:-( Wygląda na to że masz Adblocka. Utrzymujemy się z reklam żeby móc dostarczyć Ci wiadomości z Twojego regionu za które nie musisz płacić, czy mógłbyś rozważyć jego wyłączenie?
Polityka, Nocna kampania wyborcza - zdjęcie, fotografia
Portal zyciekalisza.pl 10/10/2007 13:45

Dwie noce z tegorocznej kampanii wyborczej

\"\"Ludzie rozklejający plakaty w kampanii wyborczej są zupełnie niewidoczni. Ale bez nich kampania nie byłaby kampanią. To głównie oni, a nie ich zleceniodawcy, najczęściej bezpośrednio spierają się z konkurentami politycznymi. Bywa, że gdy brakuje argumentów, w ruch idą pięści.

Profesjonalista
– Ale to rzadkość – mówi młody mężczyzna. Ustalamy, że nie poda swojego imienia ani miejsca, gdzie pracuje. – Jestem pracującym studentem. Mów mi Daniel – proponuje i wyjaśnia: – Nie potrzebuję reklamy, bo nie jestem do wynajęcia. Wchodzę w kampanię osób, które rekomenduje mi mój polityczny idol. Więcej nie wydusisz ze mnie. To powinno wystarczyć.
Wsiadamy do busa. – Musimy odebrać plakaty wyborcze z Ostrowa. Może się coś powiesi przy okazji. Pomożesz? – rzuca w moją stronę. – Jasne – odpowiadam.
– Nie bój się, damy radę, w tej kampanii jeszcze nie było poważniejszych zadym. W czwartek, znaczy wczoraj, miałem śmieszną sytuację. Wieszałem plakaty i podjechali chłopcy od Spychalskiego. Akurat im się skończyły spinki.
  – Co? – przerywam. – Ojej, spinki – mówi. – Zapytali, czy nie mógłbym im pożyczyć. I każdej innej ekipie bym dał, nawet chłopakom od innych komunistów, ale im nie. Dwa lata temu mnie gonili i było nieprzyjemnie. Poradziłem im więc, aby pojechali do Tesco.
Plakatowanie to dość złożony i skomplikowany proces. Najpierw trzeba zaprojektować i wydrukować plakaty. – Patrz, jaki numer ktoś wyciął Jarkowi Urbaniakowi – mówi Daniel, gdy dojeżdżamy do Nowych Skalmierzyc. – Plakat mały, kandydat ma wyciągniętą rękę jak po jałmużnę i z daleka nie widać ani jego wizerunku, ani imienia i nazwiska. Porażka. Pieniądze wywalone w błoto.
Gotowe plakaty należy przykleić na grubą tekturę bądź płyty. – I jeżeli masz do wylepienia np. 10 tys. plakatów, musisz mieć ludzi i ogrzewaną halę, żeby to mogło spokojnie wyschnąć. Później pozostaje tylko wywiercenie otworów, żeby można było przełożyć przez nie plastikowe spinki i jazda do miasta – opowiada. – I w tym miejscu zaczynają się największe emocje. Podjeżdżasz na skrzyżowanie, gdzie chodnik od jezdni  oddzielają łańcuchy. Wybierasz takie miejsce, żeby kandydat był widoczny z dwóch, a nawet trzech stron. I wieszasz. A spinkę przekładasz między ogniwa łańcucha, żeby konkurenci nie mogli przesunąć twojego plakatu. I tak obskakujesz całe skrzyżowanie. Na koniec jeszcze rzut oka, czy twój kandydat jest widoczny z wszystkich stron i możesz jechać dalej.
– A co w sytuacji, gdy na łańcuchu nie ma już miejsca? – pytam. – Czekasz na wiatr, który zrzuci jakiś plakat – rzuca i znacząco mruga okiem. – Po kampanii sprzed dwóch lat mam w garażu ze 300 plakatów. W zasadzie wszystkich, oprócz mojego faworyta. Pospadały...
Jeden kandydat na posła powinien mieć 4-5 ekip, które regularnie wyjeżdżają w teren. – Niektórzy pracują za darmo, inni biorą jakieś pieniądze, ale wszyscy robią to z pasją i z zaangażowaniem, bo każdy wierzy w to, co robi. Jedna ekipa za nockę dostaje maksymalnie 250 zł. Ale ta robota naprawdę wciąga. Jest dreszczyk emocji, adrenalina, przygody z konkurentami i policją. I ciągła walka z czasem. Wyobraź sobie wyjazd do Leszna. Żeby dobrze okleić miasto, potrzebne są dwie ekipy w busach i na wszelki wypadek jedna w samochodzie osobowym. Leszno można okleić w jedną noc. Ale trzeba się spieszyć. Startujemy z Kalisza około g. 21. Kleimy do 3-4 nad ranem, później powrót do domu, szybki sen i rano do pracy. Snujesz się później przez cały dzień, wypijasz wiadro kawy i myślisz o tym, żeby jak najszybciej się położyć. Wracasz do domu, kilka godzin snu i znów to samo: wyjazd o 21, klejenie plakatów do wczesnych godzin rannych i powrót. I tak do ciszy wyborczej. Długi sen jest możliwy dopiero w sobotę przed wyborami – opowiada Daniel.
Jesteśmy w Ostrowie. Ładujemy plakaty do busa i wracamy do Kalisza. – Lechu Aleksandrzak idzie ostro – mówi. – Billboardy ma powieszone w dobrych miejscach, nie oszczędza na plakatach i widać, że bardzo mu zależy na mandacie. Szansę ma, bo w Ostrowie Woźny gryzie się ze Świątkiem. Będą sobie odbierać głosy. Dostałem cynk, że się nawzajem ściągają ze słupów. A przecież jeszcze rok temu Woźny kazał tu ludziom głosować na Świątka w wyborach prezydenckich. Cóż, polityka...
Ostatecznie nie pomogę wieszać plakatów. Daniel musi jechać na spotkanie swojego sztabu. – Mogę cię zabrać na przejażdżkę w piątek przed wyborami, równo za dwa tygodnie, wtedy dopiero zobaczysz, jak wygląda kampania – mówi na pożegnanie.

Rodzinny Rubiński,
bosman Rogacki
Dla Dawida Rubińskiego z LPR to druga kampania wyborcza. – Ale już widzę, że samorządowa to mały pikuś w porównaniu z tą – opowiada. – Dzisiaj [sobota – dop. JB] plakaty kleję na płyty i jutro ruszam w miasto. Poprosiłem o pomoc znajomych, rodzinę i sam też będę biegać z plakatami. Pracy jest dużo, dlatego do wyborów wziąłem wolne. Poradzimy sobie.
Osobiście plakaty rozkleja również Adam Rogacki. Ale ludzi mu nie brakuje. W sobotę rozesłał do nich SMS-y. – Ahoj. Dzisiaj od g. 15  cerujemy żagle (wyklejamy płyty) w porcie Winiary (ul. Łódzka). Tam, też o g. 20 zbiórka wszystkich okrętów i wypływamy zdobywać nowe lądy. Dyspozycyjnych proszę o pomoc adekwatnie do możliwości czasowych. Wszystkie ręce na pokład! Bosman Rogacki (w zastępstwie admirała Koszady) – czyta z dumą Kuba, jeden z jego sztabowców, gdy w sobotę, kilkanaście minut po g. 21, ruszamy w trasę. – Adam Koszada, asystent posła, dzisiaj nie może biegać z nami, więc ster trzyma poseł. Zresztą on zawsze aktywnie uczestniczy w kampanii. Nawet w ub.r. jeździł po Kaliszu i kleił Mutha na słupy. Sam kandydat na prezydenta nie pojawił się ani razu... – dodaje.
Kuba, Darek i ja jedziemy do Pleszewa. Po drodze zatrzymujemy się w Kościelnej Wsi, Gołuchowie i Brzeziu. Wszędzie wiszą już jakieś plakaty. Jest Mariusz Sebastian Witczak, Rafał Grupiński, jest sporo wizerunków Leszka Aleksandrzaka, a także kandydaci z listy PiS: Jan Mosiński czy Lidia Czechak.
– Wieszacie wszystkich z list PiS-u? – pytam. – Nie ma takiej możliwości, bo przecież największa konkurencja jest między kandydatami z tej samej listy. Komitety, owszem, walczą o jak największą liczbę mandatów, ale nie mniejsza rywalizacja jest między poszczególnymi kandydatami. Dlatego najczęściej jest tak, że jednak ekipa wiesza plakaty jednego kandydata na posła i jednego kandydata na senatora. My wozimy Rogackiego i Piotrka Kaletę – odpowiadają.
Ponoć nie dochodzi do scysji między ekipami z tej samej listy. Ale stosunki między kandydatami z tego samego miasta trudno nazwać ciepłymi. I dotyczy to wszystkich komitetów wyborczych.
– Dzisiaj jest wyjątkowo spokojnie – kontynuuje Kuba. – Gdyby gdziekolwiek działo się coś złego, natychmiast dostaję sygnał i zjeżdżamy się w jedno miejsce. W tej chwili pracują trzy ekipy – jedna w Kaliszu, inna w Opatówku i Godzieszach oraz my. A ostatnia grupa przygotowuje w hali kolejną partię plakatów do rozwieszenia.
Darek sprawdza, czy są jeszcze plakaty powieszone przez niego kilka dni temu. Jeszcze wiszą. Część niebawem trzeba będzie podmienić. Zostały zmoczone przez deszcz, pourywane przez wiatr bądź konkurentów, ewentualnie oszpecone. – W tej kampanii jeszcze ze dwa razy przyjedziemy do Pleszewa. No i oczywiście po jej zakończeniu, trzeba będzie to wszystko posprzątać. Mam nadzieję, że będziemy zdejmować plakaty posła. To będzie znaczyło, że nasza praca nie poszła na marne – mówi.

Zwaśniona rodzina
na wspólnym
nocnym posiłku
– W tej kampanii nie uczestniczę, bo obowiązki mi na to nie pozwalają – opowiada jeden z dawnych sztabowców Andrzeja Wojtyły. – Gdyby doktor kandydował, pewnie biegałbym po mieście z jego wizerunkiem. Nie wiem, czy mi brakuje emocji związanych z kampanią... Wbrew pozorom zawsze z ogromnym szacunkiem patrzyłem na konkurentów. Stanowiliśmy pewną grupę, która miała innych faworytów, ale byliśmy do siebie podobni – mieliśmy ten sam cel, ogromną niepewność co do wyniku i oczywiście byliśmy wiecznie niewyspani. Sztabowcy to taka duża zwaśniona rodzina. Z niektórymi mówimy sobie ,,cześć’’, z innymi nie rozmawiamy, jeszcze innych lubimy, ale przede wszystkim znamy się jak łyse konie. Rozpoznajemy swoje auta, w nocy jemy w tych samych lokalach i czasami bywa nawet przyjemnie.
Co najbardziej utkwiło mi w pamięci sprzed dwóch lat? Hm... Zadziwisz się. Ostatni dzień kampanii przed ciszą wyborczą. Kilkanaście minut przed północą, wszystkie ekipy wszystkich sztabów szaleją w centrum Kalisza. Jedna grupa odjeżdża z przystanku, pojawia się druga i zakleja to, co zostało przed chwilą powieszone. Sztabowcy robią sobie zdjęcia, padają oskarżenia, wszyscy bluzgają jak szewcy i w tym towarzystwie pojawia się Karolina Pawliczak z mężem. Spokojnie, grzecznie i bez nerwów klei swój plakat na przystanku, gdzieś w dolnym rogu. To było jedyne wolne miejsce, średnio atrakcyjne, więc prawie niezauważone. Pożegnała się, wsiadła do auta i pojechała dalej. Staliśmy jak osłupiali. I nikt nie miał odwagi jej zakleić.
Szybko mija kolejna noc kampanii wyborczej. Po powrocie z Pleszewa rezygnuję z dalszej jazdy z ekipą. Szukam w Kaliszu kolejnych grup rozwieszających innych kandydatów. Ale nie ma ich na głównych skrzyżowaniach w mieście. Pewnie znów spotkali się na spóźnionej kolacji w lokalu, gdzie podają fast foody.

Jakub Banasiak

Reklama

Nocna kampania wyborcza komentarze opinie

  • michele - niezalogowany 2007-10-14 16:34:50

    ale jak zwykle naciągany ;-)

  • Qbello - niezalogowany 2007-10-12 13:23:55

    Świetny reportaż! Banasiak jak zwykle genialny...:-)

Dodajesz jako: |
Reklama

Ogłoszenia PREMIUM

Mieszkanie 2 pokojowe przy ul.

Mieszkanie 2 pokojowe 38 m2 po remoncie wynajmę dla osób niepalących. 1200zł+media+ czynsz


Reklama
 Reklama

25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nakłada na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies

Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez zyciekalisza.pl, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW.

Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono

Idea Contact sp. z o.o. z siedzibą w Kalisz 62-800, Spółdzielcza 6

Cele przetwarzania danych

1.marketing, w tym profilowanie i cele analityczne
2.świadczenie usług drogą elektroniczną
3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań
4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach
5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług (cele analityczne)


Podstawy prawne przetwarzania danych


1.marketing, w tym profilowanie oraz cele analityczne – zgoda
2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi
3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych


Odbiorcy danych

Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, agencje marketingowe oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa.

Prawa osoby, której dane dotyczą

Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą.

Informacje dodatkowe

Więcej o zasadach przetwarzania danych w "Polityce prywatności"