– Nie bylibyśmy w stanie zapewnić naszemu synowi takiej opieki. Tutaj ma doskonałe warunki do życia, ma rehabilitację, naukę, wczesne wspomaganie rozwoju, itd. Wszystko jest tu, na miejscu – podkreśla mama Krzysia – 8-letniego podopiecznego Domu Chłopaków w Broniszewicach prowadzonego przez ss. Dominikanki. – Jesteśmy bardzo zadowoleni, że tutaj trafił – dodaje ojciec chłopca. Ale oboje rodzice nie ukrywają niepokoju – o przyszłość swojego dziecka i placówki w Broniszewicach
>>Obejrzyj cały reportaż wideo z Domu Chłopaków w Broniszewicach: KLIKNIJ <<
W ostatnim czasie Dom Chłopaków w Broniszewicach stał się obiektem zainteresowania ze strony mediów po tym, jak resort Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej zapowiedział zmiany w funkcjonowaniu placówek pomocy społecznej.
– Konsultacje w tej sprawie trwały od roku. Z początku proponowane rozwiązania bardzo nam się podobały – projekt wspierał m.in. pieczę zastępczą, asystencję osób z niepełnosprawnościami czy pozostawianie osób niepełnosprawnych w środowisku rodzinnym. Do czasu, kiedy kilka tygodni temu poznałyśmy szczegóły ustawy. Szczególnie zwraca uwagę jeden z punktów, który brzmi, że do domów opieki społecznej (DPS) będą mogły być przyjmowane osoby tylko po 18 roku życia. To dla nas jest niezwykle istotne ponieważ Dom Chłopaków przyjmuje osoby do 18 roku życia. W związku z tym pojawia się pytanie – co będzie z rodzinami, które do tej pory mogły korzystać ze wsparcia dla swoich dzieci? Oczywiście dotyczy to nie tylko naszego domu ale wielu podobnych placówek w całej Polsce. Łącznie w całym kraju takich osób jest około tysiąca; osób potrzebujących wsparcia instytucjonalnego – tych przypadków, gdzie wyczerpały się siły rodzin biologicznych, siły rodzin specjalistycznych zastępczych, Domów Dziecka, ośrodków wychowawczych czy pogotowia opiekuńczego. Od 75 lat, bo tyle istnieje Dom Chłopaków, byliśmy ostatnim ogniwem w przypadkach bardzo ciężkiej niepełnosprawności intelektualnej z którymi nie są w stanie poradzić sobie inne instytucje czy rodziny zastępcze – wyjaśnia siostra Eliza.
– Z moich doświadczeń wynika, że wiele rodzin zastępczych bardzo chciałoby pomóc takim dzieciom ale ich możliwości fizyczne i psychiczne kończą się, kiedy w grę wchodzą zaawansowane przypadki niepełnosprawności intelektualnej, które wymagają całodobowej opieki. To jest dla rodzin, biologicznych i zastępczych, niezwykle trudne, by nie rzec – niewykonalne zadanie – przyznaje siostra Paula.
Do Domu Chłopaków trafiają chłopcy do 18 roku życia. – Głównie z niepełnosprawnością intelektualną ale nie tylko. Są przypadki Zespołu Downa, autyzmu, dziecięcego porażenia mózgowego i podopiecznych z wieloma innymi obciążeniami. Gama chorób jest naprawdę bardzo duża. I właśnie takie dzieci u nas znajdują pomoc i opiekę do śmierci – dodaje siostra Paula.
Dom Chłopaków w Broniszewicach powstał w 1951 roku. Do lat 90 ub. wieku funkcjonował jako placówka dla chłopców do 18 roku życia a po ukończeniu 18 lat siostry brały na siebie odpowiedzialność za znalezienie im domu, w którym spędzali resztę życia.
– Były to bardzo trudne emocjonalnie chwile – zarówno dla opiekunów jak i dla naszych podopiecznych. Do tego stopnia, że nawet ustawodawca zauważył, że jest potrzeba stabilizacji dla osób z umiarkowaną i zaawansowaną niepełnosprawnością. Dlatego rozszerzono zapis – że jeżeli przeniesienie do domów dla dorosłych, do innych placówek, zagraża poczuciu bezpieczeństwa dzieci, to mogą one zostać aż do śmierci. I z tego zapisu korzystamy od czasów ustawy Jacka Kuronia – wyjaśnia siostra Eliza.
– Tymczasem obecny projekt ministerstwa zakłada tworzenie odrębnych placówek dla podopiecznych do 18 roku życia. To już nie „domy” a „ośrodki terapeutyczne” – przyznaje siostra Eliza. Co to oznacza dla młodych podopiecznych i ich rodzin? Dla rodziców i opiekunów przede wszystkim konieczność szukania nowego miejsca do życia i opieki dla swoich dzieci, natomiast dla młodego człowieka – ogromną traumę związaną z zerwaniem dotychczasowych więzi i relacji oraz długi proces adaptacji do nowych warunków, nowego środowiska. – A dla osób z głęboką niepełnosprawnością intelektualną, dostosowywanie się do nowych warunków, jest niezwykle trudne. Wyrażamy tu obawy wielu rodziców, którzy znajdując miejsce dla swojego dziecka w takim miejscu, jak Dom Chłopaków, cieszą się, że ich dziecko ma zapewnioną opiekę aż do śmierci i nie muszą szukać dla niego miejsca po ukończeniu 18 roku życia – przyznaje siostra Eliza.
Ocenia, że wdrożenie ministerialnego projektu oznacza duży krok wstecz, powrót do rozwiązań sprzed 30 lat. Będzie to ogromny problem dla dzieci i młodzieży oraz dla rodzin, natomiast niekoniecznie dla samych placówek.
– Nie oznacza, że Dom Chłopaków z dnia na dzień zostanie zamknięty, bo i takie obawy się pojawiały. Dla naszych podopiecznych nadal będziemy domem, pozostaną z nami do końca życia. Różnica jest taka, że od przyszłego roku nie będą mogły z naszego wsparcia korzystać Rodziny.
Siostra przyznaje, że zgodnie z ministerialnymi sugestiami możliwe byłoby utworzenie RPOT-u dla dzieci w Broniszewicach. – Ale byłby to ośrodek 30-osobowy a nasi chłopcy żyją w mieszkaniach 14-osobowych. W związku z tym musielibyśmy poczekać na to, żeby umarło 28 chłopców, aby go utworzyć – jeśli będziemy w zgodzie z naszą misją która daje im możliwość pobytu tutaj aż do śmierci. A jeśli mamy być w zgodzie z potrzebami współczesnego czasu, nowym prawem, to musiałybyśmy dla 28 chłopców znaleźć nowe DPS-y dla dorosłych żeby móc utworzyć ośrodek dla trzydziestki nowych chłopców. Bo lokalowo i kadrowo jesteśmy na to przygotowani. Tylko po co tworzenie nowej instytucji, która będzie spełniać podobne funkcje? A to przecież oznacza nową administrację, nowe koszty stałe, etc. – podkreśla siostra Eliza.
Rodzice Krzysia nie ukrywają, że Dom Chłopaków w Broniszewicach jest dla ich dziecka, i dla nich, idealnym rozwiązaniem. Przyznają, że wcześniej opieka nad synem była niezwykle absorbująca, wymagała od rodziny nieustającej czujności. – Był bardzo głośny, zdarzało się, że próbował wyskakiwać przez okna. Poza tym miał częste ataki agresji i autoagresji, potrafił wyrywać gniazdka elektryczne ze ścian. Tutaj natomiast stał się dużo spokojniejszy; siostry i opiekunowie dwoją się i troją aby zapewnić tym chłopcom jak najlepsze warunki do życia – ocenia mama Krzysia. – Oboje z mężem nie byliśmy w stanie zapewnić synowi całodobowej opieki na takim poziomie jaką ma w Domu Chłopaków.
– Przedtem korzystaliśmy z porad wielu specjalistów, jeździliśmy po wielu placówkach, a tu wszystko jest w jednym miejscu. Mamy pewność, że syn jest w najlepszych rękach – dodaje ojciec chłopca.
– Tutaj jest jak w prawdziwym domu, wszyscy są jak jedna wielka rodzina – podkreślają rodzice nie ukrywając wzruszenia i wdzięczności dla personelu Domu Chłopaków.
Zwracają uwagę na komfortowe warunki w jakich przebywa ich dziecko i 66 pozostałych podopiecznych. Nie byłoby to możliwe bez wsparcia ze strony licznych ofiarodawców, którzy doceniają ogromne poświęcenie, zaangażowanie i misję – sióstr, wolontariuszy, pracowników i opiekunów.
Takich jak Adriana i Kamil Kaczmarscy – małżeństwa, które kilka lat temu poznało się tu w Broniszewicach i związało swoją przyszłość z Domem Chłopaków i jego podopiecznymi.
– Dla mnie istotne jest to, że nasze działania pomagają tym ludziom uzyskać większą samodzielność, pewność siebie. Cieszą nawet niewielkie postępy, nowe umiejętności, przełamywanie barier. I nasze dobre relacje z chłopakami bo to przecież jest ogromnie ważne w tej pracy. To nadaje tej pracy sens – przyznaje pani Ada.
– Ogromną satysfakcję daje radość chłopaków z rzeczy, które dla nas są oczywiste a dla nich stają się odkrywcze, niezwykłe i byłyby nieosiągalne gdyby nie nasza pomoc – dodaje pan Kamil.
– Po co zmieniać coś, co doskonale funkcjonuje od 75 lat? – pytają, oczywiście retorycznie, rodzice Krzysia. (pp) >>Obejrzyj cały reportaż z Domu Chłopaków w Broniszewicach: KLIKNIJ <<
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze