:-( Wygląda na to że masz Adblocka. Utrzymujemy się z reklam żeby móc dostarczyć Ci wiadomości z Twojego regionu za które nie musisz płacić, czy mógłbyś rozważyć jego wyłączenie?
Zagranica oczyma naszych emigrantów, dobre wszystko - zdjęcie, fotografia
Portal zyciekalisza.pl 31/01/2019 00:00

Chociaż w Polsce na tegoroczną zimę nie można narzekać – po prostu jej nie było, w Stanach Zjednoczonych dała się ona we znaki. Wydawało się, że śniegom i mrozom nie będzie końca. Dlatego postanowiłam trochę przedwcześnie, w wyobraźni pojechać na letnie wakacje; zapraszam też wszystkich czytelników. Wybierzemy się na wakacje, których można doświadczyć tylko na kontynencie Ameryki Północnej, a mianowicie powałęsamy się po lądzie podróżując w luksusowym domu na kołach i popłyniemy statkiem parowym po rzece Mississippi.

Dom na kołach już wybrałam, jest to najnowsza wersja Holiday Rambler, udało mi się kupić go po prostu za „psie” pieniądze, był na sezonowej przecenie za jedyne 295 tys. USD.  Składa się nasz domek z pomieszczenia kuchennego, łazienki z prysznicem, pokoju wypoczynkowego i sypialni. Jedna ze ścian domku jest ruchoma i można ją wysunąć, uzyskujemy w ten sposób miejsce na rozłożenie dodatkowej kanapy, która jest ukryta w ruchomej ścianie.  Nasz dom jest wyposażony w lodówkę, kuchenkę do gotowania, kuchenkę mikrofalową, kominek na chłodniejsze noce, a nawet centralny odkurzacz, tzn. wystarczy włożyć gumowy wąż odkurzacza do jednego z pięciu gniazdek umieszczonych w ścianach naszego domu aby zassać wszystkie kurze i brudy do centralnego zbiornika umieszczonego pod podłoga. Mądrze pomyślane, bo musimy sami utrzymywać czystość, na zabranie sprzątaczki nie mamy już miejsca. Oczywiście nie możemy zapominać o wygodzie kierowcy; czeka na niego specjalny wyprofilowany fotel, który podobno zapobiega zmęczeniu kręgosłupa.

Wyruszamy z Chicago o świcie, a naszym pierwszym przystankiem jest preria w Arizonie około 35 mil na wschód od Flagstaff przy autostradzie nr 40, tam właśnie 50.000 lat temu  spadł meteoryt i zostawił po sobie ogromny krater o średnicy 1,5 kilometra i głębokości około 650 metrów. Siłę zderzenia z powierzchnią naszej planety można porównać do wybuchu 150 bomb atomowych. Możemy nawet dotknąć tego przybysza z przestworzy, spory, bo 573 kilogramowy jego kawałek jest wystawiony nie tylko do podglądania ale także do dotykania. Zamykam oczy i dotykam ciemnej nieregularnej bryły; chociaż podobno składa się z całkiem „ziemskiego” niklu i żelaza, dotykając jej czuję jednocześnie chłód i jakieś uspokajające ciepło, powierzchnia bryły jest bardzo gładka i lśniąca. Czy to naprawdę tylko nikiel i żelazo, czy może jakaś substancja wytworzona przez „zielonych ludzików”? Otrząsam się z zamyślenia, bo musimy pośpieszać do następnego przystanku naszej wycieczki, do skamieniałego lasu.
Późno się robi, ale na szczęście nie mamy daleko. Po około godzinie jazdy docieramy do miejscowości o nazwie Petrified Forest (Skamieniały Las), płacimy drobną opłatę i wjeżdżamy na teren rezerwatu przyrody. Jeżeli ktoś oczekiwał sterczących pionowo skamieniałych pni drzew poczuje się zawiedziony bo skamieniałe pnie i ogromne kłody leża poziomo, porozrzucane chaotycznie po ogromnej przestrzeni rezerwatu. Uderzają w oczy nieoczekiwane jasne i ostre kolory, to minerały, które osiadły w drewnie podczas procesu tworzenia się skamielin, procesu, który doprowadził do tego, ze każdy kawał drewna stał się czystym kwarcem.  A było to podobno około 225 milionów lat temu, wtedy kiedy dinozaury królowały wśród tych powalonych olbrzymów. Obok pni-olbrzymów leżą skamieniałe kości tych zwierząt, których nagła zagłada jest jedną z wielu do dzisiaj nie wyjaśnionych zagadek z historii naszej planety. Jeżeli na małą chwilę uwierzymy, że lata i epoki można przewinąć do tyłu jak taśmę filmową, cofnijmy się do końca ery paleozoicznej a może uda się nam zobaczyć T-rexa buszującego wśród gigantycznych sosen i świerków. Chociaż… może lepiej nie, bo to jedno z najbardziej krwiożerczych stworzeń. Na wszelki wypadek wróćmy do naszego samochodu, nie tylko bezpieczniej, ale też i pora jechać dalej.

Mamy wprawdzie już niedaleko do jednego z najpiękniejszych dziwów natury, do Wielkiego Kanionu rzeki Kolorado, ale postanawiamy, że nie będziemy tym razem o niego zahaczać. Pominiemy tą wszystkim znaną atrakcję turystyczną na rzecz miejsc mniej znanych a równie fascynujących. Musimy też zdążyć na drugą część naszej wycieczki; statek parowy o nazwie „Królowa Mississippi” już na nas czeka.

Zaczynamy naszą rzeczną przygodę w Davenport w stanie Iowa. „Królowa Mississippi” wita nas radosnym gwizdem z komina, a wielkie koło napędowe już się powoli obraca. Steward prowadzi nas do kabiny wypełnionej antykami z epoki wiktoriańskiej, sącząc szampana sadowimy się w wygodnych fotelach na prywatnej werandzie i podziwiamy umykające do tyłu widoki. Właśnie przepływamy obok miasta Hannibal, rodzinnego miasta Marka Twaina. Zielone łąki nadrzeczne, płynąca leniwie Mississippi i białe ściany domków jaśniejące wśród zielonych drzew chyba nie zmieniły się od czasów pisarza. Czyżby tych dwóch chłopców huśtających się na gałęzi nadbrzeżnego drzewa to Tom Sawyer i Finn Huckleberry, których losy śledziliśmy z zapartym tchem w okresie naszego dzieciństwa?

Wypoczęci, nakarmieni i lekko „zaszmerani” od ciągle pełnych kieliszków szampana docieramy do Luizjany. Pora na zwiedzenie plantacji bawełny, na której podobno kręcono niektóre sceny do filmu „Przeminęło z wiatrem”. Jest to plantacja  - muzeum, które nie tylko sprawia wrażenie, że Scarlett O’Hara za chwilę zjawi się w drzwiach, ale także uzmysławia nam dole i niedole niewolnictwa. Ale po kolei; a więc przywitano nas tam poczęstunkiem typowym dla Luizjany - zielonymi pomidorami smażonymi w oleju. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy do niezwykle niskie krzesła i krótkie łóżka. Przewodniczka wyjaśniła, że ludzie w ówczesnych czasach byli znacznie niższej postury niż obecnie. Drugą ciekawą rzeczą był duży drewniany wałek; do obowiązków czarnej służącej należało co rano turlać ten wałek po słomianych materacach aby wygładzić słomę. Plantatorzy mieli też bardzo ciekawe zwyczaje, a jednym z nich był sposób na pozbycie się zasiedziałego gościa. Otóż, gdy tygodnie mijały, a gość nie znikał, pewnego ranka znajdował on przy swoim łóżku pomarańczę, znaczyło to, że gospodarze stanowczo mają go dosyć. Myślę, że warto byłby zaadoptować ten zwyczaj w dzisiejszych czasach; pomarańczę można zastąpić cebulą, bo tańsza.

Plantacja, którą zwiedzamy ma bardzo dobrze zachowane kwatery niewolników, wyglądają one jak ogromna szafa podzielona ściankami na małe przegródki. Każda taka przegródka to „mieszkanie”, w którym mieszkało czasami kilkanaście osób. Każda przegródka ma z przodu drzwi wejściowe, a w tylnej ścianie otwór okienny bez szyb zamykany drewnianymi okiennicami. Kwatery niewolników potwierdzały bogactwo plantatora, jednocześnie przypominając czarnym pracownikom o statusie niewolnika. Niewolnicy pracowali od wschodu słońca do nocy siedem dni w tygodniu, utarło się nawet powiedzenie, że czas pracy jest od „kiedy widać aż do kiedy nic nie widać”.
Mimo tego, niewolnicy byli dobrze zorganizowaną społecznością, a ponieważ ich kwatery były położone z dala od domu właściciela, pozwalali sobie na spotkania z niewolnikami innych plantacji, podczas których śpiewano, grano na instrumentach, a czasami zdarzyło się nawet upiec na rożnie skradzioną panu świnkę. Ponieważ czułam się już przygnębiona tą niewolniczą dolą, ta ostatnia informacja trochę mi ulżyła i opuszczam plantację z myślą że może „nie taki diabeł straszny jak go malują”.

Przed nami ostatni przystanek naszej wycieczki, Nowy Orlean. Nie będziemy oglądać French Quarter, wszyscy o tym słyszeli. W zamian, zapoznamy się z voo doo, odwiedzimy na cmentarzu kapłankę-królową voodoo Marie Laveau,  i zagłębimy się w tajniki czarnej magii. Nowy Orlean jest amerykańską stolicą voodoo, które przez niewolników zostało tu przywleczone z Afryki. Voodoo (słowo to oznacza dobrą duszę) było tradycją religijną, która obecnie wymieszała się z elementami innych religii. Marie Laveau, (1801-1881) mistrzyni w rzucaniu „uroków”, leży od przeszło stu lat na cmentarzu w Nowym Orleanie ale jej spuścizna żyje do dzisiaj. Tak jak Marie, tak obecne kapłanki wpadają w trans tańcząc coraz szybciej, szybciej, szybciej aż do utraty przytomności przy akompaniamencie bicia w bębny i zawodzeniu współuczestników seansu. Czasami seansowi towarzyszy składanie krwawej ofiary, najczęściej z koguta. W czasie tego zawrotnego tańca kapłanka ma moc rzucenia „uroku” lub klątwy; może to być uzdrowienie ciężko chorej osoby, może też być spowodowanie uczucia miłości, ale może też być to śmierć lub ciężka choroba. Chociaż praktyki czarnej magii są częste w kręgach czarnoskórych jej wyznawców, są one mocno strzeżone przed białymi. Dla białej skóry i innych „niewtajemniczonych” dostępne są laleczki voodoo, które można kupić w sklepach z przyborami do czarnej magii.

Ale po co ja o tym wszystkim piszę, przecież państwo jesteście tu razem ze mną i oglądacie wszystko na własne oczy. Niepokoją mnie tylko wasze coraz głośniejsze szepty; czy dobrze słyszę słowa „PiS, PO, Kaczyński, Tusk” czy może mi się tylko wydaje? Nadstawiam ucha i jestem pewna, że nic mi się nie wydaje. Szanowni Państwo proszę o rozwagę, czy naprawdę laleczka voodoo jest tym jedynym sposobem na  polskie problemy? Może warto rozważyć bardziej rozsądne rozwiązania? Błagam!!! Spróbujcie!! No ale jeżeli nie da się inaczej, to oferuję pełną pomoc w dostarczeniu każdej ilości laleczek jak również instrukcji obsługi, która wskaże najbardziej skuteczny sposób kłucia.

Eleonora Serwanski

Reklama

Voo doo jest dobre na wszystko komentarze opinie

Dodajesz jako: |
Reklama

Ogłoszenia PREMIUM

Sprzedaż - Wynajem - Serwis

Zapewniamy profesjonalną obsługę serwisową i dostawę części zamiennych do wózków widłowych TOYOTA - BT Nasza oferta obejmuje przeglądy i naprawy..


Mieszkanie 2 pokojowe przy ul.

Mieszkanie 2 pokojowe 38 m2 po remoncie wynajmę dla osób niepalących. 1200zł+media+ czynsz


Reklama
 Reklama

25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nakłada na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies

Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez zyciekalisza.pl, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW.

Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono

Idea Contact sp. z o.o. z siedzibą w Kalisz 62-800, Spółdzielcza 6

Cele przetwarzania danych

1.marketing, w tym profilowanie i cele analityczne
2.świadczenie usług drogą elektroniczną
3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań
4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach
5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług (cele analityczne)


Podstawy prawne przetwarzania danych


1.marketing, w tym profilowanie oraz cele analityczne – zgoda
2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi
3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych


Odbiorcy danych

Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, agencje marketingowe oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa.

Prawa osoby, której dane dotyczą

Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą.

Informacje dodatkowe

Więcej o zasadach przetwarzania danych w "Polityce prywatności"