„Przystępując do Unii, powinniśmy byli zdawać sobie sprawę, że Zachód nas zawsze oszuka i wyroluje” – ocenia Tomasz Cukiernik, publicysta i pisarz, autor opracowania „Dwadzieścia lat w Unii. Bilans członkostwa” i sugeruje szybkie opuszczenie tego „towarzystwa wzajemnej adoracji”. Wylicza, jakie korzyści Polska odniesie po Polexicie
W tekście na portalu pch24 Tomasz Cukiernik wykazuje, że po okresie zaborów, hekatombie pierwszej i drugiej wojny, niemieckiej i sowieckiej okupacji, po rządach komunistów Polska nie miała ani elit ani kapitału aby być równorzędnym partnerem dla krajów zachodnich, które przez 200 lat budowały swój kapitał narodowy.
Do tego dodajmy politykę kolejnych rządów w okresie po 1990 roku, które zamiast wspierać polskich przedsiębiorców, hamują ich, tłamszą i ograniczają. Przykładem choćby KSEF czy SENT.
„W tej sytuacji sprawa jest oczywista, że Polacy i polska gospodarka nie mają szans w starciu z gospodarkami krajów Zachodu i tamtejszymi elitami, które na dodatek nami bezczelnie pogardzają jako kimś, kto należy do gorszego, z definicji, Wschodu” – ocenia publicysta.
„Jeśli więc ktoś uważa, że Unia Europejska to jedyna opcja, jedyna możliwość, jedyna szansa na dalszą budowę dobrobytu, to zwyczajnie nie rozumie sytuacji, w jakiej się znaleźliśmy”.
Zdaniem autora szansą na odzyskanie suwerenności przez Polskę jest polexit i budowa nowej Polski poza strukturami UE. W pierwszej kolejności – odcięcie od skomplikowanego i kazuistycznego prawa unijnego.
„Ponieważ z tego powodu nie jest możliwa naprawa obowiązującego systemu prawnego, należy przyjąć opcję zerową – anulować wszystkie funkcjonujące przepisy i stworzyć całkowicie nowe prawo. Konieczne jest napisanie całego systemu prawnego korzystnego z punktu widzenia interesu narodowego, przy okazji objętościowo redukując go do ułamka tego, co jest obecnie. Dopiero wtedy pojawi się możliwość, żeby prawo było korzystne dla Polski, dla Polaków, dla budowy dobrobytu, dla rozwoju gospodarczego i społecznego. Trzeba przestać naśladować to, co robią na Zachodzie; przestać w ogóle myśleć kategoriami takimi, że u nas ma być tak jak na Zachodzie, a mieć na uwadze wyłącznie polską rację stanu. Konieczne jest uwolnienie energii naszych rodaków. Każdy projekt ustawy powinien być sprawdzany nie czy jest zgodny z prawem unijnym, tylko czy jest zgodny z interesem Polaków. Dopiero wtedy może być procedowany” – podpowiada dr Cukiernik.
Zwraca uwagę, jak metodycznie i konsekwentnie Bruksela buduje europejskie superpaństwo, przejmując kolejne kompetencje krajów członkowskich.
„Ktoś poza naszymi granicami decyduje, co będziemy mogli robić, jakie zostaną wprowadzone zakazy, nakazy i podatki. Sama przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen twierdzi wprost, że prawo unijne ma prymat w stosunku do prawa krajowego, w tym także do przepisów konstytucyjnych oraz że wszystkie państwa członkowskie to zaakceptowały”.
W związku z tym nie ma mowy o żadnej suwerenności i jedynym sposobem na jej przywrócenie jest wyjście ze struktur UE.
„Wtedy można zacząć budować dobrobyt, biorąc pod uwagę wyłącznie własne korzyści, a nie poprzez wdrażanie unijnych regulacji, które w znacznym stopniu mają na celu blokowanie naszego potencjału rozwojowego (jak polityka energetyczno-klimatyczna, ale i dotacyjna) i drenowanie nas z wypracowanych dochodów (na przykład poprzez ETS, zielone europodatki, unijne kredyty KPO czy SAFE, wytransferowywanie zysków przez międzynarodowe korporacje czy kary finansowe Trybunału Sprawiedliwości UE)” – wymienia autor „Dwadzieścia lat w Unii. Bilans członkostwa” i podaje umowę z Mercosur jako kolejny przykład szkodliwej dla Polski polityki Brukseli na który Polska nie ma wpływu.
„Po polexicie Polska mogłaby dowolnie kształtować swoje relacje handlowe i inwestycyjne z krajami trzecimi, mając na uwadze tylko własny interes, a nie wyłącznie wdrażać pomysły Brukseli praktycznie bez prawa głosu i sprzeciwu”.
Nie byłoby też nacisku na przyjęcie euro, co wiąże się z utratą kompetencji monetarnych i ich transfer do Europejskiego Banku Centralnego we Frankfurcie nad Menem.
Kolejne korzyści z odzyskania suwerenności to przywrócenie decyzyjności w kwestiach imigracyjnych, światopoglądowych oraz obyczajowych.
Tomasz Cukiernik przypomina o rzeczy oczywistej – dobrobyt zawdzięczamy naszej ciężkiej pracy a nie, jak się nam wmawia – funduszom europejskim. Przeciwnie. „Bruksela trzyma nas na sztywnym holu, abyśmy nie zagrozili ekonomicznie Europie Zachodniej” – twierdzi.
Mitteleuropy ciąg dalszy
W ocenie publicysty Unia Europejska, to kontynuacja, a w zasadzie dokończenie idei Mitteleuropy – niemieckiego projektu z przełomu XIX i XX wieku oraz okresu I wojny światowej – utworzenia marionetkowych państw na terenie Europy Środkowej i Wschodniej (w tym Królestwa Polskiego) pod polityczną, gospodarczą i wojskową kontrolą Niemiec. Takie same cele przyświecają zdominowanej przez Niemcy Unii Europejskiej – kolonizowanie naszej części Europy dla jej podporządkowania niemieckim interesom gospodarczym.
„Z biegiem lat taka polityka realizowana przez Berlin na spółkę z Brukselą będzie nas coraz bardziej drenowała z naszych zasobów i ciągnęła w dół poprzez budowę coraz bardziej scentralizowanej władzy i ręcznie sterowanej przez nią gospodarki (Wspólna Polityka Rolna, Polityka Spójności, Zielony Ład, Fundusz Odbudowy, Niebieski Ład)” – wyjaśnia dr T. Cukiernik. Dokładnie taki sam proces przerabialiśmy w okresie „bratniej przyjaźni ze Związkiem Radzieckim” i taki sam opłakany skutek „będzie miała dalsza okupacja Polski przez unijnego Lewiatana”.
W związku z tym polexit jest absolutną koniecznością natomiast absolutnym skandalem są pomysły wyrażane przez m.in prezydenta Andrzeja Dudy i Władysława Kosiniaka-Kamysza aby wpisać członkostwo Polski w UE do Konstytucji.
„Taką myśl mógłby podpowiedzieć tylko ktoś, komu zależy na tym, aby całkowicie uzależnić nas od decyzji eurokratów” – ocenia Tomasz Cukiernik. (pp)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze