:-( Wygląda na to że masz Adblocka. Utrzymujemy się z reklam żeby móc dostarczyć Ci wiadomości z Twojego regionu za które nie musisz płacić, czy mógłbyś rozważyć jego wyłączenie?
Zagranica oczyma naszych emigrantów, Droga szeroka droga daleka - zdjęcie, fotografia
Portal zyciekalisza.pl 31/01/2019 00:00

Nie miałam pojęcia, co to znaczy prowadzenie firmy ciężkiego transportu, dopóki nie zachciało nam się (mnie i mężowi) takową otworzyć. Co chciałam, to mam; tzn. ciężki ból głowy i całodobowy dzień pracy. Ciężarówki jadą świątek piątek, dzień czy noc; telefony dzwonią świątek piątek, dzień czy noc, a ja chodzę zła i zmęczona świątek piątek, dzień czy noc. Aby zmniejszyć wydatki, przynajmniej na początku, mąż pracuje jako kierowca, a na mojej głowie jest cała administracja, a przede wszystkim szukanie kontraktów. Zyski na razie widzimy tylko na papierze, a prawdziwych „zielonych” ciągle brak.

I tak to się zaczęło – od jednej ciężarówki z naczepą.  Chcielibyśmy powiększać tabor, ale trudności nie pozwalają; przede wszystkim brak kierowców. Chcielibyśmy mieć kierowcę „z papierami”, tzn. z legalnym pobytem w Stanach, doświadczonego (przynajmniej 3 lata pracy w zawodzie), no i mówiącego po angielsku, ale takich kierowców, okazuje się, że nie ma. O, przepraszam, zgłosił się jeden, spełniał wszystkie nasze wymagania, ale okazało się, że my nie spełnialiśmy jego. Pan kierowca zadał nam dwa pytania: pierwsze, jaki kolor ma ciężarówka (u nas nazywa się to tractor), drugie, czy wyposażymy mu sleeper w telewizor i lodówkę (sleeper to sypialnia kierowcy, która mieści się w tyle traktora. Jest tam piętrowe łóżko, stoliczek, szafa na rzeczy, no i miejsce na lodówkę i telewizor). Pan kierowca wyszedł prawie obrażony, bo kolor ciężarówki był biały, a on chciał czerwony; oczywiście nie zgodziliśmy się na telewizor i lodówkę. Do rozmowy na temat wynagrodzenia już nawet nie doszło. Szukamy więc dalej, bez większego skutku. Ogłoszenia w gazecie polskiej, ogłoszenia w polskich sklepach, rozmowy ze znajomymi nie odnoszą żadnego rezultatu. W końcu mój mąż wpadł na znakomity pomysł, aby namówić Andrzeja na zrobienie zawodowego prawa jazdy. Andrzej to kuzyn męża; spełnia on wszystkie nasze warunki poza jednym: nie gada po angielsku. Andrzej był kierowcą zawodowym w Polsce, więc była nadzieja, że poradzi sobie również na drogach amerykańskich. Musiał tylko zdać egzamin z teorii i praktyki, aby mógł otrzymać zawodowe prawo jazdy. Andrzej odbywał praktykę z moim mężem, o egzamin z przepisów nie mieliśmy obaw, bo w tamtych czasach można było sobie wybrać testy w języku polskim. Po kilku treningach „za kółkiem” Andrzej wybrał się na egzamin. Wrócił po trzech godzinach z niewyraźną miną. „Jak poszło ?” – pyta mój mąż. „Wyrzucili mnie z sali” – pada odpowiedź. I oto, co się wydarzyło; testowe egzaminy z przepisów zdaje się za pomocą specjalnie opracowanego programu komputerowego. Na ekranie komputera ukazuje się pytanie i, z trzech możliwych,  należy zaznaczyć właściwą odpowiedź. Na nieszczęście dla Andrzeja system ten jest przeznaczony do wszystkich możliwych rodzajów egzaminów, a więc na prawo jazdy amatorskie, pasażerskie, zawodowe, zawodowe z pozwoleniem na przewóz materiałów łatwopalnych itp. Jeżeli dane pytanie nie dotyczy egzaminowanego, na ekranie komputera ukazuje się informacja, aby je zignorować. Po polsku informacja ta brzmiała: „Opuść ten punkt”. Gdy Andrzej zobaczył „opuść ten punkt” na ekranie, po prostu wstał i odszedł od stanowiska egzaminacyjnego. Personel egzaminacyjny starał się dowiedzieć, co się stało, ale bariera językowa to uniemożliwiła. W końcu doszli do wniosku, że kierowcy to z Andrzeja nie będzie i w dosłownym tego słowa znaczeniu pokazali mu drzwi.
Andrzej zdał egzamin za trzecim podejściem i został zupełnie dobrym kierowcą. Nie ma z nim kłopotów, za wyjątkiem sytuacji, kiedy zostaje zatrzymany przez policję. Wtedy jesteśmy angażowani w roli tłumaczy.

W końcu nasze zabiegi przynoszą zamierzony skutek – pojawia się jeszcze dwóch kierowców: Michał, który pochodzi ze Słowacji i Vitaliy z Ukrainy. Mamy już 4 trakctory z naczepami i jesteśmy bardzo dumni  z rozwijającej się firmy. Michał jest bardzo ostrożny, rozsądny i nawet rozmówi się po angielsku; Vitaliy jest szybki w działaniu, ale trochę wolniejszy w myśleniu, a jego angielski jest bardzo minimalny.
Pierwszy kurs Michała przebiegał prawidłowo. Chłopak załadował się w Chicago, rozładował i przeładował w New Jersey i już wraca do Chicago. Wiózł ładunek cukru, wielkie, 100-funtowe worki, które miał dowieźć do hurtowni w Chicago. W środę rano (dzień dostarczenia cukru) dzwoni Michał z wiadomością,  że... utknął pod mostem. Dla wyjaśnienia dodam, że w Chicago jest mnóstwo mostów i wiaduktów o różnych wysokościach. Przeważnie na każdym jest informacja co do dozwolonej wysokości pojazdów przejeżdżających pod mostem czy wiaduktem, jednak w dzielnicy murzyńskiej nikt sobie takimi drobiazgami nie zawraca głowy. Biali jeżdżą tam bardzo rzadko. Niestety, Michałowi przypadło przejechać pod takim wiaduktem, no i utkwił tam. Na szczęście mój mąż był akurat w domu, więc mógł pomóc. Wskoczył do samochodu i ruszył na miejsce wypadku. W międzyczasie Michał dzwonił co 10 minut i przerażonym głosem informował, że grupa Murzynów weszła mu do naczepy i chyba wynosi cukier, ale on do nich nie wyjdzie, bo się boi.
Tak było naprawdę; zanim policja i mój mąż dojechali na miejsce, pół przyczepy zostało już rozszabrowane. Ostatni z małolatów z getta murzyńskiego nie miał jednak szczęścia i został zatrzymany przez policję we wnętrzu naczepy. Przebiegła bestia tłumaczyła się, że tylko pilnuje ładunku, bo te przeklęte nigers wszystko wykradną. Domagał się nawet nagrody za swoje lojalne usługi. Blady i spocony ze strachu Michał prawie ucałował policjantów, którzy „już” po 20 minutach zjawili się na miejscu wydarzenia.

Vitaliy natomiast ma dużo szczęścia, ponieważ jego praca przebiega zupełnie bezproblemowo. Ale w myśl zasady, że co dobre, szybko się kończy, pewnego dnia przyszła i jego kolej. Zanim opiszę przypadek Vitaliya, kilka słów wprowadzenia w temat.
Nasze naczepy to lodówki.  Wozimy towary wymagające niskich temperatur, a te dostawy są zawsze terminowe, na z góry umówiony dzień i konkretną godzinę. W Stanach ciężarówki nie mają urządzeń rejestrujących prędkość i trasę przejazdu. Kierowca ma specjalną książkę, tzw. logbook, w której ma obowiązek odnotowywać czas wyjazdu, postoje obowiązkowe i nieobowiązkowe, przejazdy przez wagi, ilość godzin odpoczynku i snu. Jak można się domyślać, taki system stwarza możliwości do wielu manipulacji. Przy każdej głównej autostradzie są wagi i kierowca musi wjechać na taką wagę, jeżeli jest otwarta. Wagi są obsługiwane przez personel departamentu transportu i policję stanową.
Pewnego ranka zadzwonił telefon; to Vitaliy dzwoni z wiadomością, że został zatrzymany na wadze przez policję i „położony spać”, jak to się mówi w żargonie.  Jego logbook był źle wypełniony i wynikało z niego, że kierowca miał za dużo godzin jazdy a za mało snu, więc policjant „przepisał” mu 6 godzin snu. Uciec z takiej wagi nie ma mowy, bo policjant pilnuje delikwenta przez cały czas przepisanej drzemki. Tak więc Vitaliy oznajmił, że... śpi na wadze i na pewno nie zdąży na rozładunek. Skomplikowało to bardzo sytuację, bo przełożyć termin dostawy jest bardzo trudno. No ale ponieważ do moich to obowiązków należy dzwonić, napisałam e-maila do naszego kontrahenta, prosząc o przełożenie dostawy. Udało się, przełożono  na następny dzień. „Chwała Bogu”, myślę, nie wiedząc jeszcze, że Vitaliy nie zjawi się na miejscu przeznaczenia nawet na następny dzień. Po sześciu godzinach nasz Vitaliy, wyspany za wszystkie czasy, rusza dalej autostradą nr 80 do celu przeznaczenia. Dostawa jest przełożona na dziewiątą rano następnego dnia. W nocy śpię spokojnie, bo przecież kłopoty zostały zażegnane. O, naiwności ludzka! Następnego ranka o godzinie 9 rano dzwoni Vitaliy i zdenerwowanym głosem prosi o powtórzenie mu namiarów na dostawę, bo nie może trafić. Sprawdzamy razem adres. Niby wszystko się zgadza: 165 West Broad Street, Moorestown, New Jersey. Proszę Vitaliya, aby wyszedł z ciężarówki i spytał kogoś, czy wie, gdzie znajduje się ten adres. Pracownik stacji benzynowej potwierdził, że to właśnie ten adres. Co z tego, kiedy dookoła same domki jednorodzinne i ani śladu hurtowni, do której jechały znajdujące się w naczepie pizze. Wreszcie okazało się, że Vitaliy znalazł się pod dobrym adresem, ale w zupełnie innej miejscowości. Był w Morristown a nie w Moorestown. Drobna różnica w pisowni, a jeszcze drobniejsza w wymowie. Koniec końcem, pizze dojechały dopiero za dwa dni, a nam naliczono karę za nieterminowe dostarczenie.
Historyjka o Andrzeju, Michale czy Vitaliyu to tylko jedna z bardzo wielu, na które można patrzeć humorystycznie, ale które mają jednak głębsze podłoże. Można by je umieścić pod wspólnym tytułem:  „Ciężkie życie emigranta”, można je również włożyć do szufladki pod sparafrazowanym tytułem: „Wschodnioeuropejczyk potrafi”. Jedno jest pewne;  sukcesy i porażki czy trudy na emigracji są takie same dla wszystkich. Tylko szare komórki i odrobina szczęścia decydują, czy trudy staną się sukcesem czy pozostaną tylko trudami. Jeżeli chodzi o naszą firmę to droga, po której kroczymy, jest ambitna i szeroka, ale do wielocyfrowego konta bankowego jest to droga jeszcze bardzo, bardzo daleka.

Eleonora Serwanski

Reklama

Droga szeroka, droga daleka komentarze opinie

Dodajesz jako: |
Reklama

Ogłoszenia PREMIUM

Mieszkanie 2 pokojowe przy ul.

Mieszkanie 2 pokojowe 38 m2 po remoncie wynajmę dla osób niepalących. 1200zł+media+ czynsz


Sprzedaż - Wynajem - Serwis

Zapewniamy profesjonalną obsługę serwisową i dostawę części zamiennych do wózków widłowych TOYOTA - BT Nasza oferta obejmuje przeglądy i naprawy..


Reklama
 Reklama

25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nakłada na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies

Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez zyciekalisza.pl, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW.

Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono

Idea Contact sp. z o.o. z siedzibą w Kalisz 62-800, Spółdzielcza 6

Cele przetwarzania danych

1.marketing, w tym profilowanie i cele analityczne
2.świadczenie usług drogą elektroniczną
3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań
4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach
5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług (cele analityczne)


Podstawy prawne przetwarzania danych


1.marketing, w tym profilowanie oraz cele analityczne – zgoda
2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi
3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych


Odbiorcy danych

Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, agencje marketingowe oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa.

Prawa osoby, której dane dotyczą

Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą.

Informacje dodatkowe

Więcej o zasadach przetwarzania danych w "Polityce prywatności"