Reklama

Legendarny „Mikrus” - po pożarze odbudowany i znowu zachwyca

„Mikrus” - żółte autko polskiej produkcji, rocznik 1959, popularna „Pszczółka” przez dziesięciolecia był legendą polskich dróg i maskotką targów motoryzacyjnych aż do feralnego dnia, w którym w wyniku kolizji spalił się. Wydawało się, że jednego z już tylko 10 jeżdżących Mikrusów czeka złomowanie. Tymczasem fani zabytkowych pojazdów nie poddali się. Autko zostało odbudowane i znowu cieszy oczy właściciela i fanów zabytkowych samochodów, a liczy sobie już 77 lat.

    Do kolizji doszło w listopadzie  na drodze ekspresowej S5 w pobliżu węzła Strumiany. Skoda uderzyła w tył Mikrusa MR-300, który zapalił się W wypadku został poszkodowany też właściciel zabytkowego auta Leszek Kuźba.

   - Popłakałam się, gdy pojechałam zobaczyć resztki Mikrusa i gdy okazało się, że jest cały spalony, poleciały mi łzy - wspomina Małgorzata Kuźba, córka właściciela pojazdu. L. Kuźba był załamany. Auto kupił w 1975 roku. Nie wierzył, że możliwe jest odbudowanie jego „Pszczółki. Tymczasem z pomocą przyszedł Zbigniew Kopras, kolekcjoner aut z PRL-u spod Poznania. Podjął się odbudowy żółtego Mikrusa, zorganizował ogólnopolską zbiórkę „Odbudowa Spalonego Mikrusa”, a po skompletowaniu części co trochę trwało przywrócił autku jego dawny wygląd i techniczną sprawność. W ubiegłym roku odbudowany Mikrus znowu cieszył oko pasjonatów starych aut.

Reklama



     Mikrus, to polska produkcja.  Miało być bardzo tanie i dostępne dla „ludu” . Łącznie w latach 1957 - 60 wyprodukowano ich zaledwie  1728 sztuk. Samochód miał mieścić cztery osoby, posiadać czterokołowe podwozie, masę własną 400 kg i spalać 4l paliwa na 100 km. Auto rozpędzało się od 0 do 70 km/h w czasie nieco ponad pół minuty i uzyskiwał maksymalną prędkość w granicach 85 – 90 km/h.

   Historia odbudowanego Mikrusa jest mi szczególnie bliska. Właściciel Leszek Kuźba jest moim serdecznym kolegą jeszcze z lat dziecięcych. Swoją żółtą „Pszczółką” nie raz przyjeżdżał w odwiedziny z Konina, gdzie mieszka, budząc na ulicach Kalisza sensację.  – Kiedy kupiłem Mikrusa miał 16 lat.  Zapłaciłem 12 tys. zł. Tyle samo kosztowała wówczas krowa. Pamiętam ten przelicznik, bo krótko po zakupie trafił się rolnik z rejonu Gizałek, który oferował mi za niego właśnie równowartość krowy. Nie było mowy o odsprzedaży. Mikrus był moim pierwszym samochodem i długie lata służył jako podstawy środek komunikacji. Systematycznie jeżdżąc w pierwszych latach przejechałem ponad 40 tys. km., co na tamte lata było przyzwoitym przebiegiem.  Dopiero kiedy przesiadłem się do Skody, swojego Mikrusa zacząłem traktować z większą atencją. Niemniej nigdy nie chciałem się  wzorować na kolekcjonerach, którzy swoje samochodowe perełki trzymają w garażu i wyprowadzają je na krótkie sporadyczne przejażdżki tylko latem i to w słoneczne dni.  Swoim autkiem odbywałem liczne podróże np. do:  Bogatyni, Turku, Kalisza, Koła. Co prawda jazda trwała dość długo  ale jaka była frajda  kiedy mijający mnie kierowcy przyjaźnie unosili kciuki, zatrzymywali mnie by sfotografować mojego Mikrusa. Po odbudowie autka będę go oszczędzał, w końcu w kraju jest bodajże tylko 10 sprawnych Mikrusów – mówi Leszek Kuźba.

Reklama

                                    Zakładano  masową produkcję

   Mikrus jest dzieckiem gomułkowskiej tzw. „odwilży” jaka nastąpiła po wydarzeniach październikowych 1956 roku. Wówczas pierwszy sekretarz PZPR Władysław Gomułka oprócz zmian w sferze życia politycznego i społecznego zapowiedział też rozwój przemysłu w tym motoryzacyjnego.  Stąd w latach 1956 – 1957 na deskach projektantów powstało szereg prototypów mikrosamochodów.  Były to między innymi: P 80, Meduza, Smyk, Mikrus MR 300. Ostatecznie zdecydowano się na  Mikrusa. Samochody produkowano w zakładach lotniczych WSK Mielec i WSK Rzeszów. Dlatego do nazwy Mikrus dodano MR ( od Mielec i Rzeszów). 22 lipca 1957 roku w Warszawie zaprezentowano pierwsze prototypy.  Pod koniec roku była gotowa pierwsza seria i dwa Mikrusy w wersji kabriolet. W pierwszej połowie 1958 roku WSK Mielec zakończył produkcję 100 pojazdów. Testowali je ówczesny premier Józef Cyrankiewicz i wicepremier Piotr Jaroszewicz. Samochody szybko znalazły indywidualnych nabywców, których zobligowano do składania producentowi okresowych sprawozdań dotyczących funkcjonowania samochodów.  

Reklama

       Do 70 km/h w ponad pół minuty, bagażnik przed nogami kierowcy i pasażera

 – Autko jest bardzo ciasne, szczególnie teraz kiedy przybyło mi sporo kilogramów. Niemniej zarejestrowane jest na cztery osoby. Producent od początku podkreślał, że jest to pojazd rodzinny,  najlepiej dla dwojga dorosłych i dwójki dzieci. Blachy ma dosyć dobre. Do ich produkcji wykorzystywano odpady z blach używanych do produkcji samolotów. Był produkowany ręcznie jak Royce Rolls. Na karoserię każdego Mikrusa było przeznaczonych około 10 kg cyny. Oddzielny był płat maski i błotnika. To wszystko było oddzielnie klepane i cynowane. Natomiast napęd stanowiły dwa dwusuwowe silniki, które wcześniej montowano w polskich motocyklach WFM. Auto ma niezsynchronizowane cztery biegi plus piąty wsteczny. Do ogrzewania wykorzystywane jest powietrze chłodzące silnik, a przewietrzenie odbywa się przez odsuwane szyby w drzwiach. Ciekawym rozwiązaniem jest 200dm3 bagażnik. Znajduje się z przodu samochodu przed nogami pasażera i kierowcy. Dostęp do niego jest możliwy jedynie od wnętrza samochodu – opowiada Leszek.

Reklama

    Zakładano, że autko kosztujące niewiele więcej od motocykla zyska wielu chętnych. Stąd tak optymistyczne prognozy związane z jego produkcją. W 1959 roku miało być ich już 5000 tys. sztuk. Planowano także stworzenie na bazie wersji osobowej małego samochodu dostawczego o ładowności do 200 kg.

         Zaprzestano produkcji, bo mogło dojść do międzynarodowego skandalu

Jesienią 1960 roku niespodziewanie zaprzestano produkcji. – Tłumaczono to różnie. Oficjalnie względami ekonomicznymi, a w szczególności wysokimi kosztami produkcji przy tak małej liczbie aut. Jest też inna nieoficjalna przyczyna. Mnie wydaje się wiarygodna, mianowicie roszenia niemieckiej firmy Glas, która w tym czasie wywierała naciski na władze naszego kraju by Polska wykupiła licencję umożliwiającą dalszą produkcję Mikrusa. W tym czasie kiedy my zaczęliśmy produkcję firma Glas produkowała Goggomobila. Nieoficjalnie mówi się, że zakupiliśmy dwa jego egzemplarze i z pominięciem licencyjnych procedur, „piratowaliśmy”  Mikrusa. Już w 1957 roku tygodnik Auto Moto nr 29/1957 pisał, że „ silnik – nie ukrywając prawdy jest kopią jednej z zachodnich konstrukcji” . W 1959 roku Mikrus miał być prezentowany na Polskiej Wystawie Przemysłowej w Moskwie organizowanej z okazji XV – lecia PRL. Jednak w ostatniej chwili został zdjęty z platformy obrotowej, na której w zastępstwie ustawiono polski motocykl Junak. Mikrus zniknął, bo jego ekspozycja mogłaby wywołać międzynarodowy skandal. W tym czasie nasz kraj podpisywał wiele znaczących umów z państwami zachodnimi. Utrzymywanie nielegalnej produkcji i w dodatku prezentowanie go w Moskwie jako własnego dorobku mogło mieć niekorzystne następstwa w relacjach z tymi państwami. W efekcie w ciągu trzech lat wyprodukowano zaledwie 1728 aut w tym dwa kabriolety i prototyp auta ciężarowego – dodał.  

Reklama

(grz)

foto: archiwum L. Kuźby

 

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 20/02/2026 09:18
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zyciekalisza.pl




Reklama