Kalendarzowe święta mają to do siebie, że błyskawicznie stają się „wczorajszą gazetą". 23 lutego minął Ogólnopolski Dzień Walki z Depresją. Przetoczyła się fala postów w mediach społecznościowych, wywiadów ze specjalistami i apeli o empatię. Potem kurz opadł. Statystyki jednak nie znają pojęcia „po terminie". Depresja nie zwija żagli 24 lutego rano. Ona zostaje w domach, biurowcach i na placach zabaw, karmiąc się ciszą, która następuje po medialnym szumie.
Piszę ten tekst świadomie „po czasie". Bo to właśnie teraz, gdy nikt już nie przypomina nam o uważności, jest ona najbardziej potrzebna. Depresja to bowiem nie tylko smutek – to przede wszystkim potężna, wyniszczająca samotność w tłumie, która często nosi nienagannie skrojony garnitur lub idealny makijaż.
W powszechnej świadomości depresja wciąż wygląda jak kadr z czarno-białego filmu: niezasłonięte zasłony, góry brudnych naczyń i człowiek, który od tygodnia nie wstał z łóżka. Owszem, to jest jedno z obliczy tej choroby – jej postać kliniczna, obezwładniająca. Ale istnieje też inna, znacznie trudniejsza do uchwycenia twarz: depresja wysokofunkcjonująca (PHD – Perfectly Hidden Depression).
To choroba ludzi, których podziwiamy. To menedżerowie domykający wielomilionowe kontrakty, to studenci z najwyższą średnią, to matki, których dzieci zawsze mają wyprasowane kołnierzyki. Ich życie na Instagramie wygląda jak katalog sukcesów. Jednak za tymi obrazami kryje się mechanizm „uśmiechniętej maski".
Osoba z ukrytą depresją nie prosi o pomoc, bo uważa, że nie ma do niej prawa. „Przecież mam wszystko: dom, rodzinę, pracę. Inni mają gorzej, jak mogę narzekać?" – to zdanie jest jak trucizna, która powoli zabija od środka. Chory buduje wokół siebie mur z perfekcjonizmu. Każdy uśmiech jest wyreżyserowany, każda odpowiedź „u mnie super" jest wynikiem nadludzkiego wysiłku woli.
Warto w tym miejscu rozwiać jeden z najgroźniejszych mitów: że depresja to kwestia charakteru czy „słabości". Nic bardziej mylnego. Depresja to fizjologia.
W mózgu osoby chorej dochodzi do konkretnych zmian biochemicznych. Zaburzona zostaje gospodarka neurotransmiterów – przede wszystkim serotoniny, dopaminy i noradrenaliny. To tak, jakby w samochodzie zabrakło oleju i paliwa jednocześnie. Możesz prosić silnik, by pracował, możesz go zaklinać, ale bez uzupełnienia płynów on po prostu zatrze się i stanie.
U osób z depresją maskowaną ten „silnik" pracuje na oparach, zacierając się po cichu. Organizm wysyła sygnały ratunkowe, które często mylimy ze zmęczeniem:
Bóle somatyczne: Niewyjaśnione bóle kręgosłupa, ucisk w klatce piersiowej, migreny.
Zaburzenia snu: Nie tylko bezsenność, ale też sen, który nie daje wypoczynku – budzenie się o 3:00 rano z lękiem o nadchodzący dzień.
Utrata anhedonii: Rzeczy, które kiedyś sprawiały frajdę (hobby, seks, dobre jedzenie), stają się jałowe. Człowiek robi je mechanicznie, nie czując nic.
Największym wyzwaniem dla bliskich jest przebicie się przez pancerz „perfekcyjności". Jeśli podejrzewasz, że ktoś obok Ciebie cierpi, nie zaczynaj od przesłuchania. Nie pytaj: „Co ci jest?". Chory często sam tego nie wie. On po prostu czuje, że „nie jest sobą".
Często w dobrej wierze rzucamy hasła, które są dla chorego jak policzek:
„Głowa do góry, jutro będzie lepiej" – dla kogoś w epizodzie depresyjnym „jutro" jest przerażającą czarną dziurą.
„Wyjdź na słońce, pobiegaj" – sport pomaga w profilaktyce, ale nie leczy klinicznej depresji, tak jak spacer nie leczy zapalenia płuc.
„Masz dla kogo żyć" – to najgorszy argument, bo potwornie pogłębia poczucie winy. Chory czuje się „złym człowiekiem", bo kochając swoje dzieci czy partnera, wciąż nie ma siły, by chcieć żyć.
Zamiast tego spróbuj tak:
„Zauważyłem, że ostatnio masz mniej energii. Martwię się o Ciebie. Nie musisz mi nic tłumaczyć, ale chcę, żebyś wiedział, że jestem obok. Jeśli będziesz potrzebować pomocy w czymkolwiek – od zakupów po znalezienie lekarza – daj znać. Nie oceniam Cię."
Taka postawa zdejmuje z chorego ciężar bycia „dzielnym". Daje mu przyzwolenie na słabość.
Jeśli bliska Ci osoba zdecyduje się otworzyć, nie próbuj być jej terapeutą. Nie masz do tego narzędzi i możesz niechcący przejąć na siebie zbyt duży ciężar. Twoją rolą jest być przewodnikiem i wsparciem logistycznym.
Pomoc w znalezieniu specjalisty: Dla osoby w depresji wykonanie jednego telefonu do przychodni jest jak wejście na Mount Everest. Zrób to za nią. Znajdź terminy, sprawdź opinie o psychiatrach lub psychoterapeutach.
Towarzyszenie: Zaproponuj, że pojedziesz z nią na pierwszą wizytę i poczekasz pod drzwiami. To daje ogromne poczucie bezpieczeństwa.
Normalizacja leczenia: Mów o psychiatrze tak, jak mówisz o dentyście czy kardiologu. Branie leków antydepresyjnych (SSRI) to nie wstyd – to wyrównywanie poziomu serotoniny, dokładnie tak samo, jak diabetyk przyjmuje insulinę.
Artykuł „spóźniony" o kilka dni ma jedną zaletę – przypomina, że walka trwa 365 dni w roku. Depresja jest chorobą uleczalną, ale wymaga czasu i cierpliwości. Nie znika po jednej tabletce. Często proces zdrowienia przypomina wykres giełdowy: dwa kroki do przodu, jeden w tył.
Najważniejsze, co możemy zrobić jako społeczeństwo, to zdjąć z depresji odium „wstydu". Musimy przestać postrzegać dbanie o higienę psychiczną jako fanaberię. W świecie, który wymaga od nas bycia „naj", prawo do bycia „nie-okej" jest najwyższą formą wolności.
Jeśli czytasz te słowa i czujesz, że Twój uśmiech od dawna jest tylko maską, a wieczory są walką o przetrwanie – wiedz jedno: nie jesteś sam. Twoja choroba nie definiuje Twojej wartości. Masz prawo czuć się źle i masz prawo szukać ratunku. Nie jutro, nie za rok przy kolejnej kampanii. Dzisiaj.
Jeśli czujesz, że sytuacja Cię przerasta, nie czekaj. Skorzystaj z darmowej pomocy:
116 123 – Kryzysowy Telefon Zaufania dla Dorosłych (bezpłatny, czynny codziennie).
22 484 88 01 – Antydepresyjny Telefon Zaufania Fundacji ITAKA.
800 12 12 12 – Dziecięcy Telefon Zaufania Rzecznika Praw Dziecka.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze