Reklama

Jak zwijano kaliski PKS

04/05/2016 11:36

Po naszej publikacji z ub. tygodnia o rozmowę z redakcją „ŻK” poprosili kierowcy PKS. Uważają oni, że po przejęciu przez Miasto potencjał i działalność tego przewoźnika były redukowane celowo albo wskutek błędów i zaniechań. Ich zdaniem wśród likwidowanych linii i kursów były takie, które przynosiły zyski i mogły funkcjonować nadal. A teraz jest już za późno, by odzyskać dawną pozycję na rynku.

Jak przypominają kierowcy, w 2010 r. Ministerstwo Skarbu Państwa przekazało kaliski PKS na rzecz Miasta. Wartość przedsiębiorstwa wyceniano wtedy na 4 mln 360 tys. zł. – Kluczowe dla procesu komunalizacji było zobowiązanie nowego właściciela do przedstawienia w ciągu ośmiu miesięcy 5-letniego planu rozwoju spółki, aby mogła ona efektywnie i rzetelnie świadczyć swoje usługi i lepiej służyć społecznościom lokalnym – podkreślał wtedy wiceminister Skarbu Mikołaj Budzanowski. Kaliski PKS przed sześcioma laty posiadał dwie placówki zamiejscowe – w Pleszewie i Jarocinie. W sumie dysponował 125 autobusami i zatrudniał 170 kierowców, obsługiwał 182 linie autobusowe i ponad 750 kursów. Rok później powstała nowa spółka pn. Kaliskie Przedsiębiorstwo Transportowe. Miała zarządzać zarówno PKS-em, jak i KLA, doprowadzić do redukcji kosztów i bardziej efektywnego działania. Prezesem KPT został wybrany Jerzy Walczyński, były prezes MZK Ostrów Wlkp. i były kandydat na kaliskiego radnego z listy PO.

PKS było równe,
ale KLA równiejsze
Jak mówią dziś kierowcy PKS, w nowych strukturach organizacyjnych od początku czuli się marginalizowani. KPT zostało obsadzone głównie przez ludzi wywodzących się z KLA. PKS stracił na rzecz KPT również swoją bazę techniczną i mechaników. Pod koniec 2013 r. na terenie zajezdni PKS przy ul. Wrocławskiej powstała nowa baza techniczna. – Niejasne, a często nawet tajne były rozliczenia pomiędzy spółkami dotyczące użytkowania pomieszczeń biurowych, stacji paliw, myjni autobusowej czy warsztatu. Nieznane stały się zasady rozliczeń za pracę wykonywaną przez pracowników administracyjnych. Drobne awarie usuwane wcześniej we własnym zakresie zostały zastąpione przez często zbędne zakupy nowych i jednocześnie kosztownych części zamiennych...
Towarzyszyła temu stopniowa wyprzedaż majątku. Najpierw zlikwidowana została placówka w Jarocinie. Tamtejszy dworzec autobusowy został sprzedany spółce Jarocińskie Linie Autobusowe, a zajezdnię sprzedano prywatnemu przedsiębiorcy. Jak podkreślają pracownicy PKS,
J. Walczyński w okresie od 2007 do 2012 r. był członkiem Rady Nadzorczej Jarocińskich Linii Autobusowych.
W kaliskiej firmie trwał też proces stopniowego ograniczania liczby linii i kursów, a kierowcy PKS byli nakłaniani do przenosin do KLA. Wzrastało zadłużenie PKS wobec KPT, a jednocześnie ta ostatnia spółka, nie prowadząc żadnej działalności przewozowej, a jedynie administrując i obsługując PKS i KLA, odnotowywała zyski.

Przepis na porażkę
W 2014 r. PKS kupił nowy autobus marki Volvo, co do tej pory odbija się na kondycji finansowej tej spółki. Za jego cenę można by kupić przynajmniej pięć autobusów używanych, lecz będących jeszcze w bardzo dobrym stanie. Z początkiem 2015 r. likwidacji uległa placówka w Pleszewie, a tamtejszy dworzec sprzedano Miastu Pleszew. 1 września 2015 r. prezesem wszystkich trzech kaliskich spółek został Mariusz Wdowczyk. Wkrótce PKS przestał być formalnym właścicielem terenu zajezdni przy ul. Wrocławskiej w Kaliszu. Przekazanie tego terenu stało się formą spłaty zadłużenia PKS wobec KPT.
– Obecna działalność PKS ograniczona została praktycznie do likwidacji kolejnych kursów, w tym np. funkcjonujących od kilkunastu i kilkudziesięciu lat połączeń do Torunia i Zielonej Góry, wyprzedaży autobusów i przejść kolejnych kierowców do KLA. Stan posiadania został ograniczony do 55 autobusów, 43 linii regularnych zawierających ok. 240 kursów i zatrudnienia 69 kierowców – wyliczają rozżaleni pracownicy. Jednocześnie Miasto Kalisz czyni próby przekazania PKS Powiatowi Kaliskiemu, do czego Starostwo Powiatowe wydaje się być nastawione sceptycznie. – Trudno oprzeć się wrażeniu, że mimowolnie staliśmy się kolejnym, ostatnim już rozdziałem scenariusza realizowanego wcześniej w placówkach terenowych w Jarocinie i Pleszewie. Po co w ogóle powstało to KPT? Nie mieli nic, a przejęli nasz majątek. Dziś są trzy firmy, a jedna utrzymuje pozostałe dwie – podsumowują kierowcy.

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Graża - niezalogowany 2016-05-10 16:28:47

    W normalnych miejscach takie firmy się szanuje, odpowiednio zarządza i rozwija z korzyścią dla społeczeństwa. Ale nie tutaj, tu jest Kalisz.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Ewa22 - niezalogowany 2016-05-08 19:57:53

    KALISZ BEZ PKSu? To gdzie my żyjemy? Stajemy się prowincją zabitą deskami!!!! Brawo panie prezesie KPT i cała reszta z ratusza!

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    E-wunio - niezalogowany 2016-05-08 18:15:07

    A MÓWIŁAM , ŻE ZA CZASÓW TEJ WŁADZY I TYCH RADNYCH ---- KALISZ JEST ZAWYCZAJNIE MARNOWANY I ZWIJANY . KOLEJNA CZERWONA KARTKA DLA WŁADZ MIASTA .

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zyciekalisza.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości