:-( Wygląda na to że masz Adblocka. Utrzymujemy się z reklam żeby móc dostarczyć Ci wiadomości z Twojego regionu za które nie musisz płacić, czy mógłbyś rozważyć jego wyłączenie?
PILNE
Historia, Dzieci ukraińskiej Stanicy - zdjęcie, fotografia
Portal zyciekalisza.pl 31/01/2019 00:00

–  Jestem Ukrainką, ale czuję się przede wszystkim kaliszanką. To jest moje rodzinne miasto – mówi Oksana Sydorowa, z domu Danielewska.  Urodziła się w 1928 r. w Stanicy Ukraińskiej, przy ul. Obozowej. Ojciec – oficer Armii Ukraińskiej Republiki Ludowej Semena Petlury – pochodził z Izmaiła. Matka – Polka – z Żytomierza. W 1918 r. Symen Danielewski poszedł walczyć o wolną Ukrainę... W tym samym czasie w Żytomierzu czerwonoarmiści zaczęli się rozprawiać z Polakami. Piwnice ociekały krwią. – Wtedy babcia powiedziała do mamy: „Uciekaj, dziecko, uciekaj”. „Ale gdzie?”. „Najlepiej do... armii, najbezpieczniej”. Mamusia zatrudniła się w sztabie Petlury. Tam poznała Tatusia

W 1920 r. ofensywa Armii Czerwonej ruszyła na proklamowaną w 1918 r. Ukraińską Republikę Ludową. Główny ataman Ukrainy Semen Petlura zaniechał walk z Polakami  (wojna polsko-      -ukraińska) i w kwietniu 1920 r. zawarł sojusz z Piłsudskim. Połączone siły polskich legionistów i żołnierzy Armii Ukraińskiej Republiki Ludowej ruszyły na bolszewików i 7 maja zdobyły Kijów. Sukces trwał krótko. Po kontrofensywie Armia Czerwona stanęła u wrót Warszawy. W 1921 r. Polska podpisała pokój z Rosją Radziecką w Rydze, a tym samym zerwała układ wojskowo-polityczny z Petlurą. Ukrainę podzielono pomiędzy Polskę, Rumunię i Czechosłowację. Wschodnia część, jako Ukraińska SSR, weszła w skład Kraju Rad. Wojska Petlury zmuszone były opuścić kraj. Część żołnierzy, ok. 25 tys., przeszła do Polski. Rozmieszczono ich w 14 obozach na terenie kraju, m.in. w Szczypiornie (obóz nr 5) i w Kaliszu (nr 10), przy ul. Obozowej. Kacet nr 5 szybko zlikwidowano, drugi zaś przekształcono w Stanicę Ukraińską.

Do obozu nr 10 w Kaliszu trafili rodzice Oksany. Drewniane baraki, duży korytarz, izby-separatki. Na jedną rodzinę przypadało jedno pomieszczenie, wspólna latryna. Jedzenie wydawała stołówka. Ci, którzy byli z rodzinami, gotowali sami. Z czasem na środku Stanicy wybudowano cerkiew. – Dzwony były z szyn kolejowych – podkreśla Oksana. – To były straszne czasy. W obozie grasowały szczury, panowała gruźlica, tyfus i inne choroby. Wielu żołnierzy zostawiło żony i rodziny na Ukrainie. Przegrani, samotni, sfrustrowani, sięgali po wódkę. Strasznie marli. Dlatego szybko opuściliśmy Stanicę i zamieszkaliśmy przy Legionów – wzdycha. Nie znający polskiego żołnierze nie mieli dużych szans na zatrudnienie. – Każdy dawał sobie jakoś radę – ktoś dostał pracę, ktoś założył sklep. Przyjeżdżała misja angielska i pomagała – mówi Oksana. Wielu Ukraińców zajęło się rzemiosłem artystycznym. Malowali obrazy, kobiety tkały i haftowały. Symen Danielewski z wykształcenia był nauczycielem. Skończył studia w 1914 r., poszedł na wojnę i został oficerem w rosyjskiej armii. – Na co komu w Kaliszu carski oficer albo ukraiński nauczyciel, w dodatku nie mówiący po polsku? Jakiś czas pracował w tartaku, potem malował obrazy, głównie konie. Mamusia prowadziła warsztat hafciarski. Za bogato nie było... Kiedy rodzina Danielewskich opuściła Stanicę, Ksenia zaczęła chodzić do polskiej szkoły Repana przy ul. Polnej, następnie do gimnazjum Jagiellonek. Starszy brat – Borys skończył liceum A. Asnyka i poszedł na studia medyczne. Wojnę  Danielewscy spędzili w Kaliszu. Ojciec pracował  fizycznie w fabryce, a Ksenia uczęszczała do niemieckiej szkoły. – Ukraińcom było wolno – wyjaśnia. Kiedy Sowieci w 1945 r. wyzwolili Kalisz, aresztowali wszystkich mężczyzn, w tym ojca Oksany. – 25 lat żył w Polsce. Przeciw Sowietom nic nie miał, ale oni mu tego Petlury nie mogli wybaczyć – mówi ożywiona. – Wyłapali nas, bo mieli wśród Ukraińców szpiega. Nazywał się Dewidenko, wydał im nasze adresy – denerwuje się Oksana. – Jak wywieźli ojca, to myśmy nie wiedzieli dokąd… Mamusia poszła do NKWD: „Co robić, panowie?”. „Jedźcie do ZSRR, wasi mężowie będą na was czekali w Grodnie” – przekonywał enkawudzista. Ja w zasadzie mogłam zostać w Kaliszu – wyznaje nagle Oksana. – W 1945 r., przed wyjazdem, poszłam po dokumenty stwierdzające, że jestem Ukrainką. W urzędzie przyjął mnie znajomy mojej ówczesnej sympatii: „Po co pani tam pojedzie?” – pytał. „Wystawię dokumenty, że jest pani Polką, nikt się nie zorientuje”. „Ale ja – mówię – pojadę, mamusia jedzie, ojca zabrali…”. Ponieważ matka pochodziła z Żytomierza, rodzinę skierowano do Dniepropietrowska. Bydlęcym wagonem Oksana z mamą i bratem wyjechali z miasta.  – Kalisz, jak go opuszczaliśmy w 1945 r., był czysty, ładny i zadbany. Gdy wysiedliśmy w Dniepropietrowsku, zobaczyliśmy brud, smród i ultramarynę. Szybko wialiśmy do Lwowa. Tam przed wojną brat studiował medycynę – wspomina. Ojca oczywiście nie znaleźli, bo – jak się okazało – wywieziono go daleko na północ, do Komi SSR. Oksana do dziś mieszka we Lwowie. Wyszła za mąż, ale się rozwiodła. Całe życie przepracowała jako księgowa. Ma syna, którego dopiero teraz zabrała po raz pierwszy do rodzinnego Kalisza.

W stanicy przy Obozowej urodzili się również Mikołaj i Marek Markiewiczowie. – Nasz ojciec Ukrainiec z Kiszyniowa był oficerem u Petlury – wyjaśnia Mikołaj. – W stanicy nie mieszkaliśmy długo. Szybko wyjechaliśmy do Skalmierzyc, tam zacząłem szkołę polską, a potem… wybuchła wojna. Ojca Niemcy chcieli wziąć do pracy przy okopach. Nie chciał, więc w 1943 r. zapisał się na kursy na księdza prawosławnego. Z początku odbywały się na miejscu, potem: Berlin, Weimar, Warszawa, Poznań – mówi żywym donośnym głosem. W sierpniu 1945 r. mama wysłała go do babci do Wilna. – Nagle straciliśmy kontakt z dziadkami. Pojechałem sprawdzić, co się z nimi dzieje – mówi. Jak wyjeżdżał z Polski, granicy jeszcze nie było. Gdy po dwóch miesiącach nagle się pojawiła, od razu ją... zamknięto. – Wrócić już nie mogłem, więc zostałem. Znałem ukraińki, polski, trochę rosyjski, było ciężko, ale dałem radę – mówi z dumą. Skończył rosyjskie  gimnazjum i chemię na uniwersytecie, wykładaną po litewsku. Został na uczelni, zrobił doktorat. Jego rodzice i brat w 1945 r. wyemigrowali z Kalisza do Niemiec. Po śmierci Stalina pozwolono mu wyjechać i zobaczyć rodzinę. Mimo że podczas pobytu dostał posadę na niemieckim uniwersytecie, wrócił do Wilna. W międzyczasie założył rodzinę w ZSRR.  W 1969 r., po habilitacji, zaproponowano mu posadę w Berlinie. Tym razem nie odmówił. Wyemigrował. Dziś mieszka w Berlinie i wykłada w Wyższej Szkole Zawodowej. Jego młodszy brat Marek wyjechał z rodzicami w 1945 r. Skończył niemieckie szkoły, dwa lata studiował fizykę, potem 6 lat medycynę. Dziś mieszka i pracuje we Frankfurcie n. Odrą.

 – Stanica to było państwo w państwie – z własną szkołą, cerkwią, teatrem. Tworzyliśmy silną wspólnotę. Rodzinę. W barakach izby były rozdzielone deskami. Słyszeliśmy każdy szczegół z życia sąsiadów. Dziś żyjemy już tylko my, dzieci Stanicy. Każde z nas w innym końcu świata. Rita Deschko – w Los Angeles, w Nowej Zelandii mieszka Charytonienko, Irena Jarmolis – też w USA. Na Białorusi odnalazłem Liszczyńskiego, nasza siostra mieszka na Bermudach, znam też jednych z Australii i Wielkiej Brytanii – ze wszystkimi mam kontakt telefoniczny. Wielu spośród nas wywieziono na Syberię i ślad po nich zaginął. Marzę o tym, aby zorganizować wielkie spotkanie nas wszystkich w Kaliszu – mówi Mikołaj. – Każdy ma inne losy, ale jest między nami więź. Łączą nas wspólne przeżycia – dodaje.
W Kaliszu zostały jedynie dzieci z małżeństw mieszanych ukraińskich żołnierzy z Polkami. – Znam historię jednego chłopca – Bohdana Stiepanczenko.  Mamę miał kaliszankę, a ojca Ukraińca.  Ochrzczono go w  w cerkwi, a jego siostrę w kościele. Gdy polskie dzieci mu dokuczały, powiedział do mamy: „Dlaczego ty wyszłaś za tego kacapa?”. Kiedy w 1945 r. razem z innymi zabrali jego ojca, pojechał do dziadków do Kijowa: żeby tato nie czuł się samotny w ZSRR. Miał wtedy 15 lat. Dotarł na miejsce, a rodzina była tak zastraszona, że nie zamieniła z nim słowa; ba, nie wpuściła go nawet do domu. Do Polski wracać nie mógł. Pamiętał, że mój brat przed wojną studiował we Lwowie. Nie miał adresu, mimo to wsiadł w pociąg. Przez kilka dni błąkał się po mieście, w końcu zobaczył brata w tramwaju. Biegł tak szybko, że dogonił go na przystanku. Zamieszkał z nami, skończył szkołę. Zdobył wykształcenie, założył rodzinę. Został we Lwowie. Ojca mu zabili. Matka z siostrą mieszkały w Kaliszu – opowiada Oksana.

Mikołaj i Marek często odwiedzają Kalisz. Mają tu nawet kilku znajomych, m.in. Janinę Nowicką, przyjaciółkę kaliskich Ukraińców, inicjatorkę odnowienia cmentarza przy ul. Ukraińskiej w Szczypiornie. – W Kaliszu podwyższa mi się ciśnienie krwi. Latam jak na skrzydłach. Nie czuję ziemi pod nogami. Odpoczywam. To samo czuję, słuchając symfonii w filharmonii albo w kościele. Wydaje mi się, że jestem o wiele lat młodszy – wyznaje Mikołaj. 
  Oksana od momentu  wysiedlenia jest w Kaliszu po raz drugi. Pierwszy raz przyjechała w 1961 r. – Moja pierwsza wielka miłość – Tadzik Zdziebkowski mnie zaprosił... Rozstaliśmy się w 1939 r. Wywieźli go na roboty. Tam doczekał końca wojny. Agitowali go, aby nie wracał. Wrócił. Mnie już nie zastał. We Lwowie wyszłam za mąż, ale wciąż go szukałam, a on... mnie. Dostałam list i wspomnienia. Pisał, że się ożenił. Zapraszał. Wsiadłam w pociąg. Mieliśmy się spotkać na dworcu w Warszawie. Nie było go. Zdesperowana wsiadłam z powrotem do pociągu, który skończył bieg. Usiadłam przy oknie na korytarz. Dziwne było to uczucie. Niby byłam w Polsce – w kraju, w którym się urodziłam, ale w Warszawie poczułam się obco. Nie miałam już tam prawie nikogo. Nagle patrzę, jakiś mężczyzna biegnie korytarzem. Podszedł do mnie: „Przepraszam, czy to pani Ksenia?”. „Tadzik!”. Z kieszeni płaszcza wyjął bukiecik fiołków. Dziwne było to spotkanie. Więcej się nie widzieliśmy.
W ZSRR często myślałam o Kaliszu, wspominałam, tęskniłam. Bardzo lubię czytać i nie wiem dlaczego najwięcej radości i satysfakcji dostarcza mi polska książka, choć czytam również po ukraińsku, rosyjsku i niemiecku – wyznaje.

Epilog – historia pewnego listu
Podczas otwarcia odnowionego cmentarza ukraińskiego w Szczypiornie Janina Nowicka poznała deputowaną ukraińskiego parlamentu. Przed dwoma miesiącami kaliszanka wysłała do niej list z zaproszeniem na obchody Dni Ukrainy (28 – 29 sierpnia). Odpowiedź przeszła najśmielsze oczekiwania kaliszanki: „ Droga Pani Janino! Jestem teściem Zoriekławy [imię deputowanej], która obecnie przebywa w Kijowie. Pozwoliłem sobie jednak na ten list odpisać… Nazywam się Zabaryłło. Urodziłem się w 1930 r. w Kaliszu. Mieszkałem przy ul. Babina. Z dziewczynkami Deschko i Gamilko chodziłem do ukraińskiej szkoły w Stanicy na Obozowej, a potem do gimnazjum A. Asnyka. W 1945 r. wywieźli nas do Lwowa. Tam spotkałem Oksanę Danielewską, która też urodziła się w Kaliszu...”. 

Anna Frątczak

Reklama

Dzieci ukraińskiej Stanicy komentarze opinie

Dodajesz jako: |
Reklama

Ogłoszenia PREMIUM

Sprzedaż - Wynajem - Serwis

Zapewniamy profesjonalną obsługę serwisową i dostawę części zamiennych do wózków widłowych TOYOTA - BT Nasza oferta obejmuje przeglądy i naprawy..


Mieszkanie 2 pokojowe przy ul.

Mieszkanie 2 pokojowe 38 m2 po remoncie wynajmę dla osób niepalących. 1200zł+media+ czynsz


Reklama
 Reklama

25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nakłada na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies

Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez zyciekalisza.pl, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW.

Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono

Idea Contact sp. z o.o. z siedzibą w Kalisz 62-800, Spółdzielcza 6

Cele przetwarzania danych

1.marketing, w tym profilowanie i cele analityczne
2.świadczenie usług drogą elektroniczną
3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań
4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach
5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług (cele analityczne)


Podstawy prawne przetwarzania danych


1.marketing, w tym profilowanie oraz cele analityczne – zgoda
2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi
3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych


Odbiorcy danych

Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, agencje marketingowe oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa.

Prawa osoby, której dane dotyczą

Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą.

Informacje dodatkowe

Więcej o zasadach przetwarzania danych w "Polityce prywatności"