:-( Wygląda na to że masz Adblocka. Utrzymujemy się z reklam żeby móc dostarczyć Ci wiadomości z Twojego regionu za które nie musisz płacić, czy mógłbyś rozważyć jego wyłączenie?
Atrakcje i Ciekawostki, Kaliszanka szpitalu Saharze - zdjęcie, fotografia
Portal zyciekalisza.pl 31/01/2019 00:00

Kiedy była małą dziewczynką, powtarzała, że chce być pielęgniarką.  W szkole rozczytywała się w książkach podróżniczych, szczególnie w tych, których akcja rozgrywała się na kontynencie afrykańskim. Marzyła, aby choć raz w życiu się tam znaleźć i postawić stopę na piaskach Sahary. Marzenia się spełniły. Izabela Jaszczak, rodowita kaliszanka, już trzykrotnie przebywała w Algierii. Jako pracownica Dolnośląskiego Centrum Chorób Serca we Wrocławiu wraz z pozostałymi członkami zespołu operacyjnego w szpitalu w Ghardai przeprowadza operacje na sercu

Nie było problemów ze speł
    nieniem marzenia dotyczącego nauki zawodu. Po ukończeniu szkoły podstawowej dostała się do ówczesnego Liceum Medycznego w Kaliszu i tam też zdała maturę. Sytuacja rodzinna spowodowała, że jeszcze w tym samym roku wyjechała do Wrocławia, gdzie podjęła pracę w szpitalu. Kolejne lata to czas zdobywania doświadczenia zawodowego i specjalistycznych uprawnień. Izabela nie zapomniała o rozszerzaniu  wiedzy ogólnej. Ku zaskoczeniu rodziny i znajomych, podjęła studia na Uniwersytecie Wrocławskim i od kilku lat może pochwalić się tytułem magistra filozofii. Ani przez chwilę nie myślała, by zmienić dotychczas wykonywaną pracę.  Przy apanażach pielęgniarki marzenia o dalekich podróżach wydawały się nierealne. A jednak. – Dwa lata temu nasza placówka podpisała umowę ze szpitalem w Ghardai w Algierii. Dla nas, pracowników, oznaczało to, że przez kolejne kilka lat  będziemy oddelegowywani do pracy w Afryce. Tak też się stało. Kiedy dowiedziałam się o wyjeździe, była to dla mnie nieopisana radość, ale i obawa.  Z jednej strony Algieria to kraj niesamowitych krajobrazów, jak Atlasu Tellskiego, Saharyjskiego, Sahary, oaz, wśród których  leżą ufortyfikowane osady; to bogata historia zamieszkujących tam ludów,  ich kultura i zwyczaje.  Z drugiej strony Algieria to kraj siedem razy większy od Polski,  o którym przez lata media informowały monotematycznie – kraj,  w którym skrajna ideologia i fanatyzm tłumią radość życia i dziesiątkują ludność. Niemal 200 tys. zabitych i 10 tys. zaginionych w latach 90. to koszmar codzienności. Mimo istniejących wątpliwości zwyciężyła ciekawość i chęć przeżycia – kto wie, czy nie największej wyprawy mojego życia, i to zarówno pod względem poznawczym, jak i zawodowym – mówi Izabela Jaszczak.

Początki wielkiej  przygody
 Ośmioosobowy zespół wrocławskich medyków po locie z przesiadką w Mediolanie dotarł wreszcie do Algieru. Po przelocie nad Morzem Śródziemnym w końcu ukazała im się Afryka. Wyglądała całkiem zwyczajnie. Północ Algierii to skupisko wielkich miast. Jak się okaże, lotnisko w Algierze, a także sama stolica, będą ostatnimi widokami zbliżonymi do europejskich. – Już od pierwszych chwil, kiedy nasze stopy dotknęły algierskiej ziemi, towarzyszyły nam służby odpowiedzialne za bezpieczeństwo. Tak będzie w stolicy i w czasie 600-kilometrowego przejazdu do Ghardai. Wbrew pozorom nie wywoływały obaw, a wręcz przeciwnie – zaczynaliśmy czuć się bezpiecznie. Może był to też efekt ich bardzo dużej uprzejmości – dodaje. Noc w Algierze spędzili w najlepszym hotelu. Nie mogło obyć się bez wycieczki, oczywiście w asyście ochroniarzy. To nie była jeszcze ta oczekiwana Afryka. Pomijając zabytki, czuli się prawie jak na południu Włoch. Nie rzucały im się w oczy cechy państwa muzułmańskiego. Np. kobiety siedzące w kawiarniach to widok, którego nie uświadczą na prowincji, a tym bardziej w rejonie Ghardai, kilkaset kilometrów na południe od stolicy. – W tamtym regionie niektóre z miast przypominają klasztory. Otaczają je mury od mniej rygorystycznej, rozrastającej się nowej części miasta. Pamiętam, jak wybraliśmy się na wycieczkę do Benisgen. Tam kobiety chodzą całkowicie zakryte. Jak określiliśmy, na świat patrzyły  tylko przez dziurkę. Kawiarnia to nie miejsce dla kobiet. Widziałam park, w którym mogą przebywać tylko mężczyźni. Nie ma mowy o sprzedaży alkoholu – wspomina Iza.

600 km do Ghardai
Z rana konwój trzech samochodów osobowych wyruszył do Ghardai. To było jazda, która niosła ze sobą wiele niespodzianek i niezapomnianych wrażeń. Zaskoczeniem była dobrej klasy droga. Jakość asfaltowej nawierzchni była zdecydowanie lepsza od tego, co u nas nazywa się drogą krajową. Co prawda znaki drogowe o ograniczeniu prędkości pojawiają się tam stosunkowo często, ale  nikt ich nie przestrzega. Wydaje się, że jazda 130 km na godzinę, to jest ta najczęściej praktykowana. Pracujący drogowcy, w trosce o swoje życie, oprócz ustawiania znaków ograniczających jazdę, przegradzają drogę dużych rozmiarów głazami, które przymuszają kierowców do wyhamowania. Natomiast w mijanych miasteczkach drogi najeżone są  dużą ilością progów zwalniających. Czas przejazdu wydłużały  liczne posterunki kontrolne. W terenie górzystym, przez który wiódł początkowy odcinek trasy, rozstawione były co kilka kilometrów. Zbliżając się do niego, należało zdecydowanie zwolnić. Jeżeli kontrolujący uznali, że jadący wyglądają niepodejrzanie, puszczali ich dalej. Po pokonaniu odcinka górskiego, aż po horyzont rozciągała się bezkresna brązowa, czasem z domieszką czerwieni, równina. Przez setki kilometrów droga wiodła przez płaski obszar kamiennej pustyni (hamada). Urozmaiceniem były wyszlifowane przez wiatr głazy, a także miasteczka. – Bardzo duże wrażenie zrobiły na nas wybudowane na pustyni mosty. Jechaliśmy w okresie suszy i stąd wyglądały one, jakby były niepotrzebne. Rozciągały się nad rzekami okresowymi, bo zdarza się, że na pustyni może popadać, i to bardzo mocno. Mogli się o tym przekonać mieszkańcy rejonu Ghardai jesienią ubiegłego roku.  Intensywnie padające deszcze  doprowadziły do powodzi, która pochłonęła 31 ofiar,  nie licząc strat materialnych. Na początku października rząd ogłosił w tym rejonie sytuację kryzysową – wspomina kaliszanka. 
Po kilometrach jazdy prostą drogą w pewnym momencie pojawił się ostry zakręt i podróżujący mogli po raz pierwszy zobaczyć Ghardaię – konglomerat kilku miast. – To było niesamowite uczucie. Kiedy samochody skręciły,  zaczęliśmy zjeżdżać w skalny wąwóz i ujrzeliśmy wzgórza wznoszące się w zapadlisku hamady. Ghardaia,  zwana przez wielu Królową Pustyni, jeszcze nie tak dawno była dla mnie tylko punktem na mapie – teraz miałam ją w zasięgu wzroku. Pierwsze wrażenia najlepiej oddała jedna z podróżniczek,  której relacje z wyprawy do Ghardai poznałam, przygotowując się do wyjazdu. „U naszych stóp błyskało, drgało, rozlewało się morze rozsypanych klejnotów. Światła Ghardai, Beni Isguen, Meliki i Bou-Noury wyglądały jak wnętrze sezamowej skrzyni z diamentami. To było zanurzenie w baśniową przeszłość i przyszłościową science-fiction równocześnie. To były odrealnione miasta rejonu M’ Zabu, miasta zarazem z bajek arabskich i baśni Lema” – wspomina Iza.

Hospital Oasis Ghardaia
Jednak na zwiedzanie przyjdzie pora. Zespół z Wrocławia przyjechał tutaj głównie do pracy. Hospital Oasis Ghardaia – tak brzmiała nazwa szpitala, w którym przyszło spędzić im pierwsze trzy miesiące. Zakwaterowani zostali w jednopiętrowych segmentach, położonych kilkaset metrów od szpitala. Każdy miał dla siebie pokój i łazienkę. Do ich dyspozycji były pokoje wypoczynkowe z TV. Piasek stał się ich nieodłącznym towarzyszem. Kiedy przychodziły piaszczyste burze, nie pomagały nawet maleńkie okienka. Piasek potrafił wcisnąć się do wnętrza budynków najmniejszą szparą. Ale do wszystkiego można się przyzwyczaić. 
Z okazji ich przyjazdu dyrektor szpitala przygotował wielkie przyjęcie. Daniem głównym były pieczone barany. Wówczas też mieli okazję po raz pierwszy spróbować podstawowego napoju – zielonej herbaty. Jej parzenie, nalewanie i picie to istny  ceremoniał. Herbata jest bardzo słodka. Zalewa się nią listek mięty. Sztuka nalewania polega na tym, aby trafić do małych szklaneczek z jak największej wysokości, by osiągnąć efekt aromatycznej pianki. Będąc w gościnie, należy wypić aż trzy herbaty. Jeżeli poprzestałoby się na jednej, oznaczałoby to, że herbata nie smakuje. Wypite tylko dwie – że nie odpowiada nam towarzystwo. – Kiedy zobaczyliśmy szpital oraz jego specjalistyczne wyposażenie, wręcz zaniemówiliśmy. Niejedna placówka w Polsce może o czymś takim tylko  pomarzyć. A tam, na skraju Sahary, szpital jakby z innej planety. Sala operacyjna wyposażona super.  W szpitalu znajdują  się oddziały ortopedii, okulistyki, chirurgii, chirurgii plastycznej oraz kardiochirurgii. Wręcz komfortowe warunki dla pacjentów – obszerne dwuosobowe sale, świetlice z telewizorami itp. Inaczej sobie to wszystko wyobrażałam, kiedy przed przyjazdem czytałam, że w Algierii jeden lekarz przypada na 1000 mieszkańców, a na jedno łóżko 513 osób – dodaje.
                                            
Dzień pracy
Polska ekipa musiała przestawić  swój dotychczasowy tygodniowy rytm pracy. A to dlatego, że w Algierii dniami wolnymi są czwartek i piątek.  – Dni robocze wyglądały bardzo podobnie. O godzinie 7 pobudka. Potem przejście do kafeterii, gdzie czekała na nas wspaniała kawa, a także herbata.  Śniadania były podobne do siebie i szykowane  na wzór francuski. W końcu Francuzi odcisnęli swoje piętno, dokonując inwazji na Algierię w 1830 r. i tak zasiedzieli się aż do drugiej połowy lat 50. XX w.  Słodki rogalik, jogurt, a dla łasuchów jeszcze napoleonka – to to,  czym z rana zaspokajaliśmy głód. Od 8.30 do obiadu przeprowadzaliśmy zabiegi operacyjne. Po kilku godzinach wytężonej pracy – obiad. A to dla nas, Europejczyków, a szczególnie smakoszy  kuchni wschodniej, odrębny temat – opowiada Iza. Nic dziwnego. W Algierii codzienne posiłki są jednodaniowe. Przy wysokiej cenie mięs danie główne najczęściej składa się z surówki, potrawek warzywnych, czasem urozmaiconych małymi porcjami mięsa oraz zboża we wszystkich postaciach. Koszyk z chlebem wypełniony jest po brzegi i zapewne pełni rolę wypełniacza żołądków. – Z myślą o nas dbano, aby jedzenie było zdecydowanie bogatsze. Najczęściej serwowano nam talerz z sałatą, pomidorem, ogórkiem, marchewką i tuńczykiem, a do tego bagietka. Na okrągło w jadłospisie pojawiały się frytki z kawałkami kurczaka. Trafiała się także ryba i baranina. Wśród zup dominowała fasolowa i z soczewicy. Jednak zdecydowany prym wiodły frytki. Za przysmak uchodziła bagietka nafaszerowana frytkami polanymi majonezem. Nie brakowało owoców. Deser i kawa kończyły nasz posiłek. Na kwatery docieraliśmy około godziny 17 i niewiele czasu pozostawało na zwiedzanie – wspomina kaliszanka.

Wędrówki po Ghardai
Jednak i te popołudniowe godziny warto było poświęcić na poznawczą włóczęgę po Ghardai. Centrum miasta to oczywiście rynek, na którym w sklepikach i w kramach wre handel. Jest to miejsce, gdzie można poznać zwyczaje  i zachowania jakże życzliwych mieszkańców. – Mieszanka francuskiego, angielskiego, a nawet polskiego pozwalała bez problemu dogadać się nie tylko na tematy handlowe.
Dokonywanie zakupów to odrębny temat. Nie ma mowy, aby się nie targować. Jest to wręcz ceremoniał i okazja do porozmawiania. Obowiązuje zasada, że jeśli zaproponujemy jakąś cenę i sprzedawca ją przyjmie, musimy zapłacić, w grę wchodzi przecież honor – dodaje. Od rynku uliczki pną się do meczetu, tworząc między domami prawdziwe tunele. – Ogromne wrażenie zrobił na nas wielki cmentarz, który zwiedzaliśmy w pobliskim Beni-Isguen. W części centralnej znajdują się grobowce ulepione z gliny i pomalowane białą farbą – to są groby „świętych”. Powtarzają one kształt tutejszych wieżyczek meczetów. Są to stożkowate bryły, zakończone jakby palcami wzniesionymi do nieba. Drugą część cmentarza, gdzie spoczywają zwykli śmiertelnicy, pokrywają małe mogiłki, zaznaczone dwoma kamieniami wetkniętymi w ziemię i wyznaczającymi kierunek Mekki. Niejednokrotnie na grobach leżą potłuczone naczynia, przyniesione i rozbite przez rodzinę w dniu pogrzebu – opowiada kaliszanka. Natomiast w El-Ateuf wrażenie robi duży meczet o obłych kształtach, jak większość tych lepionych z gliny budynków w rejonie M’Zabu. Wieczory przychodziło spędzać najczęściej w swoich domach. Nie ma tutaj typowych pubów, dyskotek, nie ma możliwości wyjścia na piwo. – Alkoholu się nie uświadczy, ale dziwnym trafem walających się butelek po wódce, a w szczególności puszek po alkoholu, nie brakuje. Po jakimś czasie także i my wiedzieliśmy, gdzie można zakupić ten szczególny napitek. Ale grzecznie spożywaliśmy go w swoich kwaterach – dodaje. Wpływy cywilizacji zachodniej  to nie tylko puszki po piwach.

Wyprawa na Saharę
– W dni wolne od pracy organizowano nam dłuższe wycieczki. W grupie oaz Ghardaia zlokalizowanych jest siedem zabytkowych miast, z których najstarsze liczą prawie tysiąc lat. Ich architektura jest tak specyficzna, że stała się symbolem algierskiej architektury w ogóle. W dolinie Mizab, tej bramie do pustyni, rozpościerają się ufortyfikowane osady w formie piramid, otoczone gajami palmowymi.  O tym, że jesteśmy w XXI wieku, przypominają zainstalowane nawet na biednie wyglądających domach anteny satelitarne. Zmorą  są tzw. latawce. Algierię ogarnęła mania plastikowych opakowań, a w szczególności foliowych  torebek. Nawet najdrobniejszą rzecz sprzedawca pakuje w przeogromną torbę. Jednak nikt nie dba o ich utylizację. Stąd też, kiedy powieje wiatr, niebo wypełniają niezliczone ilości latających toreb.
Nie obyło się też bez oczekiwanej wyprawy na Saharę.  Byliśmy również goszczeni w domach naszych algierskich kolegów. Jednak w pamięci pozostanie wyprawa na basen do oddalonej około 100 km Gerard. Nasz amigo gnał co najmniej 130 km/godzinę, trzymając kierownicę kolanami i śpiewając wariackie piosenki. Naprawdę warunki do szaleńczej jazdy są tu doskonałe. Jednak jako kierowcy tutejsi mieszkańcy nie są najlepsi. Stąd widok pourywanych lusterek, porysowanej karoserii i potrzaskanych reflektorów to normalka. Trudy jazdy wynagrodziła nam kąpiel w basenie. Nieważne, jaki był jego stan. Ważne, że sobie popływaliśmy, a podobno specjalnie dla nas wymieniono wodę.
 Nie był to koniec atrakcji. Po basenie wywieziono nas na piknik, ale jaki! Nad jeziorem, w środku pustyni, i to nie była fatamorgana – opowiada Iza.  Okazało się,  że rozległe zagłębienie wypełniła woda opadowa. Gliniaste dno i zmącona woda nie przeszkadzały  w kąpieli. – Na – jak określaliśmy – „latającym” dywanie używanym zamiast koca zjedliśmy, jak zwykle, bagietkę z serem i tuńczykiem, popiliśmy trochę „plastikiem” i w tym momencie czuliśmy się, jak prawdziwe lisy pustyni – śmieje się Iza.
Kiedy usłyszała, że pojedzie do Algierii, nie do końca wierzyła. Nie wiedziała też, że w krótkim czasie  odwiedzi Ghardaię jeszcze dwa razy, spędzając w niej kolejnych sześć miesięcy. I nie jest to jej ostatni pobyt w sercu Afryki.

Grzegorz Pilecki
 

Reklama

Kaliszanka w szpitalu na Saharze komentarze opinie

Dodajesz jako: |
Reklama

Ogłoszenia PREMIUM

Sprzedaż - Wynajem - Serwis

Zapewniamy profesjonalną obsługę serwisową i dostawę części zamiennych do wózków widłowych TOYOTA - BT Nasza oferta obejmuje przeglądy i naprawy..


Mieszkanie 2 pokojowe przy ul.

Mieszkanie 2 pokojowe 38 m2 po remoncie wynajmę dla osób niepalących. 1200zł+media+ czynsz


Kalendarz

Najbliższe imprezy
Reklama
 Reklama

25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nakłada na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies

Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez zyciekalisza.pl, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW.

Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono

Idea Contact sp. z o.o. z siedzibą w Kalisz 62-800, Spółdzielcza 6

Cele przetwarzania danych

1.marketing, w tym profilowanie i cele analityczne
2.świadczenie usług drogą elektroniczną
3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań
4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach
5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług (cele analityczne)


Podstawy prawne przetwarzania danych


1.marketing, w tym profilowanie oraz cele analityczne – zgoda
2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi
3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych


Odbiorcy danych

Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, agencje marketingowe oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa.

Prawa osoby, której dane dotyczą

Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą.

Informacje dodatkowe

Więcej o zasadach przetwarzania danych w "Polityce prywatności"