:-( Wygląda na to że masz Adblocka. Utrzymujemy się z reklam żeby móc dostarczyć Ci wiadomości z Twojego regionu za które nie musisz płacić, czy mógłbyś rozważyć jego wyłączenie?
Zagranica oczyma naszych emigrantów, Horror kupowania kredyt - zdjęcie, fotografia
Portal zyciekalisza.pl 31/01/2019 00:00

Obecny kryzys ekonomiczny w Stanach Zjednoczonych pochłonął i dalej chłonie wiele ofiar. Nikt mi jednak nie uwierzy, gdy powiem, że jedną z tych ofiar jest ściana w moim pokoju, tuż za kanapą – moim ulubionym miejscem na lekturę… A jednak to prawda. Ściana ma dużo rys i zadrapań od gazet i magazynów, które się o nią odbijają, rzucane przeze mnie w przypływie niesmaku pod wpływem przeczytanej kolejnej ociekającej łzami historii o ludziach, którzy właśnie zrozumieli, że dłużej już nie będzie ich stać na spłacanie milionowej pożyczki za hacjendę o powierzchni 800 mkw. albo że nie będą sobie mogli sprawić krytego basenu o olimpijskich rozmiarach, albo że – o zgrozo!!! – będą musieli się pozbyć pseudomilitarnych gigantycznych pojazdów o nazwie Hummer, które właśnie nabyli – czerwony dla niej, czarny dla niego. Horror-     -show wydawania więcej niż się zarabia trwa. Amerykanie, najgrubsze społeczeństwo świata, są także największymi zjadaczami dóbr materialnych i pożyczają coraz więcej, aby zaspokoić swoje rosnące apetyty. Pozwalają na to karty kredytowe.

„Kredyt” – magiczne słowo w dzisiejszych czasach. Każdy z nas tu, w Ameryce, ma swój rejestr długów pod nazwą „historia kredytowa”. Dobrze jest, gdy ma się dużo długów, które oczywiście spłaca się terminowo; wtedy wszyscy kredytodawcy wierzą, że jesteśmy godni zaufania. Słowo „kredyt”, jak na ironię, pochodzi od łacińskiego słowa „credo”, czyli „wierzę”, a wiara to zaufanie, a zaufanie to niezbędny komponent w pożyczaniu pieniędzy. Wspomniana wyżej historia kredytowa to punktacja od 300 do 850 punktów. Oczywiście osoba z punktacją 300 nie dostanie nic na kredyt, ale dla osoby „wycenionej” na 850 punktów zadłużenie się nie ma limitów. A że na ogół jesteśmy słabi, próżni i pomimo uczęszczania do szkoły nie umiemy liczyć, stajemy się posiadaczami     jednej, za chwilę drugiej i trzeciej karty kredytowej. Średnio jedna osoba w USA ma ich osiem, ale to tylko średnia, która nie oddaje prawdy. Bo jeżeli ja mam tylko trzy karty, to ktoś inny ma ich być może trzynaście. Co miesiąc karta przysyła nam rachunek i mamy do wyboru trzy warianty płatności, a więc możemy zapłacić całe zadłużenie, możemy zapłacić mniej niż całe zadłużenie, ale nie mniej niż tzw. minimum payment (czyli minimalna opłata) albo płacimy tylko tę minimalną opłatę, którą wyliczyła karta kredytowa. Biada tym (a jest ich większość), którzy wybiorą ten ostatni wariant, bo przykładowo spłacenie kwoty 4,500 dolarów zabierze im 44 lata. Sama czytałam gdzieś niebaczną wypowiedź jakiegoś korporacyjnego dyrektora jednej z MasterCard, że „najlepszy klient to taki, który ma apetyt na pożyczanie i miesięcznie płaci tylko minimalną spłatę”.
Zdawałoby się, że Amerykanie, którzy są przyzwyczajeni do życia z długami winni umieć się w tym bałaganie poruszać, ale no way, Jose („nic z tego, Józek”, jak się tu mówi na beznadziejne sytuacje). Magia plastikowych pieniędzy powoduje, że na każdego zarobionego dolara Amerykanie wydają dolara i 22 centy. Każdy człowiek (łącznie z niemowlętami i dziećmi) ma średnio 8,5 tys. dolarów zadłużenia na kartach kredytowych (czyli nie starczy im życia na uregulowanie długu przy płaceniu tylko wymaganego minimum),  całość zadłużenia na wszystkich 641 mln kart kredytowych, które są w obiegu wynosi 4,7 mld dolarów. Pojawiają się różne hasła wymyślone przez speców od reklamy, które mają na celu nie tylko uśpienie być może budzącej się czujności niektórych nieszczęśników tonących w morzu długów, ale wręcz wzbudzające poczucie patriotycznej dumy z powodu posiadania zadłużonej karty kredytowej. Oto niektóre z nich: „Posiadanie długów to amerykański styl życia, taki jak hot dog i Big Mac”, inny kwiatek to: „Moje życie to moja karta” albo „Niech żyją marzenia!”. Ale moja nieszczęsna ściana najbardziej obrywa, gdy włączam telewizor i słyszę, że „nie wszystko można kupić za pieniądze, ale na to, co można kupić, jest Master Card”, a gdy jeszcze raz zobaczę lub usłyszę, że „miłości nie można kupić za pieniądze, ale… karta kredytowa może ci wskazać drogę”, to chyba dostanę apopleksji i stanę się jeszcze jedną ofiarą kryzysu ekonomicznego.

Siedzę więc tak sobie i czytam, piszę, rzucam papierami o ścianę i staram się zobaczyć jakieś plusy z tytułu posiadania karty kredytowej i w kontekście tego, co dzieje się dookoła, moje szare komórki nic pozytywnego dostrzec nie mogą. Niewątpliwie płacenie „plastikiem” pozwala na posiadanie telewizora, ale przecież my nie zadowalamy się już jednym telewizorem; wmówiono nam, że musimy go też mieć w kuchni, sypialni i w łazience. Niewątpliwie karta załatwi sprawę nabycia najnowszej sub-zero (lodówki o rozmiarach trzydrzwiowej szafy), ale co powiedzą znajomi, jeżeli nie kupimy do tego skoordynowanej w tonie chłodziarki do przechowywania win? Z drobniejszych zakupów – trzykołowe pojazdy terenowe dla naszych milusińskich, że nie wspomnę o coraz to nowych wersjach  urządzeń do gier elektronicznych Nintendo, Xbox, PlayStation, które wraz z oprogramowaniem kosztują setki, a może tysiące dolarów, ale czegóż się nie robi z miłości (???) do dzieci. Skończyła nam się gotówka? Nic to! – jak mawiał Zagłoba; mamy przecież kolejną MasterCard. Banki wciskają nam te karty siłą do portmonetki. W jednym tygodniu przychodzi w poczcie 4-5 informacji, że  (wcale o to nie prosząc) zostaliśmy zaakceptowani przez system, by mieć kolejną kartę, wystarczy tylko wejść na Internet lub wypełnić i wysłać załączony formularz, i już jesteśmy szczęśliwymi posiadaczami następnego plastiku. Zwykle zanim wyhamujemy, jest już za późno, lawina toczy się siłą rozpędu, karty zaczynamy spłacać kartami, bo wydatki przekroczyły zarobki, a więc gromadzimy coraz więcej kart i tak zaczyna się horror-show. Nagle zaczynamy przyglądać się zestawieniom, które otrzymujemy co miesiąc i włos się nam jeży na głowie. Zamiast początkowego oprocentowania 10,2 proc. widzimy 44 proc., widzimy kary za spóźnienia i przekroczenia limitu (40 dolarów każda) i widzimy też, że nasza minimalna opłata wzrosła z 65 dolarów do 216 dolarów miesięcznie.  Karty kredytowe siedziały sobie cichutko jeszcze około 25 lat temu, kiedy zniesione zostało ograniczenie oprocentowania długu, no i zaczęło się hulaj, dusza – piekła nie ma! Obecnie banki, przyznając karty kredytowe, mogą stosować wszystkie – poniżej pasa i po prostu nie moralne – praktyki bezkarnie.

Ale oczywiście długi to nie tylko karty kredytowe. Poświęciłam im tyle czasu tylko dlatego, że uważam, że frywolne kupowanie, które karty kredytowe ułatwiają, doprowadza nie tylko to ruiny ekonomicznej, ale także do degradacji moralnej i socjalnej człowieka. Długi to również pożyczki na zakup nieruchomości, na zakup samochodu, na edukację i na milion innych rzeczy. Nie będę się długo rozwodzić nad pożyczkami pod nieruchomości. Wiem, że w Polsce są one szeroko stosowane. Chciałabym tylko wspomnieć o jednej, bardzo ciekawej formie takiej pożyczki, tzw. reverse mortgage, czyli odwróconej pożyczce. Polega ona na tym, że miesięczna rata długu jest odejmowana z rynkowej wartości domu, ale tylko na papierze. Wszystko jest dobrze aż do momentu, gdy zachce nam się ten dom sprzedać. Może się wtedy okazać, że jest on wart tylko połowę tego, co oczekiwaliśmy lub – co gorsza – że wartość naszego domu to jedno wielkie zero. Chyba najbardziej niemoralną, wręcz kryminalną formą wykorzystywania głupoty ludzkiej jest udzielanie pożyczki na tytuł własności samochodu (car title loans) lub na podstawie tygodniowych zarobków (paycheck loans). Są to kilkudniowe pożyczki rzędu kilkuset dolarów,  oprocentowane od 360 do 780 proc. Tego typu lichwa odbywa się w blasku pełnego błogosławieństwa ze strony rządu i nawet wiem dlaczego instytucje rządowe przymykają oko na to bezprawie. Siła zdyscyplinowania społeczeństwa poprzez długi jest przecież niezaprzeczalna. Dlatego o g. 5 rano miliony samochodów pędzą po autostradzie, wioząc do roboty półśpiących jeszcze ludzi. Dlatego kilkadziesiąt z tych półśpiących nie dojedzie do pracy, bo zginie w wypadku. Według niedawnego systemu, który regulował funkcjonowanie państw demoludów, każdy obywatel podlegał obowiązkowi pracy. Pytam: po co? Po co zmuszać człowieka do pracy? Powoduje to bunt i narzekania, że niewola, że ubezwłasnowolnienie itp. Wystarczy człowieka zadłużyć i sam z własnej woli w podskokach pobiegnie do pracy, a do tego można mu jeszcze przed oczami pomachać sloganem z napisem: „Wolność”.

Tak więc moi mili czytelnicy, szczególnie ci młodzi, pożyczanie nie jest takie cacy-cacy i trzeba żelaznej samodyscypliny, aby nie dać się otumanić żądzą gromadzenia dóbr materialnych w ilościach nieadekwatnych do naszych potrzeb czy możliwości. Horror-show życia na kredyt jest w Polsce dopiero w powijakach, jest więc jeszcze czas na wyciągnięcie wniosków z doświadczeń innych ludzi. Chociaż być może moje przestrogi mijają się z celem; przecież według Nostradamusa w roku 2028 wszystkie długi na całym świecie zostaną anulowane.

Eleonora Serwanski

Reklama

Horror-show kupowania na kredyt komentarze opinie

Dodajesz jako: |
Reklama

Ogłoszenia PREMIUM

Chcesz coś sprzedać lub kupić, oferujesz usługi, szukasz pracownika lub pracy?

Dodaj swoje drobne ogłoszenie w naszym serwisie. Zapraszamy!

Dodaj ogłoszenie
Reklama
 Reklama

25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nakłada na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies

Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez zyciekalisza.pl, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW.

Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono

Idea Contact sp. z o.o. z siedzibą w Kalisz 62-800, Spółdzielcza 6

Cele przetwarzania danych

1.marketing, w tym profilowanie i cele analityczne
2.świadczenie usług drogą elektroniczną
3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań
4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach
5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług (cele analityczne)


Podstawy prawne przetwarzania danych


1.marketing, w tym profilowanie oraz cele analityczne – zgoda
2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi
3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych


Odbiorcy danych

Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, agencje marketingowe oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa.

Prawa osoby, której dane dotyczą

Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą.

Informacje dodatkowe

Więcej o zasadach przetwarzania danych w "Polityce prywatności"