Reklama

Czy jest lekarstwo na zmorę polskich dróg i ulic?

Zmora funkcjonuje pod potocznym określeniem „znakozy” – gigantycznego chaosu na drogach, wynikającego z nadmiaru znaków drogowych, ich nieczytelności i sprzecznych komunikatów. Zjawisko w kraju nad Wisłą jest powszechne ale są przykłady na to, że można z nim skutecznie walczyć

Problem został dogłębnie przebadany przez Najwyższą Izbę Kontroli w latach 2022 – 24 która wykazała masowe nieprawidłowości w zarządzaniu organizacją ruchu w Polsce. Najważniejszy wniosek jaki wynika z raportu NIK to taki, że aż ponad 60% skontrolowanych odcinków dróg miało organizację ruchu niezgodną z obowiązującymi przepisami. Kontrolerzy odkrywali średnio jeden nieprawidłowy lub niepotrzebny znak co 180 metrów!
Główne błędy to m.in. brak znaków w kluczowych miejscach, nagromadzenie zbyt wielu znaków na małej przestrzeni, które rozpraszają kierowców, a także znaki ograniczające prędkość bez żadnego uzasadnienia.

Reklama


Zdaniem kontrolerów NIK, przyczynami tej polskiej patologii są „samowolki” zarządców dróg oraz brak spójnego nadzoru nad prawidłowym oznakowaniem.
Nic dodać nic ująć, znamy to doskonale z kaliskich ulic i dróg w powiecie na co „Życie Kalisza” wielokrotnie zwracało uwagę zarządców dróg. Efekt? Żaden.

Tymczasem jest w Polsce przykład na to, że można skutecznie walczyć z tym zjawiskiem – a mianowicie Gdańsk.
W 2009 roku gdański Zarząd Dróg i Zieleni rozpoczął program „Mniej, nie znaczy gorzej”, którego celem był kompleksowy audyt oznakowania pionowego. Urzędnicy przeanalizowali każdy znak pod kątem tego, czy rzeczywiście przekazuje kierowcom niezbędną informację, czy jedynie powiela przepisy ruchu drogowego albo inne oznaczenia. 

Reklama

Efekty były bardzo znaczące. W 2009 roku na ulicach Gdańska znajdowało się około 23 tys. znaków drogowych. Po trzech latach, do końca 2012 roku, udało się usunąć około 6,5 tys. znaków, do końca 2014 roku zlikwidowano kolejne 2,5 tysiąca, a w kolejnym  jeszcze 1,5 tysiąca. Łącznie z miejskiej przestrzeni Gdańska zniknęło około 10 tysięcy znaków drogowych czyli prawie 45 procent z 23 tysięcy w 2009 roku. 
Podstawową zasadą audytu było usuwanie znaków, które dublowały przepisy obowiązujące z mocy prawa, powtarzały informacje przekazane wcześniej, były zbędne w strefach uspokojonego ruchu i tworzyły „szum informacyjny”, utrudniając kierowcom dostrzeżenie naprawdę ważnych komunikatów. 

Reklama

W praktyce oznaczało to odejście od filozofii „im więcej znaków, tym bezpieczniej” na rzecz zasady, że czytelna i oszczędna organizacja ruchu zwiększa bezpieczeństwo, ponieważ kierowca łatwiej zauważa najważniejsze informacje. Było to zgodne z obserwacjami kontrolerów NIK, którzy wskazywali, że nadmiar oznakowania często utrudnia jego właściwą percepcję. (pp)

Źródło: NIK
 

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 04/07/2026 06:00
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo zyciekalisza.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości