jeżeli chodzi o mnie, to na szczęście pod koniec roku znów wybiorę się do Kalisza, a więc będę mogła zrobić sobie kolejny „przegląd” zdrowotny, a nawet być może ściągnę też moich znajomych Amerykanów. Po co mają wzbogacać meksykańskich dentystów; pora, aby dla polskich lekarzy też zapanowała „gorączka złota”.


   

   

Reklama

Być albo nie być (ubezpieczonym) komentarze opinie

Dodajesz jako: |
Reklama

Ogłoszenia PREMIUM

Mieszkanie 2 pokojowe przy ul.

Mieszkanie 2 pokojowe 38 m2 po remoncie wynajmę dla osób niepalących. 1200zł+media+ czynsz


Reklama
 Reklama

25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nakłada na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies

Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez zyciekalisza.pl, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW.

Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono

Idea Contact sp. z o.o. z siedzibą w Kalisz 62-800, Spółdzielcza 6

Cele przetwarzania danych

1.marketing, w tym profilowanie i cele analityczne
2.świadczenie usług drogą elektroniczną
3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań
4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach
5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług (cele analityczne)


Podstawy prawne przetwarzania danych


1.marketing, w tym profilowanie oraz cele analityczne – zgoda
2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi
3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych


Odbiorcy danych

Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, agencje marketingowe oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa.

Prawa osoby, której dane dotyczą

Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą.

Informacje dodatkowe

Więcej o zasadach przetwarzania danych w "Polityce prywatności"