:-( Wygląda na to że masz Adblocka. Utrzymujemy się z reklam żeby móc dostarczyć Ci wiadomości z Twojego regionu za które nie musisz płacić, czy mógłbyś rozważyć jego wyłączenie?
Administracja , Lepper zrobił swoje - zdjęcie, fotografia
Portal zyciekalisza.pl 25/10/2007 14:07

Rozmowa ze Stanisławem Michalkiewiczem, pisarzem, publicystą „Najwyższego Czasu”

Żydzi a media – Czy media na świecie są w rękach żydowskich?
 – Nie prowadziłem takich badań, natomiast wydaje mi się, na podstawie wiedzy potocznej, że środowiska żydowskie, przynajmniej w USA i Europie Zachodniej mają duży wpływ na media, zwłaszcza elektroniczne. W USA widać to gołym okiem – nie tylko na media, ale również na przemysł rozrywkowy i filmowy, który ma wielką siłę oddziaływania. Kiedy swego czasu Marlon Brando naraził się środowiskom żydowskim, usłyszał, że zostanie zniszczony, jeśli nie okaże skruchy. Widocznie potraktował to poważnie, bo taką skruchę okazał.
– A jak to wygląda w Polsce?
 – W Polsce jest jedna gazeta, która wyraża żydowski punkt widzenia. Ja nawet nazwałem tę gazetę „żydowską gazetą dla Polaków”; mam oczywiście na myśli „Gazetę Wyborczą”. Czym się ona charakteryzuje? Przedstawia żydowski punkt widzenia jako obiektywny. To, że przedstawia żydowski punkt widzenia, to nic złego. Żydzi są, mają swoje interesy, swój punkt widzenia i powinni mieć możliwość jego zaprezentowania. Nadużyciem, jakie „GW” popełnia, jest przedstawianie żydowskiego punktu widzenia jako obiektywnego. Natomiast w dziedzinie mediów elektronicznych przykładem, już nie tak jaskrawym, jest stacja TVN. Choć ona przedstawia raczej punkt widzenia „razwiedki”, który przynajmniej w części pokrywa się z wymienionym wcześniej. Natomiast w przypadku „Wyborczej” widać to bardzo wyraźnie. Kilka lat temu Kneset podjął uchwałę o włączeniu Jerozolimy do obszaru Izraela. „GW” zamieściła obszerną relację z tej debaty, oczywiście utrzymaną w tonie entuzjastycznym. I nie byłoby to jeszcze nic osobliwego, gdyby nie wykrzyczany wielkim drukiem tytuł: „Jerozolima nasza!”. Oceniłem to jako bardzo spontaniczny przypływ uczuć narodowych kierownictwa „Gazety Wyborczej”.
– Dlaczego w Polsce tak łatwo narazić się publicyście na zarzut antysemityzmu?
– Dlatego, że ludzie się boją takiego zarzutu. Bardzo łatwo jest wszystkich zdyscyplinować groźbą takiego oskarżenia, trudno jest udowodnić, że to nieprawda, ponieważ to oskarżyciele wyznaczają kryteria. W czasie tej słynnej już afery felietonowej zadzwonił do mnie Ryan Lucas, dziennikarz z „Associated Press” i z taką amerykańską bezpośredniością zapytał, czy jestem antysemitą, więc mu odpowiedziałem, że według klasycznej definicji to nie, ale pod definicję, według której antysemityzmem jest każda krytyka Żydów, to ja już podpadam. Według klasycznej definicji antysemitą był ten, kto nie lubił Żydów. Np. uważał, że „Żydzi są wszystkiemu winni” (ja tak oczywiście nie uważam). Natomiast obecnie antysemitą jest ten, kogo Żydzi nie lubią. Mnie np. nie lubią, bo chyba popsułem im dobry interes. Ale ja przecież żadnych zobowiązań wobec diaspory żydowskiej nie zaciągałem. Komu Michalkiewicz popsuł interes?
– Właśnie. Ale ten „dobry interes”, o który poszło, opisany w książce Normana Finkelsteina „Przedsiębiorstwo holocaust” nie daje jednak wyczerpującej odpowiedzi na pytanie, dlaczego Żydzi tak nas nie lubią?
– Ja też nie wiem, ale to rzecz bardzo ciekawa. Nie jest to kwestia ostatnich lat czy zaszłości okupacyjnych. Zwracam uwagę, że już w 1942 r. Zofia Kossak- -Szczucka, katoliczka, osoba bardzo kulturalna, napisała taki memoriał i w nim proroczo zwróciła uwagę na problem, cytuję z pamięci: „Milczenie wpływowych środowisk Żydów amerykańskich i próby Niemców zrzucenia odpowiedzialności za ich własne zbrodnie na Polaków i Litwinów wrócą jakąś potworną intrygą w przyszłości”. I ta potworna intryga dokonuje się właśnie na naszych oczach. Chodzi o zdejmowanie winy z Niemców za zbrodnie II wojny. Oczywiście nie można zdjąć winy z Niemiec i przerzucić jej na kogoś innego. Świat mógłby sobie pomyśleć, że Żydzi poumierali śmiercią naturalną, w związku z czym należy znaleźć winowajcę zastępczego. To, co powiedział prezydent Izraela Mojżesz Kacaw w czasie wizyty prezydenta Kaczyńskiego, że zbrodnie popełnili naziści i kolaboranci, to jest syndrom tej ewolucji. Coraz mniejszy udział w zbrodniach mają naziści, a coraz większy – kolaboranci. A tych będą wskazywać ci, którzy uważają, że mają największy tytuł do wskazywania nieubłaganym palcem. Moim zdaniem, w imię interesu polskiego powinniśmy na to zwracać uwagę, i dobrze, że prezydent Kaczyński na to zareagował.
– Jaki odsetek osób pochodzenia żydowskiego jest w tej chwili u steru rządów w Polsce?
 – Nie chcę uchodzić za eksperta w tych sprawach, ale mogę powtórzyć scenę, której byłem świadkiem. W 1990 r. zawiozłem Gwidona Sormana, francuskiego dziennikarza żydowskiego pochodzenia, zresztą z polskimi korzeniami, do doktora Marka Edelmana do Łodzi. W pewnym momencie Sorman zapytał Edelmana tak: „Czy pan nie obawia się, że w Polsce pojawią się nastroje antysemickie w związku z nadreprezentacją Żydów w aparacie władzy?” „Jaka nadreprezentacja?!” – najeżył się Edelman. A Sorman zaczął wyliczać: ten, ten, ten. Wszyscy byliśmy zdumieni liczbą. Dr Edelman zmieszał się i po chwili stwierdził, że żadnych nastrojów antysemickich się nie spodziewa. Mówiąc już serio, nie każdy, kto ma żydowskie korzenie, jest zagrożeniem dla polskiej racji stanu. Przykład – Bronisław Wildstein, niewątpliwie człowiek aparatu władzy, który nie ukrywa swojego żydowskiego pochodzenia. To, co powiem, nie będzie precyzyjne, ale oddaje mój sposób myślenia: są Polacy pochodzenia żydowskiego, i do tych zaliczam pana Wildsteina, i są Żydzi, którzy przypadkowo mieszkają w Polsce... i myślą kategoriami żydowskiego interesu narodowego.

Czy Żydzi nas osaczają?

 – Wielu pisarzy i publicystów, m.in. pan czy prof. Jerzy Robert Nowak podejmując tę tematykę, walczy przede wszystkim o prawdę i dobre imię Polski. Bardziej radykalni natomiast przestrzegają nawet przed próbami pewnego rodzaju zdominowania nas.
Co pan o tym sądzi?
 – Nie wiem czy akurat profesor Nowak ma taką obawę. Na pewno robi herkulesową pracę, demaskując Jana Tomasza Grossa, tego makabrycznego bajkopisarza. Powiem tak. Nie boję się uczestnictwa Żydów w kulturze polskiej. Przypomnijmy wielu twórców okresu międzywojennego pochodzenia żydowskiego: Tuwim, Leśmian, Lange. Ta kultura jest bardzo atrakcyjna i może znacząco wzbogacić naszą. Obawiam się natomiast tego, że pod wpływem szowinistycznych środowisk żydowskich, których nie brakuje, damy sobie wmówić, że w dyskursie publicznym pewne tematy są tabu, a pewne mogą być dyskutowane tylko w określony sposób. A taki atak na wolność słowa jest groźny dla kultury – jeśli wszyscy myślą tak samo, to wymiana myśli nie ma najmniejszego sensu. – Mało tego, nie tylko nie ma sensu, ale jest groźna. Wystarczy przypomnieć przypadek dra Dariusza Ratajczaka z Uniwersytetu Opolskiego, który został zwolniony z pracy za to, że w wydanej przez siebie broszurze pt. „Tematy niebezpieczne” ośmielił się przytoczyć tezy, nie komentując ich zresztą, tzw. rewizjonistów holokaustu, poddających w wątpliwość liczbę ofiar Oświęcimia... – ...Pod pretekstem tzw. kłamstwa oświęcimskiego. Wiem. Ja jestem przeciwnikiem uchwalenia tego typu praw [ustawa z dn. 18 grudnia 1998 r. o Instytucie Pamięci Narodowej – Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu]. Uważam, że są to prawa kagańcowe, godzące w swobodę badań naukowych. Mam 59 lat. I za mojego życia spotkałem się z czterema różnymi liczbami – zawsze ostatecznymi i niepodważalnymi – ofiar obozu w Oświęcimiu, od 4 mln począwszy. Teraz mówi się o milionie. Która wersja jest prawdziwa, a która przestępcza? Jestem zdania, że dyskusje historyczne powinny się odbywać bez udziału prokuratora i sądu.

Niedźwiedzia przysługa Wałęsy
 – Działał pan w pierwszej Solidarności. Czy był to ruch oddolny, spontaniczny, czy też od początku starannie wyreżyserowany?

– Dzisiaj nie jestem już tak pewny, że cokolwiek dzieje się spontanicznie. Mahatma Gandhi mawiał: „Nic nie jest tak kosztowne, jak stworzenie wrażenia ubóstwa i prostoty”. Poza tym nic nie wymaga tak drobiazgowych przygotowań jak stworzenie wrażenia naturalności i spontaniczności. Ale wydaje mi się, z tymi zastrzeżeniami, o których wspomniałem, że ten bunt przeciwko partii w sierpniu 1980 r. miał charakter odruchowy i żywiołowy. Być może pewne elementy były sterowane. Np. pani Walentynowicz twierdzi, że Wałęsa był osobą podstawioną, czego nie wiem, natomiast większość uczestników tego buntu działała z pobudek autentycznych. W sierpniu 1980 r. byłem na wsi koło Jarosławia. I tam spotkałem chłopów, byłych akowców, którzy wreszcie się ujawnili. To na pewno było autentyczne w odróżnieniu od drugiej Solidarności. Różnica jest bowiem zasadnicza: pierwsza Solidarność powstawała od dołu, druga – od góry. Jak wiadomo, Lech Wałęsa wyznaczał pełnomocników, którzy mieli legitymację do odtwarzania związku. Teraz już wiemy, że był to efekt zaakceptowania przez stronę rządową oferty Jacka Kuronia. Kuroń zaproponował, żeby strona rządowa dyskretnie wyeliminowała ze struktur podziemnych ekstremę, czyli konkurentów politycznych „lewicy laickiej”, w zamian za co „lewica laicka” udzieliłaby rządowi gwarancji zachowania zdobyczy w nowych warunkach ustrojowych. I te gwarancje zostały zachowane. Przypomnę taką scenę, którą mało kto pamięta: Wybory 1989 r., wyborcy „wycinają” listę krajową. I wtedy generał Kiszczak mówi: „Jeżeli ci towarzysze nie wejdą do Sejmu, to my unieważniamy wybory”. I stała się rzecz bezprecedensowa – ordynacja została zmieniona w trakcie wyborów. A Tadeusz Mazowiecki opatrzył to komentarzem, że „umów należy dotrzymywać”. To był pierwszy przypadek tej podwójnej lojalności, która potem jeszcze wielokrotnie się manifestowała. Pan Mazowiecki oczywiście nie miał na myśli umowy z wyborcami, których zachęcał do głosowania na drużynę Lecha Wałęsy. Trockista Kuroń
– Kogo pan zalicza do „lewicy laickiej”?

 – To wszyscy byli stalinowcy, którzy pokłócili się z partią. Np. sam Jacek Kuroń, wybitny przedstawiciel „lewicy laickiej”. Jego konflikt z partią datuje się od wczesnych lat 60., kiedy to wspólnie z Karolem Modzelewskim napisał list otwarty, w którym krytykowali PZPR za to, że jest... za mało komunistyczna! Reasumując, byli to w zdecydowanej większości ludzie z przeszłością stalinowską.
– Czy można mieć nadzieję, że ujawnienie sprawy Kuronia może być początkiem końca Salonu*?
– Jest taka możliwość, zresztą Salon to czuje i dlatego reaguje histerycznie. Proszę zwrócić uwagę, że nikt nie zakwestionował autentyczności tych protokołów, natomiast wszyscy rozdzierają szaty z powodu bezczeszczenia pamięci Jacka Kuronia. Zupełnie bez sensu. Moim zdaniem cała sprawa wystawia Kuroniowi bardzo dobre świadectwo jako politykowi – skuteczny, cyniczny, przebiegły. Przedstawia ofertę, która w przyszłości ma się stać podstawą umów Okrągłego Stołu. Problem leży gdzie indziej – ujawnienie tych faktów podważa wersję najnowszej historii Polski spreparowaną przez Salon. – W dodatku Wałęsa potwierdził tę wersję. – Spanikował, obawiając się, że jeśli znalazły się takie materiały, to mogą znaleźć się i inne, i na wszelki wypadek powiedział, że upoważnił 20 osób do takich rozmów, a zwłaszcza Kuronia i Michnika. Tym samym zrobił niedźwiedzią przysługę Salonowi. Gdyby tego nie potwierdził, można było po prostu zaprzeczyć i całą sprawę uciąć. Kuroń posłużył się stroną rządową dla wyeliminowania swoich konkurentów politycznych, podobnie jak PPR donosiła do gestapo na akowców. Tak Marian Spychalski wpakował drukarnię, okazało się, że PPR-owską, ale on o tym nie wiedział. Finderowi tłumaczył potem: „Ja dobrze chciałem”.
 
Kto w Polsce trzyma władzę?
 – Jakie znaczenie może mieć likwidacja WSI?

 – Wojskowe Służby Informacyjne były swego rodzaju kotwicą bezpieczeństwa dla układu okrągłostołowego. W drugiej połowie lat 80. absolutnym hegemonem na polskiej scenie politycznej był wywiad wojskowy. I to on przeprowadził transformację ustrojową. Przez wszystkie etapy transformacji przechodzi praktycznie nietknięty aż do dnia dzisiejszego. I to jest najtwardsze jądro tej grupy trzymającej władzę. Dlatego demontaż tej struktury jest warunkiem koniecznym rozmontowania III RP i budowania czwartej. III RP była kolejną okupacyjną formą państwowości polskiej. Dlaczego okupacyjną? Ponieważ prawdziwym suwerenem jest grupa trzymająca władzę, natomiast naród miał tylko namiastkę suwerenności, czy jak kto woli – pozory. – Pytanie, czy szczere są zamiary w tej kwestii? – Wydaje mi się, że PiS, a właściwie Jarosław Kaczyński – mózg tej formacji, ma takie zamiary. On naprawdę chce rozpędzić grupę trzymającą władzę i... zająć jej miejsce. To nie jest takie zachęcające, ale uważam, że mimo to należy to poprzeć dlatego, że dotychczasowa grupa trzymająca władzę jest bardzo głęboko ukorzeniona. Te korzenie sięgają czasów stalinowskich i przerastają bardzo gęsto tkankę społeczną. Wyrwanie tych korzeni to praca herkulesowa. Ale jeśli nikt tego nie zrobi, to zacznie dawać przerzuty i wszystko odtworzy się od początku. Jeśli Jarosław Kaczyński chce to zrobić, to należy go poprzeć. Nawet jeśli chce zająć jej miejsce, bo każda następna grupa trzymająca władzę będzie bardzo płytko ukorzeniona. – Waldemar Łysiak w książce „Rzeczpospolita kłamców” pisze o spotkaniu Michnika z Gorbaczowem w Moskwie w 1985 r. Pan z kolei podkreśla rolę WSI.
 Kto miał zatem decydujący wpływ na kształt III RP?
 – W 1985 r. doszło do znacznie ważniejszego spotkania Gorbaczowa z Reaganem w Genewie, podczas którego Gorbaczow przyznał, że przegrał zimną wojnę i trzeba teraz jakoś Europę posprzątać. Co prawda oficjalnie jeszcze socjalizm był najlepszym z ustrojów ze Związkiem Radzieckim na czele, ale od 1985 r. zaczynają się w Polsce tworzyć spółki nomenklaturowe. Domyślano się, jakie mogą być konsekwencje tego spotkania i należało się do tego jakoś przygotować – zachować dawną pozycję w zmienionych warunkach ustrojowych i społecznych. Powstają spółki nomenklaturowe, następuje uwłaszczenie nomenklatury i wtedy też dochodzi do ostrożnego porozumienia się „lewicy laickiej” z partią, z wywiadem wojskowym krótko mówiąc, jak ma wyglądać przyszły kształt państwa. Dość jasno zostały ustalone te zasady, m.in. ład medialny również. Pewne środowiska miały przemawiać w imieniu narodu, inne najwyżej w imieniu własnym, a inne – w ogóle. I ten model ładu przetrwał do pewnego czasu, do czasu kiedy został „zakłócony” przez Radio Maryja. Aby to ująć obrazowo – Salon przestał „panować w powietrzu”. – Ataki na Radio Maryja świadczą o tym, że coraz bardziej zaczyna liczyć się „w powietrzu”. – Tak. Początkowo Radio Maryja zbagatelizowano. Radio dla „irokezów”, niech się modlą, co to komu szkodzi. Tymczasem okazało się, że „irokezi” mają ambicje polityczne i w ubiegłym roku w całej rozciągłości objawiły się polityczne skutki przełamania tego medialnego monopolu okrągłostołowego. Jak tylko umarł Jan Paweł II, media wmawiały nam trzy razy na dzień, jak ma być. Ma wygrać Platforma Obywatelska, potem koalicja z PiS-em i wszyscy będą żyli długo i szczęśliwie. Sondaże pokazywały, że tak będzie na pewno, a wybory będą jedynie formalnością. Tymczasem na trzy tygodnie przed wyborami włączyło się Radio Maryja i wyszło inaczej: wygrał PiS a nie Platforma, i Kaczyński a nie Tusk. Próbowano jeszcze przywrócić stan poprzedni w postaci koalicji, ale ta rozbiła się o to... kto ma nadzorować tajne służby. Żeby było ładniej, mówiło się, że o programy. 2 lutego prezydent Kaczyński zapowiedział wniesienie do Sejmu projektu ustawy o WSI. W tym momencie druga strona nie wiedziała, czy jest bezpiecznie, czy nie. Co się w tej sytuacji robi, kiedy nie ma czasu? Robi się, używając terminologii wojskowej, rozpoznanie walką. I ważne jest, aby tego rozpoznania nie przeprowadzać siłami zbyt szczupłymi, bo to się może skończyć klęską. Nie zdążymy się dowiedzieć, jak było. Nie zbyt dużymi, ale takimi, żeby zmusić przeciwnika do pokazania wszystkiego, co ma. I coś takiego zostało przeprowadzone. Balcerowicz ni z tego ni z owego wywalił Cezarego Mecha z Komisji Nadzoru Bankowego. Oczywiście mówił, że stoi na nieubłaganym gruncie praworządności, ale nie o to chodziło. Lenin w takich sytuacjach radził: „Ufaj i kontroluj”. Przeczytałem ustawę o Komisji Nadzoru Bankowego, regulamin i zorientowałem się, że Balcerowicz kłamie. Członkowie tej komisji nie siedzą tam dopuszczeni przez przewodniczącego, ale na mocy ustawy. Dlatego przewodniczący nie ma prawa nikogo usuwać. Było to klasyczne rozpoznanie walką przez Balcerowicza, które miało na celu zbadanie dwóch rzeczy. Po pierwsze: stopnia determinacji rządu. Okazało się, że jest nawet spory. I po drugie: spoistości paktu stabilizacyjnego. Jak pamiętamy, pakt się rozleciał bardzo szybko. I znów było bezpiecznie. To, że pan prezydent Kaczyński wniósł projekt ustawy o WSI, to niech sobie wnosi, skoro nie ma większości. Jarosław Kaczyński zrozumiał, że tak się nie da – trzeba dać Lepperowi stanowisko. A teraz, skoro już wszystko zostało przeprowadzone, pan Andrzej jest potrzebny, ale niekoniecznie.

Lepper zrobił swoje
– Jaką rolę w tym towarzystwie odgrywa Andrzej Lepper?

 – Mam wrażenie, że jeśli do niedawna Kaczyńscy obawiali się trochę pogróżek pana Andrzeja, to teraz jakby mniej. Wydaje mi się, że koalicja była głównie potrzebna do uchwalenia ustawy o likwidacji WSI. A kiedy już na ich miejscu powstaną nowe struktury, to wtedy niech pan Lepper opuszcza koalicję. Gdyby tak się stało, wcale bym się nie zdziwił, gdyby nagle nowe służby zaczęły wpadać na trop różnych afer z udziałem działaczy Samoobrony.
– Czy PiS-owi uda się stworzyć w Polsce system dwupartyjny?
 – To jest ideał. Jarosław Kaczyński ma takie marzenie, aby scenę polityczną podzielić na trwałe na „mych” i „onych”. „My” to – wiadomo – Prawo i Sprawiedliwość, z ewentualnymi satelitami, a „Oni” to opozycja. Temu służy nowelizacja ordynacji wyborczej. Platforma Obywatelska jest wpędzona w dość kłopotliwą sytuację. Widać wyraźnie, że mogą powstać dwie listy zblokowane; jedna: Wspólna Polska – SLD z satelitami i druga: PiS też z satelitami. Czyli lewa noga, prawa noga i PO... między nogami.
– Co jest w stanie osiągnąć komisja Zawiszy?
 – Jeżeli będzie tak postępować, jak do tej pory, to nic. Komisja Bankowa zrobiła fatalne wrażenie już na samym początku. Mając tak wiele spraw naprawdę wielkiego kalibru, na pierwszy ogień bierze Ewę Balcerowicz ze sprawą tak naprawdę bez znaczenia. Owszem, ewentualnie na końcu, kiedy wyjaśniłyby się wszystkie grube afery. – Może to też rozpoznanie walką? – Nie, nie sądzę. Komisja powinna zacząć od naprawdę grubej afery. Wtedy miałaby spektakularny sukces i opinię publiczną za sobą. A to, że Balcerowicz przekazał 160 tys. na fundację swojej żony?! To ma być afera?! To na dzień dobry podejrzliwie usposabia ludzi. Mało tego, uwiarygadnia opozycję, że ta komisja bankowa to jest właściwie hucpa. A wcale tak nie musiało być.
– Czy tak zręczni polityczni gracze jak Kaczyńscy mogliby popełnić tak prosty błąd?
– Nie sądzę, aby Kaczyński wszystkim sterował ręcznie. Błąd popełniła komisja. Poseł Zawisza dobrze chce, ale jest młody i niedoświadczony. Odnoszę wrażenie, że trochę przecenia potęgę swojej władzy jako przewodniczącego komisji. Wystarczyło bowiem, że na chwilę wyszedł i już został wysadzony w powietrze. Gdyby miał więcej doświadczenia, a mniej gwałtowności, lepiej by na tym wyszedł. A my również. Mosad rozdaje karty
 – Jaki był rzeczywisty cel wizyty Kaczyńskiego w Izraelu?
Nie jest to przecież nasz partner strategiczny.
– Nie byłbym tego taki pewien. Jest to państwo bardzo ważne z punktu widzenia polskiej polityki wewnętrznej. Nie lekceważyłbym możliwości Izraela na naszej arenie wewnętrznej, podobnie zresztą jak możliwości USA. I wydaje mi się, że i prezydent, i premier wizytami w Izraelu i w Stanach Zjednoczonych przygotowują następne wybory w Polsce. W każdej z tych wizyt nie widzę bezpośredniego pożytku dla państwa polskiego. Sądzę natomiast, że Kaczyńscy podjęli trud przekonania tych krajów... do siebie; że warto w nich zainwestować, a przynajmniej nie zwalczać; że w Polsce pod ich rządami i USA, i Izrael otrzymają wszystko, co chcą. Operując bardzo dużym skrótem myślowym, można powiedzieć, że przyszłe wybory rozstrzygną się pomiędzy CIA i Mosadem z jednej strony a BND i KGB z drugiej. Oczywiste jest, że jeśli Stany Zjednoczone kogoś w Polsce nie lubią, ma niewielkie szanse na wygranie wyborów, przy całej spontaniczności itd. Bo jak powiedział bohater filmu „Kontrakt” Krzysztofa Zanussiego: „Demokracja demokracją, ale ktoś tym kierować musi”.
– Czy występowanie zagranicznych polityków w jarmułce pod ścianą płaczu należy do dyplomatycznego konwenansu, czy też ma jeszcze inny wymiar?
– Dla Żydów ściana płaczu jest miejscem świętym i z tego co wiem, nie wypada tam przebywać bez nakrycia głowy. Myślę, że ze strony prezydenta Kaczyńskiego była to pewna kurtuazja. Gdyby wszedł do meczetu, musiałby zdjąć buty. Analogicznie, prezydent Kacaw zapewne nie stanąłby w Częstochowie w kapeluszu. – Dlaczego różnej maści lewica tak chętnie wspiera homoseksualistów?
Czy chodzi tu głównie o 5- procentowy potencjalny elektorat?

 – O to też. To jest sytuacja trochę podobna do postępowania socjalistów we Francji na przełomie XIX i XX w. w epoce walki z Kościołem katolickim. To było świeżo po aferze panamskiej, kiedy sprzedawano udziały w Kanale Panamskim, korumpując tym polityków francuskich, głównie socjalistycznych. Taki panamski aferzysta musiał dać wyraz temu socjalizmowi. I wtedy co? Najprościej gryźć proboszcza. Proszę zwrócić uwagę: działacze lewicowi to nie są proletariusze, a raczej plutokracja. W związku z tym ekscytowanie nastrojów populistycznych nie leży w ich interesie. Ale muszą jakoś zamanifestować swoją lewicowość. Najbezpieczniej promować homoseksualistów, lesbijki itd., ponieważ walka z tradycyjną rodziną mieści się w tradycyjnym nurcie lewicy. Marks w „Manifeście komunistycznym” napisał, że robotnicy nie mają rodzin, więc wszystko jedno, czy będą wspólne żony, czy nie. Teraz o tym głośno nikt nie mówi, bo wstydzą się tego, ale jakby się udało... Nic się tu nie zmienia. Cesarz Etiopii Hajle Selasje powiedział kiedyś Orianie Falacci: „Na świecie nie dzieje się nigdy nic nowego” – i w tym momencie to się sprawdza.

Rozmawiał:
Piotr Piorun (wywiad z dn. 27-09-2006)

Reklama

Lepper zrobił swoje komentarze opinie

Dodajesz jako: |
Reklama

Ogłoszenia PREMIUM

Mieszkanie 2 pokojowe przy ul.

Mieszkanie 2 pokojowe 38 m2 po remoncie wynajmę dla osób niepalących. 1200zł+media+ czynsz


Reklama
 Reklama

25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nakłada na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies

Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez zyciekalisza.pl, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW.

Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono

Idea Contact sp. z o.o. z siedzibą w Kalisz 62-800, Spółdzielcza 6

Cele przetwarzania danych

1.marketing, w tym profilowanie i cele analityczne
2.świadczenie usług drogą elektroniczną
3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań
4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach
5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług (cele analityczne)


Podstawy prawne przetwarzania danych


1.marketing, w tym profilowanie oraz cele analityczne – zgoda
2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi
3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych


Odbiorcy danych

Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, agencje marketingowe oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa.

Prawa osoby, której dane dotyczą

Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą.

Informacje dodatkowe

Więcej o zasadach przetwarzania danych w "Polityce prywatności"