:-( Wygląda na to że masz Adblocka. Utrzymujemy się z reklam żeby móc dostarczyć Ci wiadomości z Twojego regionu za które nie musisz płacić, czy mógłbyś rozważyć jego wyłączenie?

Wspomnienia nauczycieli: Teresa Demczuk, anglistka

Historia, Wspomnienia nauczycieli Teresa Demczuk anglistka - zdjęcie, fotografia
Portal zyciekalisza.pl 31/01/2019 00:00

Cały czas pytała. Siedzieliśmy w napięciu przez całą lekcję. Przed dzwonkiem odczuwaliśmy ulgę. Czasami zgubną. Bywały dni, że Profesorka kilka minut przed przerwą kazała wyciągnąć karteczki. Była ostra, ale miała klasę. Nauczyła – tak profesor Teresę Demczuk wspominają uczniowie.

Pokoik w stylu salonowym: tapeta w kwiaty, na ścianie landscapes w solidnych ramach, stare lustro. Głębokie fotele, stolik z lampką. Mosiężny zegar w stylu rokoko wybija five o’clock. Na stoliku czeka imbryk i dwie filiżanki. – Herbata oryginalna angielska, proszę się częstować – zachęca Pani Profesor. – Słodzi pani? – Nie. – I słusznie. W Anglii się pija bez cukru, z mlekiem. My to w Polsce nazywamy „po bawarsku” – tłumaczy. – Teraz niestety Brytyjczycy przechodzą na kawę, co widać nawet na filmach – ubolewa.

Pytałam, wymagałam, nauczyłam
Podziwiam maniery Pani Profesor i after small talk nieśmiało przechodzę do rzeczy. – Rzeczywiście Pani tyle pytała? – Owszem – wzrusza ramionami. – Byłam wymagająca, ale w swojej pracy każdy musi być wymagający. Tylko wtedy są efekty. – A klasówki, dlaczego robiła je pani nawet przed dzwonkiem? – Często taką potrzebę dostrzegałam w trakcie lekcji. Nieraz wchodząc do klasy nie wiedziałam jeszcze na jaki temat będzie kartkówka i czy w ogóle ją zrobię. Wiele zależało od klasy. Klasy dzieliły się na ambitne i nieambitne. Pierwsze chciały umieć, drugie nie znosiły ucznia, który umiał. W tych drugich trudno było utrzymać uwagę. – Lubiła Pani pytać? – To w nauce języka konieczne. Jeżeli partyjny ojciec nie życzył sobie, żeby odpytywać córkę, to ja do niego: „A nie będzie pretensji, że nie będzie nic umiała? Jak się nie pyta, to uczeń się nie uczy – kwituje profesorka.

Nauki jestem głodna!
Urodziła się we Włocławku. Tam po wojnie skończyła liceum i przeniosła się do Łodzi – miasta pełniącego zastępczo funkcję stolicy. Tu mieściły się najważniejsze instytucje. Marzyła, by pracować w Polskiej Agencji Prasowej. Ledwie złożyła papiery, agencja powróciła do świeżo odbudowanej stolicy. „Do Warszawy to ja się nie zgadzam, żebyś pojechała” – oświadczyła jej mama. – „Wybierz sobie coś w Łodzi”. Wybrała języki: angielski na uniwersytecie łódzkim i francuski na Oddziale Uniwersytetu Paryskiego, który do 1955 r. miał wówczas filię w Łodzi. Ciężko było i biednie. Żeby się utrzymać, zaczęła pracować w fabryce jako sekretarka. Wykłady opuszczała, ćwiczenia na szczęście odbywały się po południu. Rano pracowała, wieczorem studiowała. – Nieraz o g. 22 wychodziłam z wykładu, w tym czasie setki robotnic opuszczało fabryki. Jeździłyśmy razem tramwajem. Patrzyłam na nie i zastanawiałam się, dlaczego one nie chcą się uczyć. Bo ja też nie miałam pieniędzy, też suchą bułkę ukradkiem z kieszeni jadłam. Poznałam, co to melzupka, czyli mleko zagęszczone mąką. Nie znałam innego dania jak pieczeń rzymska z chlebem albo głowizna z chrzanem. Nie miałam pieniędzy, ale miałam twardą wolę i pragnienie nauki. Nie skusiłyby mnie żadne pieniądze, żeby rzucić studia – opowiada wzruszona. Odstawia filiżankę i dodaje przez łzy: – Nauki to jeszcze bym była głodna. To chyba najpiękniejsza dziedzina życia.

Wszystko było łatwe
Magisterkę napisała po angielsku. Temat: Problemy prawnicze w utworach Gasworthy’ego. – To było łatwe, bo autor był prawnikiem. I dodaje: – Dla mnie wszystko było łatwe. Zawsze zdawałam przed terminem. Na trzecim roku byłam praktycznie gotowa do magisterki – wyznaje profesorka. Fascynowała się filozofią. Po studiach chciała skończyć kurs filozofii na KUL. Marzyła o doktoracie. Wyszła za mąż. Ślubu udzielał jej ówczesny biskup włocławski Franciszek Korszyński. Urodziła dwójkę dzieci. Rodzina odgrywała ważną rolę w jej życiu. – Miałam starszych rodziców, byłam dziewiątym dzieckiem. Rodzice żyli blisko Kościoła, gdy miałam 5 lat, bywał u nas sam kardynał Wyszyński. Bałam się go, bo miał surowy wygląd – wspomina.

Piosenki z ambasady
Dzięki mężowi znalazła się w Kaliszu. W 1957 r. zaczęła uczyć początkowo na pół etatu w II LO im. T. Kościuszki, a po dwóch latach w III LO im. M. Kopernika. – Klasy były 40-osobowe, bez podziału na grupy. Lekcja przebiegała według schematu: odpytywanie, nowy materiał, podsumowanie. Nie było żadnych pomocy naukowych, a ja chciałam uczyć piosenek – wspomina Pani Profesor. W czasach głębokiej komuny ośmieliła się napisać do ambasady brytyjskiej z prośbą o śpiewnik. Z British Council sprowadzała filmy. Cały czas się kształciła. W 1960 r. wyjechała na kurs do Oksfordu, w 1966 do Leeds, a w 1969 do Londynu. – Wszystko organizowało poznańskie kuratorium, w którym byłam zawsze szanowana za odczyty pedagogiczne. Byłam także delegatem nauczycieli na egzaminach wstępnych na poznańską anglistykę – podkreśla.

Ja jestem od uczenia!
Uczniowie wspominają, jak chodziła po korytarzu, wymachując kluczem. Kto nie umiał, usuwał się pod ścianę – a nuż spyta? Trochę się jej bali, nie na tyle, by nie żartować z profesorki. – Robili różne psikusy. Miałam gabinet koło sklepiku. Tam były myszy. Wstyd powiedzieć, że się ich boję. Kiedy to odkryli, zaczęli mi przynosić te myszy, żeby trochę lekcji minęło. Udawali, że one niby przechodzą przez dziurkę w ścianie. Ja szybko pomiarkowałam o co chodzi. Kazałam zakleić dziurkę cementem. Skończyło się. Ja jestem od uczenia, a nie od skakania po ławkach – mówi stanowczo. Uczniowie... Niezmordowani twórcy legend o profesorach, autorzy niewybrednych kawałów i przezwisk. – Wiem, że mówili na mnie „anglica”, „Dyma” [od nazwiska Demczuk], a przez pewien czas nawet „Ciota”, bo miałam takie powiedzonko: Siedzi i marudzi jak stara ciota na kanapie. Wszystko zależało od rocznika – mówi. Swoje przezwiska profesorka wspomina z uśmiechem na twarzy. Zdradza, że miała w gimnazjum nauczycielkę od łaciny, którą nazywała Pallas Atena. Uczniowie zawsze byli tacy sami – lepsi, gorsi, z wybrykami. Nieświadomi, że dostarczali nauczycielom najpiękniejszych chwil. – Najcudowniej jest patrzeć jak uczeń przychodząc nic nie umie, a wypuszcza się omnibusa. Miałam uczniów, którzy kochali ten język, wspaniale się rozwijali. To jest właśnie to – dzieło mistrza chwali! Odczuwałam dumę, że tyle się nauczyli. Ucząc słów, uczy się jakieś treści. A ta treść tworzyła osobowość: sposób widzenia, patrzenia, myślenia, prowadzenia dyskusji – tłumaczy czule anglistka. Przyznaje, że gdy prymusi opuszczali szkołę, odczuwała żal. Dwójkowych wypuszczała z ulgą. – Dawałam „3” i mówiłam: „Zejdź z moich oczu”. A na jesieni miałam satysfakcję. Spotykam ucznia na ulicy, a on mówi: „Profesorko, muszę iść do wojska. Jaki głupi byłem, że się nie uczyłem”. Nie ukrywa, że najlepiej pamięta piątkowych. A co gdy przeciętniak spotyka ją na ulicy i pyta: „Czy Profesorka mnie pamięta”? – Pytam wtedy, z kim chodził do klasy, po chwili sobie przypominam i sadzam delikwenta w ławce. Muszę przyznać, że spotykam się z ogromną serdecznością ze strony dawnych uczniów. Chyba miło mnie wspominają – mówi.

Nie wiedzą, co piszą
Dość wcześnie, bo na początku lat 80. musiała rozstać się ze szkołą. Stan zdrowia nie pozwalał na dalszą pracę. Niechętnie opuszczała mury liceum. Język angielski jest do dziś jej wielką pasją. Bulwersuje ją jednak jego zbytnia ekspansywność. – Nie lubię propagandy anglojęzycznej. Nie podobają mi się te „salony” przy byle wódce, używanie nazw angielskich bez sensu. Widziałam sklep z napisem „Patchwork”, a patchworku w sklepie ani okiem. Nie wiedzą nawet, co piszą. Siedzę w kościele, przede mną dzieciak w kurtce, na plecach napis angielski… z takim bykiem! Ja sama kupiłam wnukowi czapkę z błędem: w liczebniku porządkowym zamiast „21 st.” było „21 th”! – złości się. Globalizm i związana z nim ekspansja angielszczyzny mają jedną dobrą stronę. – Nauczycielom jest łatwiej uczyć. Jest mnóstwo kursów, chodzą na nie prawie wszyscy, łącznie z malutkimi dziećmi!

Język jest tajemnicą
Emerytowana profesorka kończy popołudniową herbatkę. Na koniec pytam: Co pani zdaniem jest w nauce języka najważniejsze? – Zapalczywość – odpowiada. – Język lubi zapalczywych. W języku obcym każde słowo jest tajemnicą. Nie tylko od strony gramatycznej. Tak a tak wygląda – a co się za nim kryje, co te litery oznaczają? – mówi z zaciekawieniem. I dodaje: – Co się tyczy uczenia, młodzież musi się liczyć z nauczycielem, ale żeby tak było, nauczyciel musi się sam szanować, wymagać również od siebie i wiedzieć, czego chce. Nie rozumiem dzisiejszych sytuacji i problemów wychowawczych. Jak jakiś uczeń się nie umiał zachować, to mówiłam: „Nie podoba ci się ławeczka, to stań sobie przy ścianie. A jak pójdziesz do wojska, to ci zaliczą służbę u Demczukowej”. Nauczyciel musi liczyć się ze sobą, a uczeń musi zrozumieć, że kto się nie uczy, krzywdzi samego siebie – puentuje profesorka.
Anna Frątczak

Reklama

Wspomnienia nauczycieli: Teresa Demczuk, anglistka komentarze opinie

Dodajesz jako: |
Reklama

Ogłoszenia PREMIUM

Sprzedaż - Wynajem - Serwis

Zapewniamy profesjonalną obsługę serwisową i dostawę części zamiennych do wózków widłowych TOYOTA - BT Nasza oferta obejmuje przeglądy i naprawy..


Mieszkanie 2 pokojowe przy ul.

Mieszkanie 2 pokojowe 38 m2 po remoncie wynajmę dla osób niepalących. 1200zł+media+ czynsz


Reklama
 Reklama

25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nakłada na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies

Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez zyciekalisza.pl, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW.

Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono

Idea Contact sp. z o.o. z siedzibą w Kalisz 62-800, Spółdzielcza 6

Cele przetwarzania danych

1.marketing, w tym profilowanie i cele analityczne
2.świadczenie usług drogą elektroniczną
3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań
4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach
5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług (cele analityczne)


Podstawy prawne przetwarzania danych


1.marketing, w tym profilowanie oraz cele analityczne – zgoda
2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi
3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych


Odbiorcy danych

Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, agencje marketingowe oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa.

Prawa osoby, której dane dotyczą

Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą.

Informacje dodatkowe

Więcej o zasadach przetwarzania danych w "Polityce prywatności"