:-( Wygląda na to że masz Adblocka. Utrzymujemy się z reklam żeby móc dostarczyć Ci wiadomości z Twojego regionu za które nie musisz płacić, czy mógłbyś rozważyć jego wyłączenie?
PILNE
Zagranica oczyma naszych emigrantów, Stawka większa życie - zdjęcie, fotografia
Portal zyciekalisza.pl 31/01/2019 00:00

Harold nie żyje!!! Słowa te dźwięczały w głowie, ale nie bardzo jeszcze dotarło do mnie ich znaczenie. Puste dźwięki, które mój syn mi zakomunikował przez telefon o g. 9.30 we wtorek rano. „Ale ja wczoraj z nim rozmawiałam” – powiedziałam. – „To jest niemożliwe”. „Ja z nim rozmawiałem godzinę temu” – odpowiedział mój syn. – „Miał atak serca i Rick znalazł go  nieżywego w fotelu”.  Nie mogłam powstrzymać łez, które cisnęły się do oczu. Harold, wielki Harold (duchem i ciałem) już nie zadzwoni do mnie i nie spyta swoim niskim, lekko zachrypniętym głosem: „Jakie ładunki będziesz potrzebować w tym tygodniu?”

Poznałam Harolda około dwa lata temu. Właśnie z mężem rozpoczynaliśmy naszą skromną działalność transportową i Harold spadł nam jak przysłowiowa manna z nieba. W Stanach Zjednoczonych, gdzie mieszkamy, konkurencja jest bezlitosna i aby zaistnieć w jakiejkolwiek dziedzinie, należy mieć „kontakty”. Harold był takim naszym kontaktem; to dzięki niemu mogliśmy rozwinąć naszą firmę aż do kilkunastu ciężarówek. Wiadomo było, że zawsze będzie miał dla nas jakiś ładunek do przewiezienia – lepszy lub gorszy, ale zawsze można było na nim polegać. Wprawdzie nasze apetyty się później zaostrzyły, ale to już inna historia na inne opowiadanie. Harold „ładował”, jak to się w naszym żargonie mówi, wiele Polskich i wschodnioeuropejskich firm transportowych, m.in. firmę, w której pracuje mój syn, stąd od niego ten telefon o g. 9.30 we wtorek rano. Fakt, że Harold współpracował z wieloma firmami, których właścicielami są moi rodacy czy inni Wschodnioeuropejczycy,  będzie miał znaczenie w dalszej części tego opowiadania.  Tak jak wszędzie, tak i w naszej społeczności chicagowskiej wiemy wiele o sobie, o ludziach z naszej profesji, tzn. o firmach truckerskich (to w naszym żargonie polsko-amerykańskim oznacza firmę transportową, która operuje ciężarówkami z naczepą, truck and trailer – to ciężarówka i naczepa).
Jednakże łzy, które płynęły mi po twarzy nie były łzami z żalu za „kontaktem”, który nagle przestał istnieć; odczuwałam niezmierny smutek i żal z powodu przedwczesnej śmierci człowieka (miał tylko 51 lat), który miał ogromną siłę perswazji, ogromne, choć swoiste poczucie humoru, takt i ogólnie duży urok osobisty. Harold był człowiekiem bardzo otyłym i twierdził, że walczy ze swoją otyłością, pijąc diet coke, czyli dietetyczną coca-colę, ale jakoś mu się zapominało, że nie należy tej coca-coli przegryzać pierogami czy plackami ziemniaczanymi, które ogromnie lubił.  Harold był człowiekiem, który z humorem komentował swoją otyłość, nazywając siebie „bjeb” (biggest Jew ever built), czyli dosł. największym Żydem, jakiego kiedykolwiek „zbudowano”. Harold był człowiekiem znanym z tego, że od siedmiu lat nie nosił skarpetek. Harold był człowiekiem, który wiele razy w sytuacjach, kiedy kierowca zawalił i nie dowiózł ładunku na czas, powtarzał mi: „Nie przejmuj się, przecież to tylko biznes”. Zdawałoby się, że był najbardziej opanowanym człowiekiem świata, a jednak tego wtorkowego poranka coś się wydarzyło, co spowodowało u niego atak serca.

Pogrzeb został wyznaczony na piątek o g. 13. Harold  mieszkał w mieście Milwaukee, około 120 kilometrów od Chicago. Przyznam się, że chociaż mieszkam w Stanach już 30 lat, nie miałam jeszcze (na szczęście) powodu, aby uczestniczyć w pogrzebie, aż do tego piątku. Nie chcąc wypaść nieelegancko, starałam się zasięgnąć języka na temat etykiety pogrzebowej. Zaimejlowałam więc mój dylemat do zaprzyjaźnionej wytwórni chleba czosnkowego i innych włoskich specjałów, która to wytwórnia też współdziałała z Haroldem. „Wejdź sobie na stronę internetową death notices” (czyli: zawiadomienia o śmierci) – dostałam odpowiedź. – „Tam się dowiesz wszystkich szczegółów. Myśmy wysłali przez posłańca kosz owoców do domu Harolda”. Hmm, kosz z owocami – nie było to jakoś przeze mnie do zaakceptowania. Przecież pamiętałam pogrzeby polskie: trumna stojąca na środku kościoła i uginająca się od wieńców, wiązanek, bukietów, a wszystko przeplatane wijącymi się szarfami z nazwiskami osób, które przesyłały zmarłemu czy zmarłej ostatnie pożegnanie. Po namyśle postawiłam na kwiaty. Oczywiście, mój drogi Internecie, cóż bym poczęła bez ciebie. Po krótkiej wędrówce po przestrzeni cybernetycznej znalazłam usługę, która dostarczała wybraną ze zdjęcia wiązankę kwiatów pod wskazany adres. Jeszcze tylko informacje o karcie kredytowej, kliknąć „wysłać” – i wiązanka już wędrowała do domu pogrzebowego.

Ja również, we własnej osobie, znalazłam się o oznaczonej g. 13 w domu pogrzebowym, gdzie już kręciło się sporo osób. Ruchem dyrygowało dwóch panów ubranych w czarne garnitury. Podeszłam do jednego z nich: „Bardzo przepraszam, ale nie byłam jeszcze na pogrzebie. Jak powinnam się zachować, aby nie popełnić gafy?” – zapytałam. Pan popatrzył na mnie trochę niedowierzająco, niemniej jednak uprzejmie poinformował, że powinnam się wpisać do książki wystawionej w holu przed wejściem do sali pogrzebowej, następnie przejść do sali pogrzebowej i ustawić się w kolejce do złożenia rodzinie kondolencji. Podpowiedział mi również kilka stereotypowych powiedzonek na tę okazję, np.  „tak mi przykro z powodu waszej straty”, „składam wyrazy głębokiego smutku”, „moje myśli są z wami” itd. Po kondolencjach miałam  usiąść w tyle sali (jako że nie byłam członkiem rodziny).
Wpisałam się więc do książki, która leżała na stoliczku udekorowanym moją wiązanką. Miałam trochę wątpliwości, czy wiązanka zostanie na czas dostarczona, ale jak widać, niepotrzebnie. Wzięłam jedną z leżących obok książki zielonych karteczek. Była to informacja o Haroldzie: jego wiek, imiona członków jego najbliższej rodziny oraz kolejność, w jakiej rodzina ma stać w czasie przyjmowania kondolencji, namiary na dojazd do cmentarza, nazwa i telefon do organizacji charytatywnej, gdzie należy składać datki w dowód pamięci Harolda oraz namiary na dojazd do domu, gdzie po pochówku miał się odbyć poczęstunek.

Przeszłam teraz do sali pogrzebowej i ustawiłam się na końcu długiej kolejki kondolencyjnej. Rodzina stała w szeregu wzdłuż trumny; jako pierwsza stała pierwsza żona zmarłego  wraz z trzema córkami, następnie druga żona oraz jej dwie córki i syn, siostra z mężem, a na końcu matka (ojciec już kilka lat nie żyje). Zastanowiła  mnie ta chronologia ważności, która uplasowała pierwszą żonę, a nie matkę, na honorowym pierwszym miejscu. Stojąc, trochę stremowana,  obserwowałam tych, którzy byli przede mną; podchodzili po kolei, przedstawiali się, po krótkiej wymianie słów następowało objęcie się ramionami i podchodziła następna osoba z kolejki, szybko i sprawnie. Nadeszła moja kolej. Amy (pierwsza żona) spojrzała na mnie z pytaniem w oczach. Przedstawiłam się i uścisnęłam jej rękę, mrucząc pod nosem jakieś kondolencje. Uważałam, że nie mogę sobie pozwolić na uścisk, ponieważ nie należę do rodziny. Po uściśnięciu ręki matki odetchnęłam i poszłam usiąść.
Mogłam teraz rozejrzeć się po sali. Szczerze mówiąc, byłam ciekawa, czy zobaczę  jakieś polskie twarze. Mimo woli wzrok kierował się w stronę rodziny zmarłego, która wyglądała na zrelaksowaną; uśmiechy na ustach, czasami dochodził do mnie lekki śmiech. Zresztą atmosfera w sali niczym nie przypominała rozszlochanego a często napuszonego pogrzebu, jakie pamiętałam z Polski. Wesołe twarze, szmer rozmów, zielony dywan, zielone krzesła i zielone motywy dekoracyjne na ścianach sprawiały wrażenie raczej uroczystości urodzinowej, a nie ostatniego pożegnania. I gdyby nie trumna stojąca przy głównej ścianie, można byłoby zapomnieć, co było prawdziwym powodem tego zgromadzenia.  Czerń była dominującym kolorem ubioru, ale gdzieniegdzie można było dostrzec brązy i zieleń, a kilka pań o czarnym kolorze skóry było ubranych w jaskrawe kolory – niebieskie, żółte i czerwone.

Nadszedł czas na ostatnie słowa skierowane do zmarłego. Trudno jest powtórzyć, kto i co powiedział, ale sposób, w jaki kolejni mówcy prowadzili tę ostatnią rozmowę z Haroldem, pozostanie mi na zawsze w pamięci. I życzę sobie, aby było podobnie, gdy nadejdzie mój czas odejścia. Wspomnienia pełne wdzięku i dowcipu powodowały, że od czasu do czasu cała sala wybuchała gromkim śmiechem. Cały ciężar uroczystości zmienił swoją wymowę; składaliśmy hołd Haroldowi poprzez celebrację jego życia. Bo przecież tak naprawdę bliski nam człowiek, chociaż złożony w grobie, jest ciągle z nami; jest w naszej pamięci, naszych sercach, powraca w rozmowach i podczas oglądania zdjęć. Jeżeli potrafimy bardzo chcieć, możemy go zawsze mieć przy sobie.

Właśnie gdy tak wszyscy słuchaliśmy zabawnych przygód z życia Harolda, kątem oka dostrzegłam dwóch panów, którzy  weszli na salę. Niewątpliwie „nasi” – pomyślałam sobie. Twarze były znajome i usilnie starałam się je umiejscowić. Mam! Już wiem, przecież oni są właścicielami firmy Stevens Lines. Panowie usiedli zaraz za mną i zapomniałam o nich przez chwilę. Uroczystość zbliżała się ku końcowi. Jeden z dyrygujących ruchem panów rozdawał nalepki, które należało nakleić na przednią szybę w samochodzie i informował, gdzie samochody mają się ustawiać w procesję do wyjazdu na cmentarz. Zjawili się pallbearers, którzy wzięli trumnę na ramiona i skierowali się do wyjścia. Za trumną ustawiła się do wyjścia rodzina. Nagle doszedł do mnie znienacka, gdzieś z tyłu,  dźwięk mowy polskiej:  „No to co, szkoda Harolda” – mówił męski głos. – „Dobrze się z nim pracowało. Ciekawe, jak teraz potoczy się współpraca z jego synem, który podobno ma przejąć interes” – w głosie brzmiał pewien niepokój. – „Coś ty, jego syn nie ma tego, co jest potrzebne do prowadzenia takiego interesu” – odpowiedział drugi męski głos. – „Mamy teraz doskonałą okazję, aby przejąć klientów Harolda. Gra jest o zbyt dużą stawkę, nie możemy jej zaprzepaścić” – mówił dalej głos numer 2. – „Zresztą jeżeli nie zrobimy tego my, to Litwini czy Ukraińcy to zrobią bez żadnych sentymentów” – dodał. – „Musimy ich uprzedzić i skorzystać z tego chaosu, który potrwa jeszcze pewnie kilka dni. Widzisz, że tu nie ma żadnych Polaków, bo zamiast włóczyć się po pogrzebach, siedzą już przy telefonach i robią pieniądze” – podsumował.
Nie mogłam uwierzyć własnym uszom. Obejrzałam się, wiedząc oczywiście z góry, kim byli panowie prowadzący tę rozmowę i zadałam sobie pytanie, czy to kompletne odczłowieczenie, czy mądre posunięcie człowieka interesu. Ja osobiście  myślę, że to pierwsze.

 *****
Dzisiaj dowiedziałam się od pewnej wszystkowiedzącej osoby, że w związku z pogrzebem popełniłam 3 gafy, a mianowicie: 1) na żydowski pogrzeb nie kupuje się kwiatów; 2) nie przekazałam datku na instytucję charytatywną; 3) składając kondolencje, nie powinnam podawać jednej ręki, lecz uściskać obydwie ręce osoby, dla której te kondolencje były przeznaczone.

Eleonora Serwanski

Reklama

Stawka większa niż życie komentarze opinie

Dodajesz jako: |
Reklama

Ogłoszenia PREMIUM

Chcesz coś sprzedać lub kupić, oferujesz usługi, szukasz pracownika lub pracy?

Dodaj swoje drobne ogłoszenie w naszym serwisie. Zapraszamy!

Dodaj ogłoszenie

Kalendarz

Najbliższe imprezy
Reklama
 Reklama

25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nakłada na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies

Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez zyciekalisza.pl, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW.

Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono

Idea Contact sp. z o.o. z siedzibą w Kalisz 62-800, Spółdzielcza 6

Cele przetwarzania danych

1.marketing, w tym profilowanie i cele analityczne
2.świadczenie usług drogą elektroniczną
3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań
4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach
5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług (cele analityczne)


Podstawy prawne przetwarzania danych


1.marketing, w tym profilowanie oraz cele analityczne – zgoda
2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi
3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych


Odbiorcy danych

Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, agencje marketingowe oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa.

Prawa osoby, której dane dotyczą

Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą.

Informacje dodatkowe

Więcej o zasadach przetwarzania danych w "Polityce prywatności"