:-( Wygląda na to że masz Adblocka. Utrzymujemy się z reklam żeby móc dostarczyć Ci wiadomości z Twojego regionu za które nie musisz płacić, czy mógłbyś rozważyć jego wyłączenie?
PILNE
Zagranica oczyma naszych emigrantów, serduszka cztery - zdjęcie, fotografia
Portal zyciekalisza.pl 31/01/2019 00:00

Dwa serduszka mocno bijące,
    dwie pary oczu wpatrzone w siebie. „Tak” mówi ona, „tak” mówi on; obrączki już na palcach i za chwilę zacznie się weselne przyjęcie. A jakie ono będzie? Ano pomysłów na wesele może być wbród; możemy mieć wesele, które jedzie od Zagórowa,  możemy mieć wesele wedle Wyspiańskiego,  a możemy mieć także wesele według stylu amerykańskiego (rym nie był zamierzony). Wesele od Zagórowa wszyscy znamy i wiemy, że młodego pana dobrze boli tam głowa, „Wesele” Wyspiańskiego też znamy (jeżeli czytaliśmy),  natomiast wesele w stylu amerykańskim poznamy za chwilę.

Tak jak każda dziedzina życia w USA, tak i zorganizowanie ślubu i wesela polega na tym, aby było sprawnie, szybko i „bezboleśnie”, a jeżeli para młoda jeszcze na tym zarobi,  to właśnie przecież o to chodzi. Oczywiście standardy wesel są różne; począwszy od wesel, które młoda para planuje i organizuje sama, a więc: suknia ślubna, garnitur, zaproszenia, załatwienie sali weselnej, jadłospisu, orkiestry i podróży poślubnej, skończywszy na  weselach organizowanych przez specjalistyczne, tylko tym się zajmujące firmy, tzw. wedding planners. Opowiem dzisiaj o dwóch weselach reprezentujących jeden i drugi sposób upamiętnienia tego jakże ważnego wydarzenia.

Wesele numer 1: Młoda para Polaków o skromnych środkach finansowych postanowiła sama zorganizować swoje wesele. Panna młoda, nazwijmy ją umownie Anną, sama biegała od jednego do drugiego butiku z sukniami ślubnymi, aby wreszcie znaleźć tę wymarzoną, choć niewątpliwie znacznie przecenioną sukienkę ślubną. Pan młody, nazwijmy go umownie Pawłem, zdecydował się na wypożyczenie całego stroju. Uznał, że nie będzie wydawał 2 tys. dolarów po to, aby kupić strój, który założy tylko raz. Wypożyczenie smokingu, koszuli i butów kosztowało tylko 500 dolarów. W tym samym miejscu wypożyczyli też stroje dla drużbów i sukienki dla drużek. Całość, łącznie z  sukienką Anny, kosztowała 2.700 dolarów; praktycznie w miarę tanio, „bezboleśnie”. W międzyczasie zarezerwowali salę weselną i wybrali potrawy, które miały pojawić się na stołach. Zdecydowali się na typowo polski zestaw obiadowy, składający się z czerwonego barszczyku z pasztecikiem, kotleta schabowego, zrazów zawijanych, ziemniaków, dwóch surówek oraz deseru. Razem z alkoholem, czyli tzw. otwartym barem,  koszt jedzenia i picia – 60 dolarów od osoby. Trochę drogo, ale można to wyrównać, zapraszając większą liczbę gości. W przypadku wesela numer 1  nie ma zwyczaju obdarowywania młodych prezentami rzeczowymi; do koperty z okolicznościową kartą wkłada się twardą gotówkę, obecnie średnio  150 dolarów od osoby. Opłaca się więc zaprosić jak najwięcej gości. W przypadku Anny i Pawła zaproszonych było 80 osób, a więc 12 tys. dolarów. Bilans wydatków i wpływów wyniósł 4.500 dolarów w plusie. „Starczy na orkiestrę, która zażyczyła sobie 3 tys. dolarów” – cieszą się młodzi – „ I jeszcze zostanie”. Anna i Paweł podeszli do swojego wesela w sposób iście handlowy; to zaproszeni goście zapłacili za ich weselne przyjęcie. Proszę zauważyć, że w przypadku wesela numer 1 rodzice młodych nie ponoszą tradycyjne im przypisanych kosztów, tzn. strona panny młodej nie jest obciążona kosztami jedzenia, a pana młodego kosztami  alkoholu.

A jak takie przyjęcie się odbywa? No cóż, „jaka płaca, taka praca”. Schodzących się gości weselnych witają stojące już na stołach (zwykle 10-osobowych) zakąski „leniwej Zuzanny”, czyli lazy Susan. Są to wędliny, sery oraz surowe marchewki i zielone łodyżki selera ułożone w poszczególnych przegródkach okrągłej wielkiej tacy. Po wino lub inne napoje alkoholowe i drinki trzeba podejść do baru. Obiad jest zwykle spóźniony, ale wreszcie czerwony barszczyk zostaje podany, a za nim w błyskawicznym tempie wpływa na stół cała reszta. Miejsca na stole jest mało, więc należy szybko uporać się z barszczykiem, aby zrobić miejsce na talerze do drugiego dania. W połowie obiadu zaczyna grać orkiestra i młoda para wykonuje pierwszy taniec. Za nimi, popełniając wielki błąd, puszczają się w tany inni goście. Błąd, ponieważ w międzyczasie talerze nieobecnych zostają sprzątnięte ze stołu, no i bracie, jeszcze nic nie zjadłeś, a już jesteś po obiedzie. Wydaje się, że obsługa stara się nadrobić spóźnienie skracając gościom czas jedzenia. Jednak ten, kto bywa częściej na tego typu weselach, nie da się na to nabrać. Stali bywalcy siedzą twardo przy stole i pilnują talerzy; na taniec przyjdzie czas, gdy brzuszek będzie pełny. Pilnować też trzeba szklaneczek i kieliszków z napojami, bo te też znikają ze stołu błyskawicznie. W końcu obsługa sali zwycięża i na stołach nie ma już nic poza obrusami; goście mogą spokojnie zająć się tańcem. Wkrótce potem pan młody z zawiązanymi oczami i już dość dużym bólem głowy zdejmuje podwiązkę z nogi swojej młodej żony, żona upewnia się, że zebrane zostały wszystkie kopertki z pieniędzmi i  impreza dobiega końca. Szybko, sprawnie, „bezboleśnie”.

Gdyby jednak Anna i Paweł posiadali gruby portfel, wybraliby na pewno wariant wesela numer 2.  Udaliby się do profesjonalnego organizatora wesel i zaplanowali stylowe przyjęcie na bogato ubranej sali. Wedding planner zaoferowałby im do wyboru kilka wariantów tematycznych przyjęcia weselnego. W tym konkretnym przypadku spośród propozycji zatytułowanych „fantazja w oranżerii”, „wesele na farmie”, „fantazja modernistyczna”, „tropik Ameryki Łacińskiej”, „czekoladowe marzenia”, „wesele królewskie” i „fantazja nadmorska” Anna i Paweł wybrali egzotyczny „tropik Ameryki Łacińskiej”.  Ustalenie szczegółów wymagało kilkunastu spotkań i ciągłych korekt, ale efekt był tego wart. Gdy już wszystkie detale zostały ustalone i nadeszła chwila przeliczenia „tropiku” na pieniądze, okazało się, że wcale nie tak drogo, bo tylko... 10.500 dolarów od osoby. Po wpłaceniu 10 proc. zadatku młodzi mogli wreszcie odetchnąć; wedding planner czuwał już nad wszystkim, łącznie z sukienką dla Anny i frakiem ślubnym dla pana młodego. Sprawnie, „bezboleśnie”, bardzo drogo.

I oto nadszedł czas przyjęcia, które odbywało się w willi Mar-a-Largo zbudowanej w stylu hiszpańskim. Młodą parę i ich gości czekała prawdziwa dżungla tropikalna; stoliczki koktajlowe oplecione żywymi łodygami bambusowymi i uwieńczone ogromnymi storczykami, ogromny podświetlony parawan o motywach lasu podzwrotnikowego oddzielał część koktajlową od części jadalnej. „Jak żywe”  dekoracje w kształcie ananasów, wykonane z drobnych  różyczek, stały na straży po obydwu stronach parawanu. Gdy nadszedł czas obiadu i parawan został usunięty, ukazała się sala jak z bajki. Stoły nakryte obrusami o kolorze czerwonego wina, 5-metrowe oleandry i fikusy, rzeźby uplecione z płatków róży i storczyka, zwieszające się z sufitu girlandy żywych kwiatów i liści. Całości atmosfery dopełniała gra świateł, które zmieniały kolory – od złocistej poświaty leśnego poranku, poprzez niebieskawy zmierzch, aż do ciemnej nocy podzwrotnikowej. Oczywiście samą atmosferą człowiek nie żyje, a więc wedding planner zadbał też o jedzonko.. Przystawki o obco brzmiących nazwach, takich jak falafel  (kuleczki z gotowanej fasoli), guacamole (sałatka z avocado), ostrygi Romano, miniaturowe kanapeczki, zwane spanish fly i inne serwowano aż do białego rana. Na obiad podano płonące kuropatwy oraz steak ala Costa del Oro, a na deser smażone banany. Goście bawili się do samego rana przy dźwiękach salsy, rumby, bolera i rytmie cha-cha, a pięciu barmanów miało pełne ręce roboty, mieszając i miksując margarity, Acapulco fizz, Senor Valdez oraz inne egzotyczne drinki, które sączy się długo i powoli i od których głowa rzadko boli. Ponieważ w przypadku wesela numer 2 goście nie przynoszą gotówki (młodzi mają jej tyle, ile sami chcą), na specjalnym stole piętrzą się paczki, paczuszki i paczuszeczki. Prezent musi być dowcipny albo oryginalny, prezent praktyczny byłby nietaktem. Anna i Paweł otwierają więc pudełeczka i puzderka, w których są różne różności; od kompletu monogramowanych majtek dla niego i dla niej, poprzez złoty otwieracz do butelek czy wykupiony w ich imieniu 5.000-dolarowy udział przy stole pokerowym w Las Vegas, do  wakacji na prywatnej wyspie, która będzie wyłącznie do ich dyspozycji.
O świcie goście odjeżdżają limuzynami do domów, a młodzi na prywatną wyspę. W międzyczasie wedding planner już spakował wszystkie ich rzeczy niezbędne do zabrania.

Dwa wesela, dwa różne światy, ale początek ten sam: dwa serduszka i dwie pary oczu wpatrzone w siebie. Gdyby dobra wróżka dała nam do wyboru: wesele nr 1 czy wesele nr 2, daję sobie rękę odciąć, że wybór byłby jednoznaczny. Ja też wybrałabym nr 2. Zadaję sobie pytanie, czy koszt wesela ma jakikolwiek wpływ na późniejsze życie młodej pary? Czy „kasa” pomaga przetrwać, czy przeszkadza? Nie wiem, czy są jakieś dane statystyczne na ten temat, ale z pewnością temat jest wart większego zainteresowania.

Eleonora Serwanski

Reklama

Dwa serduszka, cztery oczy komentarze opinie

Dodajesz jako: |
Reklama

Ogłoszenia PREMIUM

Chcesz coś sprzedać lub kupić, oferujesz usługi, szukasz pracownika lub pracy?

Dodaj swoje drobne ogłoszenie w naszym serwisie. Zapraszamy!

Dodaj ogłoszenie

Kalendarz

Najbliższe imprezy
Reklama
 Reklama

25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nakłada na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies

Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez zyciekalisza.pl, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW.

Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono

Idea Contact sp. z o.o. z siedzibą w Kalisz 62-800, Spółdzielcza 6

Cele przetwarzania danych

1.marketing, w tym profilowanie i cele analityczne
2.świadczenie usług drogą elektroniczną
3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań
4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach
5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług (cele analityczne)


Podstawy prawne przetwarzania danych


1.marketing, w tym profilowanie oraz cele analityczne – zgoda
2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi
3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych


Odbiorcy danych

Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, agencje marketingowe oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa.

Prawa osoby, której dane dotyczą

Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą.

Informacje dodatkowe

Więcej o zasadach przetwarzania danych w "Polityce prywatności"