1 maja minęła kolejna rocznica wstąpienia Polski w struktury Unii Europejskiej. Mainstreamowe media i większość elit politycznych nadają temu wydarzeniu wyjątkowe znaczenie uznając je za niezwykle korzystne dla Polski w wielu obszarach – cywilizacyjnym, kulturowym, społecznym a przede wszystkim – ekonomicznym. Ale czy proste działanie matematyczne, jakim posługują się bezkrytyczni entuzjaści akcesji, polegające na zestawieniu naszej składki z funduszami, jakie otrzymaliśmy z UE, daje wyczerpującą odpowiedź na pytanie – jaki jest faktyczny bilans naszego członkostwa po ponad dwóch dekadach? A zatem „zyskaliśmy czy straciliśmy?”. Na to pytanie stara się odpowiedzieć Leszek Pietrzak – historyk, publicysta, nauczyciel akademicki, były pracownik lubelskiego oddziału IPN, były analityk UOP i były członek Komisji Weryfikacyjnej WSI oraz BBN na kanale „Zakazane Historie”
7 czerwca 2003 miliony Polek i Polaków ruszyły do urn aby zadecydować o tym, czy Polska wejdzie w struktury UE. Pytanie na które mieliśmy odpowiedzieć było proste: „Czy wyraża Pan/Pani zgodę na przystąpienie do Unii Europejskiej?”. Z uwagi na obawy o niską frekwencję polskie władze zdecydowały, że referendum będzie ono trwało dwa dni. Gdyby bowiem frekwencja była niższa niż 50% byłoby ono nieważne a na to polskie władze nie mogły pozwolić z uwagi na międzynarodowy wizerunek Polski.
„Władze epatowały Polaków perspektywą historycznej szansy, jeśli w referendum opowiedzą się za członkostwem Polski w UE. Obawy, jak okazało się, nie były bezpodstawne ponieważ po pierwszym dniu referendum frekwencja wyniosła zaledwie 18 procent” – przypomina autor audycji.
W związku z tym rządzący uznali, że sposobem na zwiększenie frekwencji będą zachęty do udziału w głosowaniu kierowane do Polaków przez znane osoby.
Akcja dała rezultaty – ostatecznie odnotowano frekwencję na poziomie 56 procent. „Za” przystąpieniem do Unii głosowało 77 procent, 22,5% było „przeciw”. To wystarczyło aby wyniki referendum były wiążące. 23 lipca 2003 roku prezydent Aleksander Kwaśniewski ratyfikował Traktat Akcesyjny co oznaczało, że 1 maja 2004 Polska stanie się pełnoprawnym członkiem Unii Europejskiej.
„Entuzjazm Polaków do akcesji był ogromny. Większość wierzyła, że członkostwo otworzy dla Polski zupełnie nowe szanse” – przyznaje Leszek Pietrzak.
Po dwudziestu latach entuzjazm minął, Unia jest zupełnie inną organizacją od tej, do której wstępowaliśmy. Polska również się zmieniła. Kraj podzielił się na dwie grupy – jedna jeszcze bardziej obstaje przy członkostwie, a druga podchodzi do członkostwa we Wspólnocie coraz bardziej sceptycznie.
Pierwsza zwraca uwagę na swobodę podróżowania i fundusze, które płyną z Brukseli dzięki którym powstają różne inwestycje.
„Jednak warto zauważyć, że swobodę podróżowania zawdzięczamy Układowi z Schengen a nie temu, że jesteśmy członkiem UE. Natomiast rzekome bezzwrotne fundusze to tylko jedna strona medalu. Druga strona jest znacznie mniej korzystna dla Polski” – podkreśla L. Pietrzak.
„Grupa sceptyków zwraca uwagę na to, że Polska coraz bardziej traci suwerenność, ponieważ Bruksela, wbrew traktatom, narzuca nam swoje decyzje i do tego grozi nam sankcjami w przypadku ich złamania” – zwraca uwagę historyk i przyznaje, że w dyskusji na temat członkostwa Polski w UE zawsze było bardzo wiele emocji i propagandowych tez, dlatego, jego zdaniem, warto chłodnym okiem spojrzeć na dotychczasowe rezulataty naszego członkostwa, posługując się faktami i liczbami w czym pomoże lektura książki Tomasza Cukiernika, prawnika i ekonomisty, „Dwadzieścia lat w Unii, bilans członkostwa”.
Finanse
Polska corocznie musi wnosić składkę członkowską do Brukseli, z drugiej strony – otrzymuje środki z europejskich funduszy. W okresie od 2004 do 2023 roku Polska wpłaciła do Brukseli 83,7 miliardów euro. W tym samym czasie, z Brukseli otrzymaliśmy 245 miliardów euro. Oznacza to, że przez dwie dekady zyskaliśmy prawie 162 miliardy euro.
„Problem jest jednak w tym, że dane te nie uwzględniają kosztów, jakie poniosła polska gospodarka z tytułu absorbcji tych funduszy. Związane jest to rozrostem biurokracji na dystrybucję tych funduszy a także z tym, że każda inwestycja nie jest finansowana z europejskich funduszy w całości i wymaga wkładu własnego, który jest najczęściej kredytem bankowym. A to bardzo szybko powoduje jej zadłużenie” – wyjaśnia L. Pietrzak.
O tym przekonały się polskie samorządy, których zadłużenie w latach 2003 – 2023 wzrosło z 17 do 91 miliardów złotych czyli 450%!
„W praktyce powoduje to, że unijne fundusze prowokują polskie podmioty do ponadnormatywnego zadłużania się".
Handel
Polski eksport do Unii w latach 2003 – 2023 wzrósł o 606%, natomiast import wzrósł o 481%. Dla porównania eksport Polski do krajów pozaunijnych w tym samym czasie wzrósł o 777% a import o 636%, chociaż w relacjach z krajami spoza UE nie korzystaliśmy, tak jak w przypadku UE, z uprzywilejowanej pozycji.
„Mało tego. Okazuje się, wymiana handlowa Polski z krajami UE rosła szybciej przed wstąpieniem do Unii niż po. W ciągu 10 lat przed wstąpieniem Polski do UE wzrosła aż o 317% a w latach 2004 – 2014 tylko o 177% ” – podkreśla Pietrzak i wskazuje, że przyczyn spowolnienia wymiany handlowej po akcesji jest wiele a jedną z najważniejszych jest jej obwarowanie wieloma regulacjami wymuszonymi przez Brukselę.To m.in. konieczność uzyskania certyfikatów, rejestry zagranicznych odbiorców czy agresywne kontrole różnych inspekcji i służb skarbowych czego przykładem jest polska branża transportowa rozwijająca się dynamicznie po 2004 roku.
Widząc to Bruksela wprowadziła cały szereg przepisów mających na celu ograniczenie polskiej przewagi nad firmami z tzw. Starej Unii. Jednym z takich przepisów była dyrektywa o pracownikach delegowanych nakazująca polskim firmom podniesienie stawek do poziomu stawek obowiązujących w krajach do których polskie firmy woziły towary. To oczywiście zwiększyło koszty polskich firm i ograniczyło ich konkurencyjność na unijnym rynku.
Inwestycje
„Wchodząc do UE mieliśmy nadzieję na inwestycje unijne,które rozruszają polską gospodarkę. Czy tak się stało?" – pyta autor programu.
Ogólna wartość inwestycji w Polsce wzrosła ze 120 miliardów złotych w roku 2004 do 500 miliardów w 2022 roku. Ale w relacji do polskiego PKB nie rosły już tak szybko. W latach 1995 – 2003 inwestycje rosły średnio o 21% rocznie w stosunku do PKB natomiast w latach 2004 – 2023 stanowiły 19% naszego PKB.
„W latach 1998 – 2000 wzrost ten wynosił nawet 24%, a więc nie był związany z funduszami unijnymi” – zwraca uwagę Pietrzak i przyznaje, że Polska po ponad 20 latach w UE stała się gospodarką całkowicie uzależnioną od kapitału zagranicznego. „To w głównej mierze efekt ekspansji gospodarczej Brukseli, która używa kapitału do opanowania gospodarek krajów członkowskich” – ocenia.
Drenaż pieniędzy z Polski
To nie tylko problem Polski ale wszystkich krajów Europy Środkowej, które wstąpiły do Unii w tym samym czasie co Polska.
Dane opracowane przez Thomasa Piketty, francuskiego ekonomistę i noblistę wskazują, że w ramach UE więcej kapitału płynie ze wschodu na zachód niż w odwrotnym kierunku. Mechanizmów tego drenażu jest wiele. Przykładem duńskie firmy z branży budowlanej, posiadające w Polsce spółki-córki.
„Towar wyprodukowany w Polsce zostaje zafakturowany z symbolicznym zyskiem do spółki-matki w Danii, która dolicza koszty swojej działalności oraz bardzo wysoki zysk stanowiący nawet 40% ceny zakupu z polskiej spółki-córki a następnie eksportuje towar do kraju konsumenta. W wyniku takiego zabiegu w Polsce zostaje bardzo niewielka wartość dodana i niewielki zysk a większość trafia do Danii, do siedziby firmy. To dlatego średnie zyski skonsolidowane „matek” tych koncernów w Danii wynoszą 18% a „córek” zaledwie 3%. Ta 15-procentowa różnica to, w dużym uproszczeniu, danina jaką płaci polski konsument za bogactwo Duńczyków ” – wyjaśnia mechanizm drenażu autor „Bilansu....”.
Deficyt
Kolejnym ważnym aspektem bilansu członkostwa Polski w UE jest szybko rosnące zadłużenie. Deficyt instytucji rządowych i samorządowych wzrósł z 341 mld złotych w roku 2003 do jednego biliona 100 miliardów złotych w 2022. Na koniec 2026 roku może on sięgnąć nawet 2,5 biliona złotych.
Rosną również koszty obsługi zadłużenia. W 2021 roku wynosiły one 29 miliardów złotych, natomiast w 2024 osiągnęły 105 miliardów złotych. Wzrost to wynik absorpcji unijnych dotacji, które prowokowały do zaciągania kredytów na tzw. wkład własny co widać wyraźnie w przypadku samorządów.
Rośnie także zadłużenie zagraniczne Polski – publiczne i prywatne.
O ile w 2003 roku wynosiło 374 miliardy to w 2023 osiągnęło 1 bilion 630 miliardów. Oznacza to aż 4-krotny wzrost.
Ceny
Kolejny aspekt naszej obecności w UE to wzrost cen powodowany unijnymi regulacjami. W latach 2004 – 2023 cena gazu wzrosła 3,5-krotnie, energii elektrycznej wzrosła z 40 groszy za kWh do 82 groszy za 1 kWh co przy uwzględnieniu opłat dystrybucyjnych oznacza wzrost o 105%. W następnych kilku latach przeciętne polskie gospodarstwo może zapłacić nawet o 700 złotych więcej za energię elektryczną. To efekt wdrażania przez Polskę unijnej polityki klimatycznej.
W trakcie naszego dotychczasowego członkostwa o ponad 100% wzrosły również opłaty za śmieci i wodę, które w dużej mierze są efektem implementacji unijnych przepisów. Wzrosły także ceny nieruchomości.
„O ile w 2003 roku cena metra kwadratowego wynosiła 2412 zł to w 2024 osiągnęła 6422 złote. Wzrost ten jest windowany przez osoby i firmy zagraniczne, które hurtowo wykupują w Polsce nawet nowe bloki. Wzrosły także ceny produktów importowanych, które w krajach zachodnich produkowane są w dwóch standardach. Bogatszym i tańszym na rynki krajów „Starej Unii” i uboższym i droższym dla krajów Nowej Unii ” – zaznacza L. Pietrzak.
Rolnictwo
Autor twierdzi także, że członkostwo Polski w UE spowodowało także degradację polskiego rolnictwa. Od początku naszego członkostwa istniała duża dysproporcja w unijnych dopłatach. Stawka dopłat bezpośrednich do hektara jest w Polsce od 100 do 200% niższa niż w krajach zachodnich. I pomimo podejmowanych prób zrównania stawek nie udało się tego wcielić w życie a to uniemożliwia polskim rolnikom konkurowanie na unijnym rynku.
Jeszcze większym problemem są dotacje do rolnictwa z budżetów krajowych. W Polsce są one minimalne a na Zachodzie olbrzymie. Polski rolnik, po wejściu do UE, stał się zakładnikiem unijnego systemu i jego instytucji, które nieustannie go kontrolują i narzucają swoje warunki. Jednym z nich było zwiększenie ilości nawozów. Zgodnie z unijnymi regulacjami polscy rolnicy musieli zwiększyć ilość nawozów z 99 kilogramów na hektar w latach 2003, 2004 do 131 kilogramów w latach 2019, 2020. Takich regulacji było znacznie więcej co znacząco podniosło koszty gospodarowania.
Wzrosły też ceny ziemi rolnej i to aż 10-krotnie, głównie dlatego, że znalazła ona nabywców z wielu unijnych krajów.
W efekcie zaprowadzenia unijnego systemu w Polsce dramatycznie spadła liczba gospodarstw rolnych. Z 2.933.200 w 2002 roku do 1.317.400 w roku 2020.
To świadczy o systematycznym kurczeniu się sektora polskiego rolnictwa.
Unijna hiper biurokracja
Unia to organizacja scentralizowana, zbiurokratyzowana, przeregulowana i bardzo kosztowna. Liczba unijnych urzędników to dzisiaj około 60 tysięcy a koszt działalności tego biurokratycznego potwora to ponad 120 miliardów euro rocznie. Samo przenoszenie obrad Parlamentu Europejskiego raz w miesiącu z Brukseli do Strasburga kosztuje rocznie 120 milionów euro. Rozbudowana biurokracja, nadmiar regulacji prawnych, często absurdalnych, które są owocem pracy tysięcy brukselskich urzędników jest czynnikiem hamującym rozwój Unii Europejskiej.
W unii Europejskiej istnieje dziś około 40 tysięcy aktów prawnych oraz ponad 15 tysięcy wyroków TSUE, do tego dochodzi prawie 17 tysięcy aktów niewiążących w postaci rekomendacji i komunikatów, norm i standardów jednolitego rynku. Te wszystkie regulacje wpływają na zahamowanie rozwoju Polski. Są też bardzo kosztowne.
„Eksperci szacują, że kosztują one Polskę ok. 6% PKB. Oznacza to, że w ciągu całego okresu członkostwa w UE mogliśmy stracić około 2 bilionów złotych” – twierdzi Leszek Pietrzak.
Co dalej?
W świetle tych danych pojawia się pytanie czy Polska powinna pozostać w UE czy ją opuścić?
Opowiadając się za pierwszym rozwiązaniem Polacy muszą mieć pewność, że uda ją radykalnie zreformować. Tak zaleca m.in. prof. Jacek Saryusz-Wolski, który obserwował ją przez 20 lat jako eurodeputowany. Czy jednak dziś jest to jeszcze możliwe skoro nawet Mario Draghi, były prezes Europejskiego Banku Centralnego, autor raportu na temat postulowanych zmian w UE przestał w to wierzyć?
W przypadku opuszczenia Unii przez Polskę, Polacy muszą to najpierw przedyskutować rozważając korzyści ale także ryzyka a następnie podjąć decyzję, najlepiej w ogólnonarodowym referendum tak samo prostym, jakie odbyło się 23 lata temu. „Czy wyraża Pan/Pani zgodę na wystąpienie Rzeczypospolitej Polskiej z Unii Europejskiej czy przeciwko takiej decyzji?”
Źródło: Leszek Pietrzak „Polska w UE. Bilans członkostwa po 20 latach”. Kanał „Zakazane Historie”
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Przez 23 lata uni zmieniła sie z owcy w wilka i Polacy nie za tyk głosowali!!! ETS , GENDER , LGBT ,PAKT MIGRACYJNY , NAPYACHANIE EUROPY MUZELMANAMI, KORUPCJE POLITYCZNE , PRÓBA PRZEJĘCIA SUWERENNOŚCI PAŃSTW. Ps. Wyborca, ! , Obywatel jak tam sie podpisujesz nie odpowoadaj naziolu !
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.
Po zastanowieniu, to jest jeszcze opcja przyłączenia się do KIMA. KIM ma już atomówki i takie tam, więc będzie parasol ochronny przed UE.
Dzięki przyjacielu :-) :-) :-)
A proszę, ku ogólnej radości Ludziaków, to zawsze służę radą i dobrym słowem.
A może należało wejść w Unię z Mongollią?
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.
Ok wyszliśmy, z kim współpracujemy?
Poza UE to śladami Białorusi, Ukrainy ewentualnie Mołdawii. Innych wzorców w Europie Środkowej nie ma. I wtedy liczcie sobie swoje "zyski", świry protofaszolskie, faszolskie i naziolskie.
W punkt. Trzeba dobitnie mówić/pisać o tym, że nacjonalistyczne prawicowe mżonki o samodzielności Polski skończą się na kremlowskim dywaniku ich członków z konkretnym przesłaniem od nowych imperatorów.
Unijo zło, bardzo złooo!!! RoSSyjo lepsooo! Jós KondeRoSSyjo zaprowadzi do RoSSyjo i bedzieta scemśliwe, protofaszole, faszole i naziole.
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.
OD 12.CZERWCA 2026 ---RZĄD TEGO HERR TUSKA L WPROWADZA DO POLSKI PAKT MIGRACYJNY ------ POLACY , NIC DOBREGO NAS PRZY TYM ZAKŁAMANYM RZĄDZIE NIE CZEKA ----- JAK NAJSZYBCIEJ WSZYSCY ---WEG!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Dla mnie możesz już wyjechać na wschód do swoich braci i mocodawców razem z loczkiem proponuję!
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.
Mam całkowicie odmienne zdanie! UE jest wartością samą w sobie. Żaden kraj nic nie stracił, ani mała Słowenia, Grecja czy Portugalia nawet jak maja Euro, ba zdecydowanie na tym zyskali! USA są federacją i co i nic, tak się mocno prawa strona zachwyca Ameryką, ale UE federacyjna już nie, bo to dla nich zło w czystej postaci. Hipokryzja w czystej postaci. Dość często bywam na waszym zgniłym zachodzie i co i nic się tam złego nie dzieje. Każdy chce tam żyć w spokoju, pokoju i dobrobycie tak jak my u siebie w Polsce na szczęście w UE!
Przez 23 lata uni zmieniła sie z owcy w wilka i Polacy nie za tyk głosowali!!! ETS , GENDER , LGBT ,PAKT MIGRACYJNY , NAPYACHANIE EUROPY MUZELMANAMI, KORUPCJE POLITYCZNE , PRÓBA PRZEJĘCIA SUWERENNOŚCI PAŃSTW. Ps. Wyborca, ! , Obywatel jak tam sie podpisujesz nie odpowoadaj naziolu !
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.
Po zastanowieniu, to jest jeszcze opcja przyłączenia się do KIMA. KIM ma już atomówki i takie tam, więc będzie parasol ochronny przed UE.