Reklama

Ludzie z pasją: Piotr Jabłoński

30/01/2019 15:23

 – Gdybym w kieszeni miał ostatnie 150 złotych i alternatywę – kupić nowe spodnie albo część do samochodu, to spodnie zaceruję i kupię część – śmieje się Piotr Jabłoński, właściciel firmy przewozowej, elektronik z wykształcenia, z wyboru pasjonat amerykańskiej motoryzacji

 Na placu zlokalizowanym przy ul. Lubelskiej na osiedlu Winiary w Kaliszu stoi kilkanaście aut. Sporo ukrywa się w garażach i hangarach. Niektóre kompletne, inne w częściach, przygotowane do renowacji. Istotne jest to, że zdecydowana większość z nich (z nielicznymi wyjątkami potwierdzającymi regułę) pochodzi zza oceanu. 
– Po prostu kocham amerykańską motoryzację. Wielkie gabaryty, „gulgot” potężnych silników. A im starsze, tym lepiej – śmieje się pan Piotr.

Reklama

„Skazany” za młodu
– Pamiętam, jak wielkie było w rodzinie poruszenie, kiedy ojciec za talony odebrał pierwszego malucha. Po dziesięciu latach, u  schyłku komuny, kupił sobie na Zachodzie używanego Golfa, a my z bratem walczyliśmy o tego malucha. Jednak gdzieś w podświadomości, od lat chłopięcych, miałem wkodowany obraz sunącego majestatycznie ulicą Cadillaca, wydobywającego ze swych „trzewi”  charakterystyczny gulgot V-ósemki. To był impuls, który zaowocował tym, że zacząłem interesować się amerykańską motoryzacją lat 50., 60, i 70., czyli tym najwspanialszym okresem w jej dziejach – wspomina pan Piotr.
Nie byłoby w tym nic niezwykłego, bo wielu nastolatków „tak ma”. On jednak nie zamierzał ograniczać się do kolekcjonowania katalogów, pism motoryzacyjnych czy resoraków. Chciał mieć prawdziwego amerykańskiego potwora z V8 pod maską. 
Potencjał miał już od wczesnego dzieciństwa. – Byłem chyba trochę dziwnym chłopakiem, bo zamiast bawić się w podchody, grać w berka, strzelaninę czy haratać w gałę, wolałem sobie „pogrzebać” w warsztacie. Najpierw przy rowerach i motocyklach, a potem przy samochodach. Najpierw PRL-owskich, następnie amerykańskich – wspomina.
I tak z pasji zrodził się biznes. Pan Piotr bowiem nie restauruje swoich klasyków po to tylko, by potem cieszyć oko. – Nie stać mnie na to. Jeszcze nie – śmieje się.
Do tej pory, czyli przez około 20 lat, sprowadził, wyremontował i sprzedał już kilkadziesiąt samochodów Made in USA. Najstarsze pochodziły z początku lat 70. Mile wspomina np. Pontiaca Trans Ama z 1977 roku (takiego, jakim jeździł Burt Reynolds w filmie „Mistrz kierownicy ucieka”), czy Chevroleta Camaro z 1978 roku. Do tego ma szczególny sentyment. – Kosztował mnie prawie dwa lata pracy i sporo pieniędzy, ale efekt wart był zachodu – wspomina klasyka amerykańskiej motoryzacji, którego... podarował żonie. – Do dziś mam w pamięci jej minę. O niczym nie wiedziała. 
Potem były kolejne, spektakularne renowacje. Np. Chrysler Newport z 1971 roku, jedno z największych coupe, jakie kiedykolwiek powstały – 6,4 metra długości i 2,08 metra szerokości. Dwudrzwiowe auto, na którego masce, jak żartuje rozmówca, można się wyspać. Czy Dodge Charger, (znany m.in. z kultowej serii „Szybcy i wściekli” z Paulem Walkerem i Vin Dieselem), którego nawet laikom przedstawiać nie trzeba.
– Mam swoją „listę marzeń”, aut, które muszę mieć i powoli, konsekwentnie ją realizuję – podkreśla.

Więcej w Życiu Kalisza

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zyciekalisza.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości