:-( Wygląda na to że masz Adblocka. Utrzymujemy się z reklam żeby móc dostarczyć Ci wiadomości z Twojego regionu za które nie musisz płacić, czy mógłbyś rozważyć jego wyłączenie?
Historia, Żołnierzem być! - zdjęcie, fotografia
Portal zyciekalisza.pl 31/01/2019 00:00

Swoje wojenne losy wspomina Mieczysław Wiśniewski, żołnierz Armii Krajowej

W wojsku najbardziej podobał mi się… mundur. Uwielbiałem patrzeć na ojca, kiedy go ubierał. Z niecierpliwością wyczekiwałem świąt i rocznic patriotycznych, z okazji których w pułku odbywały się apele i defilady. Przed wojną oficerowie mieli szyk: wysportowana sylwetka, mundur, równy krok.

Urodziłem się w 1925 r. w gminie Tyniec, szosa Łódzka, obecnie Kalisz. Ojciec był zawodowym podoficerem 29. pułku Strzelców Kaniowskich w Kaliszu. Miał piękny mundur. Elegancki, wyprostowany, paradował na wszystkich uroczystościach w pułku. Podziwiałem go. Od dziecka marzyłem, żeby nosić mundur, jak ojciec. Gdy byłem w piątej klasie szkoły podstawowej, zapisałem się do 11. drużyny harcerskiej, działającej przy SP nr 9. Już wtedy wiedziałem, że chcę zostać żołnierzem. Po skończeniu szóstej klasy zdawałem do Korpusu Kadetów w Rawiczu, niestety nie zostałem przyjęty. Do Kalisza wracałem smutny, ale pomyślałem, że widocznie tak musi być i dostałem się do Gimnazjum im. A. Asnyka. Od razu przystałem do działającej przy szkole 3. drużyny harcerskiej im. H. Sienkiewicza.

We wrześniu 1939 r. nie poszedłem do szkoły ani na zbiórkę. Ojciec z jednostką poszedł na front, a mnie, brata i mamę ewakuowali do Chyrowa, na Kresach… że niby bezpieczniej. Jechaliśmy ponad tydzień, głównie nocami, w dzień kryliśmy się przed samolotami wroga. Na miejscu powitała nas salwa bomb. Luftwaffe przypuściło atak na stację kolejową. W biegu wyskoczyliśmy z wagonów, porwaliśmy podręczne bagaże i pognaliśmy na wskazane kwatery. Pociąg z resztą sakwojaży odstawiono na boczny tor. Rano poszliśmy odzyskać nasze walizki, lecz wagony były puste. Transportu strzegli polscy żołnierze, ale widać żadna armia nie była w stanie powstrzymać miejscowych Ukraińców. Podjeżdżali wozami i rabowali wszystko. Doszczętnie. W Chyrowie przerażenie i panika narastały z godziny na godzinę. Zbliżali się Niemcy. Nasi żołnierze nie wiedzieli, w którą stronę uciekać... Po raz pierwszy widziałem spanikowane wojsko, ale rozumiałem ich. Nas również ogarniał strach. Zdezorientowani, zdani tylko na siebie, ruszyliśmy pieszo w kierunku Sambora. Myśleliśmy, że w większym mieście będzie bezpieczniej.

Szliśmy na piechotę. Nie mieliśmy nic do jedzenia, żywiliśmy się wyłącznie czekoladą. Po drodze, we wsi Zadniestrze, musieliśmy zanocować. Wcześniej słyszeliśmy o napięciach na tle narodowościowym i chorobliwie baliśmy się Ukraińców. W wiosce znalazł się gospodarz-cudzoziemiec, który nas przygarnął i zaoferował nocleg. O, paradoksie! Był to Niemiec. Dotarliśmy do Sambora. Niestety, tej samej nocy zjawiły się tam również oddziały Wehrmachtu. Było strasznie… łuny pożarów, huk armat, piekło na ziemi. 17 września nastąpiła zmiana. Niemcy się wycofali i wkroczyli Sowieci. Nowi okupanci wzbudzali we mnie uczucie trwogi i… rozczarowania. Widok był to żałosny: długie płaszcze (szynele), spiczaste czapki bolszewickie, karabiny na sznurkach, a zamiast plecaków… worki, niedbale i prowizorycznie obwiązane sznurkiem! Byłem zdegustowany: to ma być mundur? To ma być wielka Czerwona Armia?! Pod koniec września gałganiarskie wojsko zastąpiła kozacka kawaleria – żołnierze w granatowych bryczesach, bluzach i okrągłych czapkach kozackich. Wyglądali wspaniale, a to tego byli uprzejmi i przyjaźni. Wszystkie dzieci częstowali sacharem.

W Samborze przebywaliśmy do listopada. W tym czasie po kapitulacji Warszawy ojciec wrócił do Kalisza. Od razu rozpoczął starania u okupanta o uzyskanie pozwolenia na sprowadzenie rodziny. Kalisz był włączony do Wartegau, a myśmy byli na terenach zajętych przez Sowietów. Nie było na co czekać. Wraz z kilkoma kolegami przyjechaliśmy do Przemyśla, bez zezwolenia przekroczyli San i 6 listopada odszukali nas w Samborze. Mieliśmy szczęście. W tym czasie w Przemyślu została otwarta granica. Bezpiecznie przeszliśmy na stronę gubernatorstwa. Gdybyśmy zostali kilka dni dłużej… widnielibyśmy na listach wywózki w głąb ZSRR.

Wigilia 1939 r. – bez choinki, Mikołaja, bez radości. W smutku oczekiwaliśmy na dalsze losy. 12 lutego 1940 r. do domu przyszła policja. Dali nam 10 minut na spakowanie podręcznych bagaży i odprowadzili do budynku szkoły przy ul. 3 Maja. Spaliśmy w klasach na podłodze wyściełanej słomą. 20 lutego przeniesiono nas do budynku szkoły handlowej, przy ul. Legionów. Znów słoma i podłoga. 3 marca wyprowadzono nas na dworzec kolejowy, przydzielono po 20 zł na osobę i załadowano do wagonów. Przez dwie doby jechaliśmy w nieznane. Wysiedliśmy na dworcu kolejowym w Jaśle. Umieszczono nas w budynku drukarni – standardowo na słomie. Po dwóch dniach przyjechały powozy konne i porozwoziły nas do poszczególnych wiosek. Zamieszkaliśmy we wsi Zarzecze w pokoju u jednego z gospodarzy. Nie posiadaliśmy żadnych środków do życia. Wyznaczeni z nakazu władz ludzie przynosili nam żywność. Nie mogli pojąć, dlaczego zostaliśmy wyrzuceni z własnych mieszkań, a oni muszą nas utrzymywać. Wieś była uboga. Żeby nie być darmozjadami, pomagaliśmy im w pracach polowych. Wypasałem krowy, a po żniwach zbierałem kłosy na ścierniskach. Uzbierałem ponad 20 kg po wymłóceniu.

1 września 1940 r. w Jaśle została uruchomiona 3-letnia szkoła handlowa. Zostałem przyjęty do drugiej klasy. W czerwcu 1942 r. byłem już absolwentem, a w sierpniu rozpocząłem pracę w młynie handlowym w Żółkowie. Kilka miesięcy wcześniej, w lutym, wydarzyło się w moim życiu coś bardzo ważnego… Marzenie się spełniło. Złożyłem przysięgę i pod pseudonimem „Nietoperz” wstąpiłem w szeregi Armii Krajowej. Miałem wtedy 17 lat. Ojciec w organizacji działał już od 1940 r. pod pseudonimem „Sokół”. Był dowódcą plutonu i instruktorem w placówce Dębowiec. Chodziłem na zbiórki szkoleniowe z zakresu prowadzenia walk partyzanckich. Z kbk i bronią krótką zapoznałem się już jako chłopiec, strzelać nauczył mnie ojciec. Ponieważ młyn, w którym pracowałem, znajdował się w pobliżu stacji kolejowej Jasło, miałem za zadanie obserwować ruch transportów wojskowych. W miarę możliwości wydawałem mąkę i kaszę dla organizacji akowskiej.

Latem 1944 r. ofensywa radziecka zbliżała się do Jasła. Rozpoczęliśmy przygotowania do akcji „Burza” – ogólnego powstania przeciw okupantowi. W placówce Dębowiec brakowało sanitariuszy. W młynie byłem przeszkolony w zakresie udzielania pierwszej pomocy, więc ojciec zgłosił mnie na kurs sanitarny w Dębowcu. Po jego ukończeniu, w lipcu, zostałem zmobilizowany i przydzielony do 5. kompanii, 5. pułku Strzelców Podhalańskich AK pod dowództwem por. „Hrycia”. Moje marzenie spełniło się, ale nie do końca… Byłem żołnierzem, lecz o mundurze mogłem zapomnieć. Nosiliśmy prywatne ubrania, a płaszcze i koce mieliśmy zdobyczne – poniemieckie. Punktem zbornym było tzw. Bocianie Gniazdo w domu jednego gospodarza przy lesie za Żmigrodem. Spaliśmy przeważnie pod gołym niebem, w razie niepogody budowaliśmy szałasy. Pełniłem funkcję sanitariusza kompanii, ale miałem karabin – sztucer i niezależnie od funkcji brałem udział w licznych działaniach z bronią w ręku. Obejmowały one tereny zamieszkałe przez ludność łemkowską: Skalnik, Myscową, Mrukową, Świeżową Ruską. Jednym z głównych celów było zdobycie jak największej ilości broni, amunicji i leków. Przeprowadzaliśmy ataki na niemieckie transportery opancerzone, wozy, motocykle. Zdobywaliśmy broń, żywność, mapy, raporty. Wszystkie akcje kończyły się pomyślnie, z wyjątkiem jednej. Wczesnym rankiem, gdy podchodziliśmy pod leśniczówkę, gdzie stacjonowali Niemcy, ku naszemu zaskoczeniu to oni pierwsi otworzyli ogień. Jeden z naszych zginął, kilku zostało rannych. Prawdopodobnie ktoś poinformował ich o ataku… był wśród nas szpieg.

We wrześniu 1944 r. wojska radzieckie podchodziły pod Jasło. Front zatrzymał się zaledwie kilka kilometrów od miasta. Mieszkańców Jasła i okolicznych miejscowości wysiedlono, a samo miasto doszczętnie spalono. Natężenie wojsk niemieckich było coraz większe. Nasza działalność stawała się coraz bardziej niebezpieczna, a z czasem niemożliwa. Wkrótce zostaliśmy zwolnieni do domów. Wróciliśmy z ojcem do Zarzecza i podobnie jak resztę ludności cywilnej, zmuszono nas do wykonywania prac dla Wehrmachtu: kopania rowów, budowania umocnień itp.

15 stycznia 1945 r. o 6 rano obudził mnie huraganowy ogień artyleryjski, który trwał ponad 3 godziny. O 11.10 ujrzeliśmy na wzgórzu białe okrycia pierwszych żołnierzy sowieckich. Przemarsz wojska trwał 3 dni. Nie było spokoju, bo żołnierze idący z zaopatrzeniem wpadali do naszych domów i rabowali, co się dało. W ten sposób mama pozbyła się kołnierza z lisa, a tata i brat – zegarków. Postanowiliśmy z ojcem wracać rowerami do Kalisza. Po raz pierwszy razem gotowaliśmy samogon. Przezorny tato przewidział, że może być przydatny. Podróż nie była łatwa: początek marca, zimno, deszcz, zerwane mosty, zaminowane drogi. W dwa dni dotarliśmy do Krakowa. Tam zatrzymaliśmy się u znajomych na dłuższy odpoczynek. Gdy mieliśmy wyjeżdżać, padał deszcz ze śniegiem. Za flaszkę samogonu udało nam się załadować na odkrytą platformę pociągu jadącego do Częstochowy. Nakryci kocem, a mimo to zmoknięci i przemarznięci, dotarliśmy na miejsce. Z Częstochowy odjeżdżał pociąg do Łodzi, pełen radzieckich żołnierzy. Za butelkę wódki pozwolono nam załadować się na bufory pomiędzy wagonami. W Łodzi wpakowaliśmy się na pomost lokomotywy i tak trzymając jedną ręką poręcz a drugą rower, dojechaliśmy do Kalisza. Rozpocząłem naukę w Prywatnym Gimnazjum i Liceum Handlowym, a w 1946 r. otrzymałem świadectwo dojrzałości. Chciałem pójść na studia, jednak w sierpniu zostałem powołany do obowiązkowej, czynnej służby wojskowej i skierowany do Warszawskiej Dywizji Piechoty im. T. Kościuszki. O tym, że wcześniej jedną służbę odbyłem nieobowiązkowo, na szczęście nikt nie wiedział. Dostałem upragniony mundur, ale jakoś wcale się nie cieszyłem. Nie był taki, o jakim marzyłem…
Anna Frątczak

Reklama

Żołnierzem być! komentarze opinie

Dodajesz jako: |
Reklama

Ogłoszenia PREMIUM

Mieszkanie 2 pokojowe przy ul.

Mieszkanie 2 pokojowe 38 m2 po remoncie wynajmę dla osób niepalących. 1200zł+media+ czynsz


Sprzedaż - Wynajem - Serwis

Zapewniamy profesjonalną obsługę serwisową i dostawę części zamiennych do wózków widłowych TOYOTA - BT Nasza oferta obejmuje przeglądy i naprawy..


Kalendarz

Najbliższe imprezy
Reklama
 Reklama

25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nakłada na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies

Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez zyciekalisza.pl, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW.

Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono

Idea Contact sp. z o.o. z siedzibą w Kalisz 62-800, Spółdzielcza 6

Cele przetwarzania danych

1.marketing, w tym profilowanie i cele analityczne
2.świadczenie usług drogą elektroniczną
3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań
4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach
5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług (cele analityczne)


Podstawy prawne przetwarzania danych


1.marketing, w tym profilowanie oraz cele analityczne – zgoda
2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi
3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych


Odbiorcy danych

Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, agencje marketingowe oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa.

Prawa osoby, której dane dotyczą

Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą.

Informacje dodatkowe

Więcej o zasadach przetwarzania danych w "Polityce prywatności"