Książki w szkolnych bibliotekach niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki przestały nimi być. Statusu książki nie straciły te, które mają więcej niż 49 stron. Mające straciły dotychczasowy status i zyskały miano broszurami. Biurokratyczny absurd rodem z Ministerstwa Edukacji Narodowej.
Takiego rozgraniczenia księgozbioru muszą dokonać nauczyciele – bibliotekarze sporządzający coroczny raport w Systemie Informacji Oświatowej - zintegrowanej bazie zarządzanej przez Ministerstwo Edukacji Narodowej. W druku sprawozdania za 2020 rok pojawiła się rubryka, w której należy wpisać liczbę książek liczących powyżej 49 stron. Departament Współpracy z Samorządem Terytorialnym MEN tłumaczy, że rozróżnienie książek mających więcej niż 49 stron i mniej niż 49 stron wymuszają normy, którego autorem nie jest MEN a urząd statystyczny. Okazuje się, że zgodnie z definicją Głównego Urzędu Statystycznego za książkę uznaje się wydawnictwo zwarte, które zawiera co najmniej 49 stron, nie licząc okładek. Ponadto musi być wydane w danym kraju i ogólnodostępne (za biblioteka.pl). Dotychczasowe pozycje liczące mniej niż 49 stron zostały zdegradowane do rangi broszur. Można sobie żartować, że wszystkie dotychczasowe książeczki dla dzieci, to nie małe dzieła literackie a zwykle broszury. Wiele dotychczasowych książek, które są lekturami szkolnymi także spadły do działu broszur. Przykładem widoczne na jednym ze zdjęć utwory „Antek” Bolesława Prusa, ORSO” i „Z pamiętnika poznańskiego nauczyciela”. Tymczasem broszura (franc. brochure od broche – brosza z wł. brocca dzban), to wyrób poligraficzny o małej objętości, maksymalnie 3 arkusze drukarskie (48 stron, dawniej 64 strony) o treści informacyjnej, biznesowej lub propagandowej, adresowany do szerokiej publiczności. Jest to rodzaj druku łączonego.
Rozmawiałem z kilkoma nauczycielami prowadzącymi szkolne biblioteki w Kaliszu i powiecie kaliskim. Popsułem im humor, bo o nowym wymogu nie wiedzieli. Liczą, że MEN i GUS wycofają się z tego absurdalnego pomysłu, bo jeżeli nie, to czeka ich wiele na nic niepotrzebnej pracy. - Nawet mając skomputeryzowany księgozbiór trzeba będzie wejść na każdą z pozycji. Nie wszystkie szkolne biblioteki mają katalogi gdzie widoczna jest liczba stron. Te, które nie mają lub nadal bazują na księdze inwentarzowej będą musiały każdą książkę wziąć do ręki. Sądzę, że w szkołach średnich księgozbiór biblioteki liczy kilkanaście tysięcy egzemplarzy – stwierdziła nauczycielka – bibliotekarz jednej z kaliskich szkół średnich.
(grz)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Pis nie lubi jak ludzie czytają książki. Wystarczy jak słuchają radyja, oglądają kurwizję i modlą się o zdrowie prezesa.
Stefan, jesteś tutaj stały dyżurny anty-PIS troll. Chyba chorujesz na chorobę pis?
Don! Będę się za Ciebie modlił! Czy choroba pis to brak rozumu?
Pis nie lubi jak ludzie czytają książki. Wystarczy jak słuchają radyja, oglądają kurwizję i modlą się o zdrowie prezesa.
Stefan, jesteś tutaj stały dyżurny anty-PIS troll. Chyba chorujesz na chorobę pis?
Don! Będę się za Ciebie modlił! Czy choroba pis to brak rozumu?