:-( Wygląda na to że masz Adblocka. Utrzymujemy się z reklam żeby móc dostarczyć Ci wiadomości z Twojego regionu za które nie musisz płacić, czy mógłbyś rozważyć jego wyłączenie?
Historia, Kaliskie dzieci wojny - zdjęcie, fotografia
Portal zyciekalisza.pl 31/01/2019 00:00

„Losy dzieci polskich w latach okupacji niemieckiej i sowieckiej” były tematem sympozjum zorganizowanego 3 marca przez Klub Historyczny im. gen. Stefana Roweckiego „Grota” w Kaliszu. Wybór miejsca spotkania był nieprzypadkowy: Liceum Ogólnokształcące Sióstr Nazaretanek przy Rogatce. W czasie wojny mieścił się tam obóz germanizacyjny dla polskich dzieci

Do obozu często trafiały sieroty lub dzieci samotnych matek, choć nie było to regułą obowiązującą bezwzględnie. Rekrutowały się z terenu całej Wielkopolski. Wcześniej stawały przed komisją kwalifikacyjną SS, oceniającą ich cechy antropologiczne i intelektualne. Chodziło o określenie przyszłej przydatności społecznej małego Polaka w oparciu o rasistowskie kryteria, takie jak wielkość i kształt czaszki, nosa czy uszu, ogólna budowa ciała, kolor włosów i oczu. Preferowane były oczywiście cechy rasy germańskiej.
Dzieci były odbierane ich rodzicom i opiekunom. Zabierano je do Kalisza bez jakichkolwiek gwarancji co do ich przyszłych losów. Na ścianach klasztornych sal przy Rogatce wisiały portrety Hitlera, Goeringa, Goebbelsa i innych dostojników III Rzeszy. Jak wspominają „pensjonariusze”, postaci te traktowano z wielką atencją, a niemiecki personel Gaukinderheim wręcz wmawiał małym Polakom, że Hitler jest ich duchowym ojcem. Jednak wśród pracowników i opiekunów były też osoby narodowości polskiej, które w rozmowach z dziećmi, gdy w pobliżu nie było Niemców, mówiły po polsku. Przekazywały wiadomości spoza obozu, pomagały wysyłać listy do rodzin itp. Izolacja nie była więc całkowita. Mało tego: obóz w Kaliszu był pod obserwacją polskiego ruchu oporu.
Nie zmieniało to jednak faktu, że sytuacja małych więźniów była nie do pozazdroszczenia. Traktowano ich zresztą jak potencjalnych kryminalistów i w podobny sposób fotografowano – en face i z profilu, z przyczepioną tabliczką, na której widniał numer ewidencyjny. W Gaukinderheim przebywało ok. pół setki dzieci, niekiedy nieco więcej. Często byli to kilkuletni malcy. Jak wspominają, dzień zaczynał się od kąpieli w zimnej wodzie. Dieta była uboga i mało urozmaicona, jednak nikt nie głodował. Sporo uwagi poświęcano rozwojowi fizycznemu – gimnastyce i grom zespołowym. Od najwcześniejszych lat dzieci były wdrażane do pracy – w kuchni, pralni lub stołówce. Uczyły się kaligrafować. Musiały też wkuwać na pamięć niemieckojęzyczne wiersze i piosenki. Często były karane i to nieraz brutalnie. Na porządku dziennym była kara chłosty, np. za mówienie po polsku. Do bicia „winowajców” nieraz zmuszano inne polskie dzieci. Jedną z nielicznych atrakcji były spacery do parku, oczywiście pod czujnym nadzorem niemieckich opiekunek. Poczynając od końca lata 1944 r. obóz stopniowo likwidowano. Część dzieci wróciła do domów, jednak duża grupa trafiła do nowych niemieckich rodziców i wraz z nimi wyjechała do Rzeszy. Niewykluczone, że niektórzy z wychowanków kaliskiego Gaukinderheim żyją do tej pory, bez wiedzy o swym pochodzeniu i wojennej przeszłości. W ich przypadku germanizatorzy dopięli swego, bardziej jednak ze względu na okoliczności zewnętrzne niż własne wysiłki. Te ostatnie bowiem napotykały duży opór, nawet u kilkuletnich malców. Jednym z nich był Alojzy Twardecki, dziecko o wyraźnych cechach nordyckich, co z punktu widzenia hitlerowców musiało być bardzo obiecujące. Jednak – mimo wywiezienia go do Niemiec – mały Alojzy nie uległ germanizacji, a już jako człowiek dorosły, w Polsce, napisał książkę o swoich obozowych i wojennych przeżyciach – „Szkoła janczarów”. Inni mieli mniej szczęścia. W Kaliskim obozie zdarzył się przynajmniej jeden przypadek zamordowania małego chłopca, który odmówił poddania się germanizacji.
Jedną z grup ludności polskiej szczególnie narażonych na odebranie im dzieci i umieszczenie ich w obozie germanizacyjnym były rodziny wojskowych. Tak działo się np. w Poznaniu. – Miałem wtedy 3 lata. W całym Poznaniu „ginęły” wtedy dzieci z takich właśnie rodzin. Ja też musiałem stanąć przed niemiecką komisją i dostałem jakiś dokument, z którego wynikało, że się nadaję i że mają mnie odebrać rodzicom. Przy tym wszystkim miałem jednak trochę szczęścia. Niemiecki pracodawca mojego ojca musiał go trochę lubić. Jednocześnie był wysoko postawiony w strukturach partyjnych NSDAP. Gdy się o wszystkim dowiedział, kazał ojcu zwrócić ten papier i nigdzie się ze mną nie zgłaszać. Tak też się stało. Gdyby nie to, dziś byłbym może jakimś Hansem, choć na pewno nie Klossem…
Rzecz jasna do Gaukinderheim trafiła tylko niewielka część tych dzieci z Kaliskiego, które w czasie wojny zmuszone zostały do opuszczenia swych rodzinnych domów. – W zimną październikową noc 1940 r. wtargnęło do nas gestapo – wspominał 3 marca jeden z uczestników sympozjum, urodzony w powiecie jarocińskim. – Było nas kilkoro dzieci. Ja byłem wtedy malutki. Matka zdążyła owinąć mnie w prześcieradło. Nie było czasu, by wszystkich ubrać. Wszyscy zostaliśmy przewiezieni do pracy w gospodarstwie u Niemca. W 1944 r., gdy zbliżał się front, gestapo zabrało nas stamtąd do obozu w Żabikowie. Jechaliśmy tam bydlęcymi wagonami. Często słyszeliśmy krzyki bitych ludzi. Mojego ojca bito do nieprzytomności. Potem znów były bydlęce wagony. Mówiono, że tym razem wiozą nas do Oświęcimia, ale pociągiem trafiliśmy do obozu w Jeleniej Górze. Ojciec miał rany cięte po torturach. Przeprowadzano na nim eksperymenty medyczne. W Jeleniej Górze jakieś Niemki z litości rzucały nam przez płot cebulę i ziemniaki. Byliśmy tak głodni, że nawet to nam smakowało. Dzieci wykorzystywano do prac porządkowych i kuchennych. Rodzice musieli pracować w fabryce zbrojeniowej. Gdy przeszedł front, rodzice postanowili wracać do domu. Pieszo, bo nie było innej możliwości. Pamiętam, jak po drodze mijaliśmy niemieckie domy. Wszystkie były opuszczone. Niemcy uciekli przed Rosjanami. Opustoszałe były całe miasta. Pamiętam też ogromną ilość trupów w rowach. Na dworcu w Kowalewie czekało już na nas PCK z gorącą zupą. Tuż po powrocie moja siostra Aniela, która miała wtedy 11 lat, ważyła 13 kg. Wszyscy chorowaliśmy jeszcze długi czas po wojnie…

Robert Kordes

Reklama

Kaliskie dzieci wojny komentarze opinie

Dodajesz jako: |
Reklama

Ogłoszenia PREMIUM

Sprzedaż - Wynajem - Serwis

Zapewniamy profesjonalną obsługę serwisową i dostawę części zamiennych do wózków widłowych TOYOTA - BT Nasza oferta obejmuje przeglądy i naprawy..


Mieszkanie 2 pokojowe przy ul.

Mieszkanie 2 pokojowe 38 m2 po remoncie wynajmę dla osób niepalących. 1200zł+media+ czynsz


Reklama
 Reklama

25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nakłada na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies

Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez zyciekalisza.pl, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW.

Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono

Idea Contact sp. z o.o. z siedzibą w Kalisz 62-800, Spółdzielcza 6

Cele przetwarzania danych

1.marketing, w tym profilowanie i cele analityczne
2.świadczenie usług drogą elektroniczną
3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań
4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach
5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług (cele analityczne)


Podstawy prawne przetwarzania danych


1.marketing, w tym profilowanie oraz cele analityczne – zgoda
2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi
3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych


Odbiorcy danych

Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, agencje marketingowe oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa.

Prawa osoby, której dane dotyczą

Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą.

Informacje dodatkowe

Więcej o zasadach przetwarzania danych w "Polityce prywatności"