Reklama

Rowerem przez świat

13/08/2008 13:21
Przedwczoraj przejeżdżał przez Kalisz

Naoto ma 46 lat i jest w trakcie swojej najdłuższej podróży życia – przejechał już całą Azję i zmierza do Lizbony. Na jeden dzień zatrzymał się w Długiej Wsi Drugiej k. Stawiszyna.
Naoto pochodzi z Isesaki w rejonie Gumna, położonej 100 km od Tokyo. Uważa się za zwykłego człowieka, chociaż przyznaje, że ma niezwykłe hobby. Na co dzień pracuje jako programista w amerykańskiej firmie komputerowej i mieszka z żoną i dwójką synów w Los Angeles. Pewnego dnia pomyślał jednak, że życie jest za krótkie, aby ciągle spędzać je w jednym miejscu. Tym bardziej że od 13 lat nie był na wakacjach.
– Pomyślałem wtedy, że skoro jestem w USA, powinienem  zwiedzić te tereny. Wsiadłem na rower i w 17 dni przejechałem 6 tys. km po Stanach. Trasa wiodła wtedy z San Francisco do Bostonu.
To było 20 lat temu. W tym roku, powracając do tradycji długiego podróżowania, postawił na kraje europejskie. Dodał do tego jeszcze Azję i ustalił, że jego kolejna wyprawa rowerowa zakończy się w Lizbonie. Aby jednak wyruszyć rowerem do Portugalii, musiał kolejny raz rozstać się na wiele miesięcy z rodziną.
– Do mojej podróży przygotowywałem przede wszystkim... żonę. Nie chciała mnie puścić. Ale z drugiej strony wiedziała, że jej zgoda sprawi mi wielką przyjemność.
Naoto w podróży jest już ponad 3 miesiące. Tęskni za rodziną, ale nie chce przerywać swojej wyprawy. Musi dobrnąć do celu. Jak przyznaje, nie robi tego dla jakiejś idei, ale dla samego siebie.
– Człowiek musi się poznać. Musi wiedzieć, na ile go życiu stać. Ja właśnie w ten sposób sprawdzam siebie, a przy okazji – nie zsiadając z roweru – zwiedzam świat.
Do Tokyo z Los Angeles wyruszył samolotem. Stamtąd rowerem do Toyamy, a potem promem do Władywostoku. Codziennie pokonuje trasę liczącą 100 km. W sumie na dwóch kółkach ma zamiar przejechać 12 tys. km. 
Jego rower wraz z ekwipunkiem waży około 60 kg. Naoto wiezie ze sobą tylko najpotrzebniejsze rzeczy osobiste, ciepłą kurtkę, a także namiot, w którym sypia na trasie. Bywa jednak, że goszczą go przypadkowi ludzie.
– Napotkani mieszkańcy często bywają bardzo gościnni. Pozwalają mi się wykąpać, najeść do syta i przespać się na sofie. Czuję się wtedy bardzo zawstydzony, bo mam przecież pieniądze na podróż do Lizbony, a oni nie oczekują niczego w zamian – przyznaje.
Podobnie było i w Polsce. Naoto podczas podróży przez nasz kraj przejeżdżał m.in. przez Łódź. Spotkał tam osobę, która zaproponowała mu nocleg pod Kaliszem.
– To zabawna historia. Łodzianka była mną zachwycona i wspomniała o swojej rodzinie w podkaliskiej miejscowości. Mówiła, że mają synową z... Japonii. Nie mogłem uwierzyć, że spotkam tutaj swoją rodaczkę. Poprosiłem więc o wizytę i nocleg w ich domu. I tak znalazłem się w Długiej Wsi Drugiej koło Stawiszyna – opowiada cyklista-obieżyświat, którego podróż jest niezwykle męcząca. Podczas niej Naoto stracił już 12 kilogramów.
Do Lizbony ma zamiar dotrzeć w połowie września, skąd samolotem uda się z powrotem do Los Angeles.
– Muszę jak najszybciej wracać do stęsknionej żony  i do... pracy. W końcu z czegoś trzeba żyć...        (m, SJ)
Japończyk Naoto, który od 3,5 miesięcy przemierza samotnie rowerem pół świata. Najbardziej ucieszyło go spotkanie ze swoją rodaczką osiadłą w podkaliskiej miejscowości
 
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zyciekalisza.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości