:-( Wygląda na to że masz Adblocka. Utrzymujemy się z reklam żeby móc dostarczyć Ci wiadomości z Twojego regionu za które nie musisz płacić, czy mógłbyś rozważyć jego wyłączenie?
Historia, Imię galerii - zdjęcie, fotografia
Portal zyciekalisza.pl 31/01/2019 00:00

Oto jeden z przyczynków do dziejów kulturalnego miasta nad Prosną. Jeden z tych istotnych drobiazgów, które ubarwiają świat wokół, choć można bez nich żyć. Historia miejskiej galerii BWA, która od ub. piątku nosi imię Jana Tarasina

Czym były w peerelu Biura
    Wystaw Artystycznych dzisiaj trzeba tłumaczyć tylko ludziom bardzo młodym. Dla porządku przypomnijmy jedynie, że pod tym szyldem kryła się kolejna instytucja państwowa z centralą działającą w Warszawie, kolejna, która bez partyjnego przyzwolenia istnieć nie mogła. Ale też nikt nie zaprzeczy, że galerie BWA działały trochę jak okno – kontrolowanego – ale jednak otwarcia. Publiczności dawały namiastkę „obcowania ze sztuką”, także spoza granic kraju, artystom „przepustki” do funkcjonowania w oficjalnej przestrzeni wystawienniczej. Podobne przybytki obowiązkowo otwierano w każdym mieście wojewódzkim. Dlatego po 1974 r. przyszedł czas na Kalisz. 

Wernisaż na lunch
Zaskoczeniem może być metryka. Galeria, której powstanie najsłuszniej kojarzymy z latami 80., była dzieckiem kaliskiego Biura powołanego już w czerwcu 1977 r. Przez dziesięć lat miejscowe BWA funkcjonowało bez salonu i konkretnej siedziby, nie licząc biurka swojego szefa Krzysztofa Jeżyka, postawionego kątem w redakcji ówczesnej „Gazety Poznańskiej” przy ul. Kazimierzowskiej. Były to czasy, kiedy na dziesięciolecie można było się chwalić zorganizowaniem „450 wystaw ogółem, w tym 307 oryginalnych i 43 z reprodukcji oraz 1041 ekspozycji”. Miało je obejrzeć – niewiarygodne! – niemal milion osób. Byliśmy województwem, co oznacza, że znajdowały się środki finansowe i polityczne (ukryte pod nazwą Rządowy Plan Wymiany Kulturalnej z Zagranicą), żeby pokazywać wystawy także spoza granic kraju. Grafika fińska, twórczość kobiet meksykańskich, malarstwo holenderskie, malarstwo Indonezji, grafiki wenezuelskie - dar Republiki Wenezuelskiej dla PRL z okazji 200 rocznicy urodzin Simona Bolivara [zaanektowany przez państwową propagandę dziewiętnastowieczny bohater walk o wyzwolenia Ameryki Południowej spod władzy Hiszpanów] – tym się wówczas chwalono. Fakty, które uczą, że historia nie jest po to, żeby z niej cokolwiek usuwać. Na wystawach goszczono ambasadorów, konsulów i innych wysokich urzędników. Wojciech Jerzy Krenz, reporter miasta z tamtych lat, mówi wprost, ale też z właściwym dla siebie ironicznym dystansem: „Otwarcia były dla bonzów”. Pytamy: „Podobno wernisaże najczęściej zaczynały się o g. 14?”. – „A… tak, tak, w godzinach pracy, żeby nie zabierać czasu wolnego”… Można się śmiać albo płakać, ale właśnie takie drobne obserwacje najmocniej oddają klimat epoki. 

„Piątka w dziesiątkę”
Naszą galerię otwarto w 1986 r. – jak wszystko, czym chwaliła się wtedy władza – 23 stycznia, tj. w rocznicę wkroczenia Armii Czerwonej do miasta. Pierwsza siedziba zaczęła działać w pomieszczeniach u zbiegu ówczesnej ul. Rapackiego (Mariańskiej) i pl. św. Józefa. Co mocno podkreślano, placówka została oddana po rekordowo szybkim remoncie trwającym zaledwie (!) siedem miesięcy. Tym bardzo młodym osobom znowu trzeba podpowiedzieć, że większość peerelowskich inwestycji ciągnęła się latami, a nawet dziesięcioleciami, czego pomnikiem jest inne kaliskie przedsięwzięcie – szpital (okrąglak) przy ul.  Poznańskiej. W czasie remontu parteru przedwojennej kamienicy, mocno wewnątrz przebudowanej, odkryto kolumny (wtórnie zamurowane). Elementy starej architektury wymusiły modyfikację pierwotnej koncepcji rozwiązania wnętrza. Jej projektantem został Zygmunt Baranek, pierwszy kierownik galerii. Wszyscy byli zgodni co do jednego: placówka mieściła się w dobrym, ruchliwym punkcie miasta, takim, które trudno ominąć. Na magazyny przeznaczono pomieszczenia przy pl. 1 Maja (Nowy Rynek); potem w tym miejscu działała duża wypożyczalnia kaset video.    
Czy miasto żyło otwarciem galerii? Na pewno starano się sprawić takie wrażenie. Jubileuszowe wydawnictwo wydane pod nazwą „Piątka w dziesiątkę” dla badaczy przeszłości pozostanie materiałem bezcennym. Choć dzisiejszego widza publikacja może szokować swoją zgrzebnością – fatalną jakość reprodukcji fotograficznych starano się nadrobić oprawą graficzną – świetnie oddaje atmosferę sztucznie podtrzymywanej fiesty przed nieuchronnym końcem systemu. Skromne prasowe noty skłaniałyby raczej do konkluzji, że galeria była po prostu nowością, prezentem tyle ciekawym, co niebezpiecznym, bo podarowanym przez władze. Kilka osób zapytanych o tamten czas niewiele potrafi lub chce powiedzieć. Wszyscy natomiast pamiętają, że na inaugurację zaproponowano plakat Tadeusza Trepkowskiego, genialnego samouka, autora należącego do elitarnego grona twórców polskiej szkoły plakatu, ale przez opinię społeczną jednoznacznie wiązanego z socrealizmem. I to się nie podobało, co można wyczytać między wierszami ówczesnych gazetowych komentarzy.
Galeria oczywiście nie zrodziła się na pustyni. Wcześniej funkcjonowały w mieście salony sygnowane przez lokalny tygodnik, działało muzeum, ale jedynie nowo powołana placówka miała wpisane w statut organizowanie i popularyzowanie wystaw sztuki współczesnej, w tym artystów związanych z miastem nad Prosną.  

Franciszek przez „Y”
A może należałoby zacząć zupełnie inaczej? Druga strona tego samego medalu jest przecież inna. Najpierw wojewódzka, a od 1993 r. już prawie miejska galeria (początkowo placówka została objęta programem pilotażowym, tj. próbnym, przed kolejnymi zmianami na administracyjnej mapie kraju) służyła artystom i widzom. Przewinęły się przez nią tysiące widzów; była miejscem, od którego w powszechnej opinii oczekiwano awangardowej sztuki, propozycji oddającej puls codzienności i spotkań z najbardziej kapryśnymi muzami, w końcu – ucieczki od szarości za oknem. Do historii przeszła wystawa Franciszka Starowieyskiego, wprawdzie w Ostrowie Wielkopolskim, ale organizowana pod kaliskim szyldem, bo na początku BWA prowadziło dwie galerie – nad Prosną i nad Ołobokiem (dzisiaj Powiatowa Galeria Sztuki w Ostrowie Wlkp.). Najpierw na afiszu – wskutek zwykłego błędu maszynowego – zapowiedziano FrYnciszka Starowieyskiego, a potem Franciszek, postać kultowa dla ówczesnej publiczności, przyjechał i rozpoczął swój słynny teatr rysowania. „Artysta na wernisażu namalował dwie duże prace – opowiadała Ewa Matecka, wówczas kierowniczka ostrowskiej galerii. – Tworzył cały dzień, do drugiej po północy. Podczas malowania drugiej pracy, około północy stwierdził nagle, że nie może sobie poradzić z ramieniem i udem narysowanej postaci. Blady strach padł na panie pozostające na wernisażu. Powiało sensacją. Po chwili jednak odważna modelka już pozowała mistrzowi i wszyscy odetchnęli z ulgą. Zmęczony Franciszek, a właściwie Franciszek Starowieyski był tak wspaniałomyślny, że wykonał jeszcze jeden rysunek w podarunku dla swojej zbawczyni”.  

Rozproszony obraz
Galeria miała być także generatorem lub przynajmniej koordynatorem spektakularnych wydarzeń. To w roku jej otwarcia odbyło się pierwsze i dotychczas jedyne Międzynarodowe Triennale Rysunku pod patronatem Tadeusza Kulisiewicza. Impreza przygotowywana głównie przez miejscowe muzeum i nie bez pomocy sił politycznych (jakie przedsięwzięcie ich nie potrzebuje?) świetnie przecież wpisywała się w program nowej instytucji kulturalnej. W jej pomieszczeniach przy pl. św. Józefa można było oglądać część prac nadesłanych na konkurs. Jeszcze chyba słabiej pamiętamy I Kaliski Salon Fotografii pn. „Przez świat idące wołanie” (tysiące nadesłanych prac z całego świata i Grand Prix dla Andrzeja Biegowskiego). Historią w historii są plenery, często w międzynarodowej obsadzie. Na nich bywał prof. Jan Tarasin, kaliszanin z urodzenia. Dzięki letnim spotkaniom artystów placówka podtrzymywała środowiskowe kontakty (rzecz arcyważna) i budowała własną kolekcję nie tylko polskiej sztuki współczesnej (w zamian za pobyt artyści zostawiali prace), dzisiaj niestety rozproszoną. Plenery też zawieszono kilka lat temu.
Po ustrojowej transformacji los galerii ważył się dwa-trzy lata. Wtedy dużą część zbioru BWA przekazano do muzeum, część trafiła do różnych instytucji w regionie. Czy szkoda tamtej kolekcji? Szkoda, przy założeniu, że dzisiaj wiedzielibyśmy, co począć z tym dziedzictwem, w jaki sposób z niego korzystać oprócz zalegania w magazynach.
Co zostało w pamięci zwykłego widza? Przepytana przez nas garstka osób przypomina sobie głównie wystawy „niestandardowe”, odważnie wchodzące w galeryjną przestrzeń, jak „Zwycięskie sztandary”, tj. repliki starych sztandarów polskich, czy parateatralne działania Adama Fołtarza i już z ostatnich lat wernisaż-happening „Łodzi Kaliskiej”. Zawsze można liczyć na „magię” znanych nazwisk, jak Beksiński, Horowitz, Hasior, których prace pokazywano w BWA. Wrażenie pozostawiły kolejne odsłony pokonkursowych wystaw dziecięcych, początkowo organizowanych pod nazwą „Pokój – dziecko – kwiaty” (dzisiaj „Świat dziecka i kwiaty”), a to poprzez nową wówczas formę łączenia prac plastycznych z bukietami świeżych kwiatów. 

Teraz my
Od 1992 r. galeria funkcjonuje w obecnym miejscu, przy pl. św. Józefa 5. Choć adres zmienił się niewiele, to ciągle słychać głosy, że dawna lokalizacja była lepsza, bardziej zachęcająca do wejścia. Chyba jednak nie w tym rzecz. Zawsze najmocniej będzie się liczyła aktualność i jakość pokazywanych wystaw oraz… preferencje widzów. Rozgrywka w stutysięcznym mieście arcytrudna i arcyważna, bo czy można sobie wyobrazić współczesne szanujące się miasto bez własnej galerii? „Sztuki plastyczne to nie tylko malarstwo czy grafika, to także inne media: video, działania plastyczne, parateatralne i inne „niekonwencjonalne” prezentacje „obrazu” (…) galeria to nie świątynia, ze świątyni już blisko do grobowca” – mówił w 1986 r. Marek Rozpara, wtedy koordynator planów wystawienniczych BWA, dzisiaj dyrektor galerii. Słowa ciągle aktualne.

Anna Tabaka, Maciej Błachowicz

 

Reklama

Imię galerii komentarze opinie

Dodajesz jako: |
Reklama

Ogłoszenia PREMIUM

Mieszkanie 2 pokojowe przy ul.

Mieszkanie 2 pokojowe 38 m2 po remoncie wynajmę dla osób niepalących. 1200zł+media+ czynsz


Reklama
 Reklama

25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nakłada na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies

Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez zyciekalisza.pl, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW.

Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono

Idea Contact sp. z o.o. z siedzibą w Kalisz 62-800, Spółdzielcza 6

Cele przetwarzania danych

1.marketing, w tym profilowanie i cele analityczne
2.świadczenie usług drogą elektroniczną
3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań
4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach
5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług (cele analityczne)


Podstawy prawne przetwarzania danych


1.marketing, w tym profilowanie oraz cele analityczne – zgoda
2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi
3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych


Odbiorcy danych

Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, agencje marketingowe oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa.

Prawa osoby, której dane dotyczą

Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą.

Informacje dodatkowe

Więcej o zasadach przetwarzania danych w "Polityce prywatności"